Pustynia w wielkim mieście, czyli rzecz o misjach w Chinach. O swojej posłudze misyjnej opowiada sercanin, misjonarz ks. Zdzisław Pławecki.
Kiedy ks. Zdzisław Pławecki przebywał na misjach w Kamerunie, o czym pisaliśmy niedawno, to – pełniąc posługę w ramach formacji kandydatów ze Zgromadzenia Sercanów – jeździł razem z postulantami do oddalonego od sercańskiego postulatu o godzinę drogi klasztoru trapistów na czas skupienia (dwa dni w miesiącu). „Przez te dwa lata poznałem więc przedsmak życia monastycznego” – wspomina ks. Zdzisław i dodaje: „więc kiedy przestałem pełnić posługę w formacji, zacząłem jeździć sam, a mój ówczesny ojciec duchowy polecił, aby może zrobić sobie rok życia monastycznego”.
I tak się stało. Ks. Zdzisław skierował prośbę do prowincjała w Kamerunie (bo wówczas z racji posługi w tamtym terenie należał do Prowincji Kameruńskiej) o rok poświęcony na poszukiwania i rozeznawanie, czy aby nie nowym jego zadaniem jest bycie trapistą. „Czekałem jednak trzy lata, ponieważ zmarł jeden ksiądz i musiałem go zastąpić w funkcji proboszcza. Ale kiedy nadszedł już odpowiedni na to czas, poprosiłem jedną ze wspólnot benedyktynów (znajdujących się na terenie Polski, w Biskupowie) o możliwość zamieszkania z nimi. Po uzyskaniu zgody spędziłem u nich pięć miesięcy, a stamtąd pojechałem do wspólnoty trapistów we Francji w opactwie Notre Dame d’Aiguebelle na kolejne pięć miesięcy” – wspomina ks. Pławecki.
Szukając swojego duchowego miejsca rozwoju – odkrywania powołania w powołaniu – ks. Zdzisław otrzymał ostatecznie jasne światło: pierwotny wybór sercańskiej duchowości to droga dana przez Pana. „To było dla mnie ważne wskazanie, ponieważ naprawdę byłem gotowy poddać się Bogu – jeśli byłaby taka Jego wola – i zostać trapistą. Cennym doświadczeniem na tej drodze stała się obecność w owej wspólnocie trapistów jedynego jak do tej pory Polaka w tym zgromadzeniu – byłego dominikanina: o. Michała Zioło OCSO (przebywającego właśnie przez wiele lat w owym opactwie Notre Dame d’Aiguebelle we Francji, a obecnie mieszkającego w klasztorze Notre Dame de l’Atlas w Maroku). Ojciec Michał był w tym czasie moim spowiednikiem” – podkreśla ks. Zdzisław.
Po takiej wskazówce ks. Pławecki wrócił do Polski, gdzie przez rok pełnił w Pliszczynie posługę opiekuna domu rekolekcyjnego i ekonoma, ale w jego sercu znów zaczęło pojawiać się przeświadczenie, że są miejsca, do których warto pojechać z powodu małej liczby kapłanów. Akurat w tym czasie szykowała się możliwość pojechania do Chile, więc poprosił o wyjazd w to miejsce. Ówczesny wiceprowincjał przedstawił mu projekt misji w Chinach – a był to 2016 rok – na co on odpowiedział gotowością udania się tam. Na nową placówkę planowano wysłać początkowo 4 misjonarzy, ale kiedy przez rok nie udało się skompletować wszystkich osób (a jedynie trzech i to z różnych krajów), to w roku 2017 wysłano ks. Zdzisława do Stanów na roczny kurs angielskiego, a następnie już na miejsce docelowe,do Pekinu na naukę języka mandaryńskiego. Pozostała dwójka została wysłana do Hong Kongu.
Aglomeracja Pekinu, czyli wielkiego miasta, sprzyjała doświadczeniu poznanemu u trapistów – ks. Zdzisław spędzał tam czas między szkołą (nauką mandaryńskiego) i wspólnotą (codzienne życie zakonne spędzane na modlitwie i braterskiej jedności), mając swego rodzaju pustynię w wielkim mieście. „Nauka języka chińskiego była dla mnie trudnym doświadczeniem, które budowało we mnie napięcie do tego stopnia, że potrafiłem w nocy budzić się i powtarzać wyuczone w szkole zdania po chińsku, ale w dzień byłem tak zblokowany, że ani jednego słowa nie mogłem z siebie wydusić” – opisuje sercański misjonarz. Na szczęście pierwsza sesja poszła dobrze i z czasem język „zaczął się rozwiązywać”.
Czas wolny od nauki, czyli całe wakacje, ks. Zdzisław spędzał zawsze w Makao. Tam poznał włoskiego kombonianina mówiącego zarówno w jęz. mandaryńskim, jak i kantońskim (obowiązującym w Makao). Było to dobrym doświadczeniem, gdyż – nie zdając sobie z tego sprawy – przygotowywał się na dalszą swoją posługę. Po wybuchu pandemii nie mógł już wrócić do Pekinu, ale wyjechał do Hong Kongu, gdzie obowiązuje właśnie język kantoński.
W ostatnim roku w Makao ks. Zdzisław opiekował się formacją kleryków. Od września 2026 zmieni się zakres jego obowiązków, gdyż został poproszony o pomoc wiekowemu proboszczowi – będzie więc pełnił posługę pomocy duszpasterskiej jako wikary w jednej z chińskich parafii.
Jaka jest specyfika chińskich parafii? Ks. Zdzisław bez chwili zastanowienia odpowiada: „Na pewno inna od tej kameruńskiej. Panuje większe skupienie. A czymś, co zachwyca, jest intonacja dobrana do tego, co jest odczytywane oraz śpiew – Chińczycy doskonale potrafią ująć w odpowiednie tony uniżenie (prośbę o wybaczenie grzechów) czy uwielbienie (chwałę względem Boga), a kiedy czytają czytania to ma się wrażenie – ze względu na odpowiednią intonację – jakby to był śpiew”. Wierni na nabożeństwa ubierają się raczej zwyczajnie, choć owszem – w czasie wielkich świąt zakładają na siebie regionalne chińskie stroje.
Na koniec naszej rozmowy ks Zdzisław podzielił się pięknym doświadczeniem wiary: „Kiedy pojechałem na jakiś czas do Wietnamu i wyszedłem na jedno ze wzgórz, to obracając się wkoło, mogłem zobaczyć w zasięgu swojego wzroku około 50 wież kościołów. To było piękne! Tamtejsi ludzie żyją wiarą! Mają w swoich ogrodach figurki, szczególnie Maryi – czy to wolno stojąca w ogrodzie, czy w szczycie domu, czy w murze ogrodzenia….”.
Życzymy zatem dalszej radości w posługiwaniu!
Biuro prasowe Księży Sercanów / DM
[zdjęcia z archiwum prywatnego ks. Zdzisława Pławeckiego SCJ oraz www.misjesercanow.pl]
Za: scj.pl