Siostra Elisabete Corazza, Brazylijka, opisuje Angolę, gdzie jest misjonarką od 8 lat: „To naród o wielkiej wierze, ale i wielkim cierpieniu”. Opowiada o trudnościach wynikających z braku pracy, słabej opieki zdrowotnej oraz antywartości utrudniających ewangelizację. „Ważne, aby świat spojrzał na Angolę” – mówi, wskazując, że do tego przyczyni się wizyta Leona XIV.
„Co to znaczy, że Papież jest tutaj, w Angoli? To łaska i błogosławieństwo!”. Rzeczywiście, na ziemi naznaczonej bezrobociem młodzieży, brakiem możliwości, chwiejnym systemem opieki zdrowotnej i obecnością praktyk magicznych, przybycie Papieża jest jak balsam i otwarte okno nadziei – mówi 56-letnia misjonarka, s. Elisabete Corazza.
Zakonnica należy do Komisji Komunikacji, odpowiedzialnej za przekaz podczas podróży apostolskiej. Na szyi ma kilka identyfikatorów, a w otwartych sandałach przemierza rozległą esplanadę w Kilambie, gdzie Papież celebruje pierwszą Mszę na ziemi angolskiej.
Wizyta Papieża – błogosławieństwem
S. Elisabete mówi, że Angolczycy, to naród o wielkiej wierze, ale i wielkim cierpieniu. Wizyta Leona XIV jest więc zachętą do dalszego podążania drogą nadziei, pojednania i pokoju, jak głosi motto wizyty.
Brak pracy, edukacji
Siostra wymienia główne bolączki kraju. To przede wszystkim brak pracy. „Istnieje bardzo wysoki odsetek pracy nieformalnej, czyli handlu ulicznego i drobnych, słabo opłacanych usług” – mówi s. Elisabete. „Kobiety każdego ranka wychodzą na ulice, by coś sprzedać. To Zungueiras (sprzedawczynie uliczne), widzieliście je? Są wszędzie, przez cały dzień chodzą po ulicach” – dodaje.
Kolejnym wielkim problemem jest brak oferty dla rzeszy młodych ludzi, którzy nie tylko nie mają pracy, ale także edukacji. W kraju bardzo słaby jest też system opieki zdrowotnej.
„Ważne jest, aby świat spojrzał na Angolę. My tu jesteśmy, jesteśmy dziećmi Boga. Umiłowanymi dziećmi” – dodaje siostra, wskazując na wizytę Leona XIV.
Problem z sektami
Wyraża też nadzieję na umocnienie prawdziwej wiary katolickiej. „Jest tu wiele sekt, które się rozprzestrzeniają, przenikają nawet do polityki, ponieważ obiecują natychmiastową interwencję w życiu” – mówi s. Elisabete. Chodzi o obietnicę cudownej poprawy życia, jakie składają sekty.
„To jest złudzenie. Dlatego my ewangelizujemy i staramy się prowadzić formację biblijną, właśnie po to, aby uświadamiać ludziom działanie Boga i naszą odpowiedzialność” – dodaje misjonarka.
Poligamia i czarownictwo
Wskazuje, że choć Angolczycy wierzą głęboko, to są też silne wpływy kultury pierwotnej, takie jak poligamia. „My wyjaśniamy Katechizm i nauczanie Kościoła, ale przede wszystkim zajmujemy się ludźmi. Bo nigdy nie ma drugiej czy trzeciej żony, która by nie cierpiała. Nie ma też dzieci, które dorastają bez ojca i nie cierpią” – podkreśla siostra.
Kolejnym problemem jest czarownictwo, które niszczy rodziny, na podstawie którego oskarża się niewinne dzieci. „Zdarza się na przykład niespodziewana śmierć, bo ktoś był chory, a nasz system nie był w stanie zapewnić mu odpowiedniej opieki i wtedy oskarża się, obwinia krewnych. Wielu z nich to dzieci: są karane, porzucane albo gorzej…” – ubolewa s. Elisabete.
Być znakiem nadziei
Dodaje jednak, że czuje się bardzo szczęśliwa na misji w Angoli, ponieważ Bóg dzień po dniu zapala światło, aby oświetlać drogę. „Czuję, że misja pozwala mi wiele się nauczyć i że Pan pozwala mi być bardzo małym znakiem nadziei, pojednania i pokoju. Jak Papież!” – mówi.
Salvatore Cernuzio – wysłannik do Luandy
Za: Vatican News