Marianie przygotowali kilka filmów o dzieciach ze swego oratorium w Kazachstanie

Nagłośniona pięć lat temu przez polskie środki przekazu historia Saszy, który przez kilka miesięcy zbierał złom, aby móc przybyć na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie w lipcu 2016, poruszyła wielu Polaków. Obecnie księża marianie wrzucili do sieci nowy film (będzie się składał z kilku krótkich odcinków), który pokazuje dalsze dzieje chłopca i innych dzieci – ich podopiecznych z Oratorium Dobrego Pasterza w Karagandzie.

Oto krótki reportaż z tamtych stron

– Chcę podziękować za księdza posługę w tym miejscu… – szepcze niespełna dwudziestoletnia Jelizawieta ks. Tomaszowi, duszpasterzowi Oratorium. – To dzięki księdzu zrozumiałam, że tata to ktoś, z kim można nawiązać więź, zaprzyjaźnić się, utrzymywać relację, że tata to ktoś, kogo można się nie bać.

– Lizo… – ksiądz Tomasz zdejmuje okulary, aby przetrzeć spływającą po policzku łzę wzruszenia. – Wyjaśnij mi, jak ty to wszystko powiedziałaś i się nie popłakałaś?

– Proszę księdza, od tygodni ćwiczę te słowa przed lustrem. Inaczej nie potrafiłabym tu stanąć i tego powiedzieć. Dziękuję…

To chyba jedna z najbardziej poruszających scen opowiedzianych w filmie, nakręconym z prawdziwym rozmachem. Pięcioodcinkowa seria filmów o pracy misjonarzy mariańskich w kazachskiej Karagandzie ujmuje szczegółowością kadrów. Zobaczymy tu dzieci bawiące się na wysypiskach biednej dzielnicy Fiedorowki, kruki odpoczywające na krzyżach bezimiennego cmentarza przed zamkniętą przed laty kopalnią węgla. Ale przede wszystkim widzimy tu głównych bohaterów tej opowieści: dzieci, którym odebrano beztroskie dzieciństwo oraz duchownych, którzy porzucili wszystko i przyjechali, aby z nimi po prostu być, bo więcej im dać nie mogli. W filmie najlepiej widać, że to wystarczyło.

Spanie na ziemi i kąpiel w wiaderku

„Misja na Fiedorowce” (tytuł pierwszej części) to film niezwykły i doprawdy urzekający, budzący sumienie i sprawiający, że przy następnej okazji widz z pewnością ugryzie się w język, zanim powie o „biedzie w Polsce”. W filmie bowiem tej biedy nie bano się pokazać. Jeden z bohaterów – ksiądz Zbigniew szczerze opowiada, jak przez kilka lat spał na ziemi, zaś kąpiele brał w kilkulitrowym wiaderku, a wszystko po to, aby być z tymi ludźmi.

Opuszczeni mieszkańcy, bieda, prostytucja wśród nastolatków, alkoholizm, nałogi. Duchowny doskonale widział, że ci ludzie po zalaniu tutejszej kopalni węgla nie mają już nic. Chciał więc im coś dać, a że sam nie miał wiele, dał to, co miał – siebie. I właśnie o tym jest ten obraz.

– Chcemy pokazać tym filmem fenomen dobra – wyjaśnia ksiądz Łukasz Wiśniewski, dyrektor Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich, producenta filmu. – To, jak niewiele potrzeba, by pomóc.

Gdy dobro samo się broni

Niewątpliwą siłą produkcji są świadectwa samych dzieci: bezpretensjonalne i do bólu szczere. Z jednej strony budzą uśmiech i radość na twarzy, z drugiej łzy wzruszenia. Dzieci opowiadają historie swych rodzin, to, w jaki sposób trafiły do Oratorium. Wreszcie zaś przywołują, co im to miejsce dało, w jaki sposób znalazły ratunek.

– Każdy z tu obecnych ojców ma u mnie jakąś swoją ksywkę – uśmiecha się sześcioletni Mateusz, podopieczny Oratorium. – Ojca Tomasza już zawsze będę pamiętać jako „Ojca z Oratorium”. Z kolei ojca Zbigniewa nazywałem „Ojcem Czekoladką”, bo zawsze miał dla nas jakieś słodycze. A ojciec Grzegorz to „Ojciec-Zaproszeni”, jest bardzo gościnny i dla każdego zawsze ma czas.

Kompozycja i dynamiczna narracja tego krótkiego filmu (każdy z emitowanych na youtube-owym kanale Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich odcinków trwa najwyżej 18 minut) nie pozwala widzowi na moment znudzenia. Nie ma tam na to po prostu czasu, bo ta historia broni się sama, jak każda, której głównym podmiotem jest Dobro i niezbywalna nadzieja, jak niewiele trzeba, by zmienić ten świat na lepszy.

Link do pierwszej części filmu: 

S. Czerniecki (KAI) / Karaganda

Wpisy powiązane

U św. Andrzeja Boboli w Rzymie

Mariupol: klasztor paulinów siedzibą władz okupacyjnych

Ikona Męczenników Klaretyńskich