Prostota, dzieci, rodzina

23 września 1960 r. we wsi Łękawica urodził się Michał Tomaszek. Syn, brat, przyjaciel, zakonnik, kapłan i misjonarz z wielkim sercem i talentem do pracy z dziećmi i młodzieżą. Uzdolniony artystycznie i muzycznie. Oddany Bogu, Matce Najświętszej i ludziom, aż do swej męczeńskiej śmierci 9 sierpnia 1991 r. Z okazji 63 rocznicy urodzin o. Michała pragniemy podzielić się wspomnieniem dotyczącym jego postaci. Są to słowa spisane przez o. Jarosława Wysoczańskiego OFMConv, który razem z o. Michałem i o. Zbigniewem wyruszył na misję do Pariacoto w odległym Peru.

Michał – portret

Właściwie można by zamknąć cały ten rozdział, który zatytułowałem „Michał – Portret” w jednym słowie: PROSTOTA. To właśnie do niego z całą pewnością można by odnieść słowa Chrystusa, aby być jak dzieci, gdyż rzeczywiście całe jego życie było pieśnią dziecka Bożego. Znaliśmy się od 16 roku życia, od czasu, kiedy rozpoczęliśmy naukę w Niższym Seminarium Duchownym w Legnicy. Jednak najbardziej zbliżyliśmy się do siebie na ziemi peruwiańskiej, gdzie przyszło nam razem budować nową wspólnotę franciszkańską.

W momencie przylotu do Peru pierwszym wielkim zadaniem, jakie przed nim stanęło, było nauczenie się języka. Po miesięcznym pobycie w Limie i Pariacoto zamieszkał wraz z OO. Oblatami św. Józefa, skąd dochodził na kurs języka. Zadanie to potraktował bardzo poważnie, poświęcając temu cały swój czas. Pamiętam, iż w tym czasie widziałem Michała chyba dwa razy. Nie miał czasu na konwersację, po krótkiej wymianie informacji od razu powracał do studiowania języka. Ileż mnie kosztowało nakłonienie go na mały spacer nad Oceanem. Pragnąłem, aby choć trochę oderwał się od książki.

Przed Świętami Bożego Narodzenia 1989 roku mieliśmy już Michała u siebie w Pariacoto. Od razu dało się odczuć jego obecność. Kochał swój dom, w cichej pracy wyrażał swoje wielkie przywiązanie i miłość. Nasze pomieszczenia klasztorne ozdobił donicami i kwiatami, umieszczonymi na bambusowych palach, zmienił również siatki w oknach, które miały chronić nas od natrętnych komarów. I można wyliczyć cały szereg tych drobnych, dobrych uczynków, które upodobniły go do małej Tereski z Lisieux. Postać Tereski, jej osobowość była mu niezmiernie bliska.

Każdą niedzielę poświęcał swoim wybranym, tzn. dzieciom. Swą pracę z tymi dziećmi – tak bardzo niewinnymi i jednocześnie opuszczonymi jak niegdyś dzieci izraelskie – rozpoczął pełen entuzjazmu. Grupka z którą pracował w każdą niedzielę, powiększała się w niesamowitym tempie. O godzinie 11.00 zawsze odbywali swoje spotkanie, a po południu szli do kina. Trudno było w tym dniu o spokój, rozbiegana gromadka była w swoim żywiole. W momentach modlitw, zwłaszcza w kościele, czuło się charyzmat Michała, potrafił on uciszyć dwustuosobową grupę dzieci. Był ich wielkim przyjacielem i bratem, ale również wymagającym ojcem (…)

Pewnej niedzieli słyszałem radosny głos Michała: „Jestem zakochany w katechezie rodzin”. Było to w dniu, kiedy kończyły się rekolekcje prowadzone przez braci w Villa Salvador dla członków katechezy rodzin z Pariacoto. W tych słowach wyrażał w sposób bardzo spontaniczny, a jednocześnie konkretny i realny to wszystko, co wypełniało jego serce.

Kilka razy w tygodniu odwiedzał poszczególne rodziny, zgromadzone w swoich domach na refleksji i modlitwie. Jego zadaniem było towarzyszyć i dyskretnie kierować. Raz w miesiącu wszystkie grupy rodzin uczestniczyły we Mszy św., przez nich samych przygotowanej. Trudno oddać w słowach radość i klimat tych zgromadzeń liturgicznych (…) Myślę, że do przytoczonego na początku słowa „prostota” należałoby jeszcze dodać słowa: „dzieci”, „rodzina”, gdyż one wypełniały ten piękny czas zasiewu ziarna w Pariacoto.

Michał z reguły nie lubił mówić o sobie, dzielić się swoimi radościami czy problemami. Jednak od czasu do czasu pozwalał sobie na zwierzenia (…) Kiedy po skończonej pracy, przy lampie naftowej, dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, „między wierszami” pokazywał swoje niepokoje, niepowodzenia, porażki, jak również radości i sukcesy. Do trosk spędzających mu sen z powiek zaliczyć można było prowadzenie grup młodzieżowych, które wzrastały w liczbę, ale jednocześnie stawały się coraz bardziej anonimowe. Często padało pytanie: Jak do nich dotrzeć? Co znaczy – być razem z nimi? Wszystkie zorganizowane pielgrzymki, wycieczki, były próbami szukania nowych dróg, nowych sposobów otwarcia się na ten świat, zdawałoby się prosty, a jednocześnie tak skomplikowany i zagmatwany. Pomimo sukcesu, jakim był fakt, że młodzież garnęła się do niego, nie poprzestawał na tym; trzeba było stale rozwiązywać zagadkę, jak dotrzeć do świata młodych campesinos.

Podczas tych naszych pogawędek „wypływała” jego prostolinijność i jasność ideałów, które wyniósł z domu rodzinnego i okresu formacji. Trudno mu było otworzyć się na nowe idee. Był bardzo tradycyjny, jednak miał też rozwinięte poczucie tolerancji. Każdy dzień zamykał na paciorkach różańca, modląc się w kaplicy. Po dniu szczególnej pracy czynił to w ogrodzie, łącząc się z Maryją po skwarze dnia codziennego.

Działalność o. Michała trwa nadal, co potwierdzają napływające świadectwa, dotyczące wyjednanych łask za wstawiennictwem Męczenników z Pariacoto. Bł. Michał Tomaszek jest patronem dzieci i młodzieży, wypraszającym u Boga dar potomstwa. Razem z bł. Zbigniewem Strzałkowskim są patronami Krucjaty Różańcowej w Obronie przed Terroryzmem.

Cytowane fragmenty wypowiedzi pochodzą z książki:  o. Joachim Roman Bar OFMConv, o. Jarosław Wysoczański OFMConv, Znak miłości w Peru. O życiu dwóch misjonarzy franciszkańskich i ich męczeństwie, dodruk I, Wydawnictwo Franciszkanów „Bratni Zew” spółka z o.o., Kraków 2018, s. 145-148.

Za: męczennicy.franciszkanie.pl

Wpisy powiązane

Bp E. Kawa: Nie zapominajmy o Ukrainie! – Każdy “wdowi grosz” ratuje dzisiaj ludzkie życie

Lotnisko w Dubrowniku nazwane na cześć jezuity

Kontrowersyjna decyzja o usunięciu pomnika jezuity z terenu uczelni. Historycy są przeciwni