Kardynał Joachim Meisner
HOMILIA ARCYBISKUPA KOLONII WYGŁOSZONA PODCZAS MSZY ŚWIĘTEJ BEATYFIKACYJNEJ KS. GERHARDA HIRSCHFELDERA
Münster, katedra, 19 września 2010 r.
Drogie Siostry, drodzy Bracia!
„Twoi święci są jak wody, które płyną pod górę” — pisze poetka Gertrud von le Fort w swoich Hymnach do Kościoła. To, co z punktu widzenia praw fizyki jest niemożliwe — aby woda płynęła pod górę — staje się możliwe w porządku nadprzyrodzonym: słaby człowiek może stać się świętym. Kościół wynosi dziś w beatyfikacji do chwały ołtarzy właśnie takiego człowieka, młodego kapłana — Gerharda Hirschfeldera. W wieku 35 lat oddał on życie za Chrystusa w obozie koncentracyjnym w Dachau. Każdy z nas wie, że woda nie może płynąć pod górę. Od prawa ciążenia nie ma wyjątków. I zapewne każdy z nas wie również, jak trudno jest przeciwstawiać się tendencjom panującym w danej epoce, temu, co dzisiaj jest „na czasie”, i opowiadać się za tym, za co natychmiast spotyka człowieka krytyka ze strony społeczeństwa, mediów, a niekiedy także wewnątrz Kościoła. Odwaga cywilna stała się dzisiaj rzadką cnotą. Nie, zawsze nią była! Jej chrześcijańskie imię brzmi „męstwo”. Słowo „męstwo” bardzo często pojawia się w rozważaniach Drogi Krzyżowej ks. Gerharda Hirschfeldera oraz w jego głębokich komentarzach teologicznych do Listów św. Pawła. Jedne i drugie napisał w więzieniu śledczym. Jego życie i śmierć świadczą zaś, że wiedział, o czym mówi. Każdy wyczuwa, że te głębokie myśli zapisuje człowiek mężny. Nie zapominajmy przy tym: oba te dzieła powstały nie w wieży z kości słoniowej zacisznego gabinetu, lecz w celi więzienia Gestapo w Glatz.
Męstwo nie oznacza brawury, lecz jest energią wiary. Paweł określa je słowami: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 13). Sam Pan jest jego mocą. Gerhard Hirschfelder spotkał Go, a On uczynił jego niełatwe od samego początku życie wielkim, szerokim i owocnym, jak modli się Psalmista: „Boże, wesela mego i radości” (Ps 43 [42], 4). On jeden nigdy go nie zawiódł i był przy nim we wszystkich wzlotach i upadkach jego młodego życia. Dlatego pozwolił Mu zdobyć swoje serce. Postąpił jak Jan pod krzyżem, gdy Pan powiedział mu, wskazując na Maryję: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19, 27). Ponieważ Gerhard Hirschfelder przyjął Maryję do domu swojego życia, był młodym chrześcijaninem i kapłanem tak głęboko pochwyconym przez Chrystusa. Był niejako naładowany mocą Chrystusa. Miłość Chrystusa przynaglała go, pozwalając mu pokonywać wszelkie niebezpieczeństwa i przeciwności. Ze swoim Bogiem przeskakiwał niejako mury lęku, uprzedzeń, tchórzostwa i kunktatorstwa.
Męstwo objawia się w cierpliwym dźwiganiu ciężaru obecności i wytrwania. Jako wikariusz, a później — jak powiedzielibyśmy dzisiaj — diecezjalny duszpasterz młodzieży na ziemi kłodzkiej, otrzymał pole pracy duszpasterskiej ważne zarówno dzisiaj, jak i wówczas, lecz w czasach Hitlera niezwykle trudne. Wielu uległo wtedy duchowi czasu, wycofywało się z działania, schodziło na margines, trzymało się z dala i chroniło za granicami własnych kompetencji. Odpowiedzią Gerharda Hirschfeldera nie były jednak rezygnacja i narzekanie. Jego postawa „teraz tym bardziej” uczyniła z niego odważnego, budzącego sympatię i pełnego zapału duszpasterza młodzieży. Korzenie tej postawy tkwiły w niezwykle głębokiej więzi z Chrystusem i bliskości z Nim. Dlatego mógł powiedzieć za Pawłem: miłość Chrystusa przynagla mnie (por. 2 Kor 5, 14). Jego myśleniem, słowami i działaniem nie kierowały pytania: „Czy zostanie to dobrze przyjęte? Czy nikogo tym nie urażę? Czy nie sprowokuję przeciwników?”, lecz to, czego oczekiwał od niego Pan i czego ostatecznie w nim dokonał — Pan, który rzeczywiście stał się jego życiem. Doświadczenie Chrystusa oraz głęboka miłość i więź z młodymi ludźmi, poddawanymi naciskowi nazistowskiej ideologii i przez nią zagrożonymi, sprawiły, że zapomniał o wszelkiej ostrożności i lęku, aby całkowicie stanąć w ich obronie, mówiąc: „Kto wyrywa młodzieży z serca wiarę w Chrystusa, jest zbrodniarzem!”.
Męstwo ma coś wspólnego z radością. Radość w Panu jest naszą ostoją (por. Ne 8, 10). Paweł mówi: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! […] Pan jest blisko!” (Flp 4, 4-5). Bliskość jego życia z życiem Chrystusa czyniła Gerharda Hirschfeldera jednocześnie mężnym i radosnym. Był prawdziwie świadkiem Ewangelii. To właśnie sprawiało, że jego misja wśród dzieci i młodzieży, a właściwie wśród wszystkich ludzi, przynosiła tak obfite owoce, iż wróg powstał przeciwko niemu, czując się sprowokowany. Nie uważał się za członka średniowiecznej straży tylnej, jak wówczas — i również dzisiaj — chętnie przedstawia się chrześcijan, lecz wiedział, że jest zwiastunem przyszłości, o której jego wrogo nastawieni współcześni nie mieli jeszcze najmniejszego pojęcia. Ta bliskość Chrystusa napełniała go pokorną pewnością siebie i pełnym nadziei przekonaniem o zwycięstwie. Dlatego był tak przekonujący w swoim życiu i działaniu. Nic nie było mu bardziej obce niż stanie się kościelnym urzędnikiem. Nie należał do tych, którzy starają się pozostać niezauważeni, ani do ludzi lękliwych, lecz do wyznawców i świadków. Był w najpełniejszym znaczeniu tego słowa męczennikiem — świadkiem.
W jego duchowych zapiskach z więzienia bardzo często znajdujemy słowo „cierpienie”, co z pewnością wynikało z jego ówczesnej sytuacji więźnia. Dla Gerharda Hirschfeldera więzienie i obóz koncentracyjny stały się drogą cierpienia, jego drogą krzyżową. Swoje więzienne lęki i doświadczenia opisuje w czternastu stacjach rozważań Drogi Krzyżowej. Dlatego cierpienie nigdy nie miało dla niego wydźwięku negatywnego; wyczuwa się raczej, że właśnie w nim rozpoznawał Boga miłości. Niemieckie „Ich mag dich leiden” — „lubię cię”, dosłownie: „mogę cię cierpieć” — jest przecież wyznaniem sympatii i miłości. A Bóg pozwolił mu cierpieć. Niejako przeciął pionową linią Boga poziomą linię życia tego aktywnego i budzącego sympatię duszpasterza, tak że minus, którym naznaczyli jego życie przeciwnicy, stał się plusem jego świadectwa. Krzyż jest minusem świata przemienionym przez łaskę Bożą w plus. Gerhard Hirschfelder jest takim człowiekiem „na plus” w całym swoim życiu.
Kościół wynosi go dzisiaj do chwały ołtarzy, podczas gdy jego brunatni przeciwnicy już dawno zostali zapomniani. To, że młody człowiek, młody kapłan, potrafił tak intuicyjnie dostrzec w cierpieniu miłość, w krzyżu zobaczyć znak plus, a ponad więzieniem ujrzeć otwarte niebo, jest naprawdę wielkim dziełem łaski Bożej. Gerhardowi Hirschfelderowi od dawna szczególnie bliski był płomienny Apostoł Paweł. Kiedy w więzieniu, u kresu swego życia, coraz bardziej upodabniał się do sposobu życia Apostoła, stał się z nim niejako jednym sercem i jedną duszą. Zapisywał tam swoje ulubione fragmenty Listów Pawłowych i pozwalał im przenikać do swojego serca, ukazując w ten sposób, jak przemieniają one jego życie kapłańskie i chrześcijańskie. Jego zapiski o św. Pawle można gorąco polecić do lektury. U tego młodego kapłana mogą się uczyć także starsi kapłani i biskupi. „Rozpal w nas ogień jego miłości!” — taka modlitwa rodzi się po spotkaniu z Gerhardem Hirschfelderem. Niech Bóg właśnie dzisiaj daje naszej doświadczanej tyloma trudnościami młodzieży duszpasterzy tej miary.
Obchodzimy dzisiaj, wraz z beatyfikacją Gerharda Hirschfeldera, wielkie święto rodzinne, ponieważ jest on jednym z nas. Chrystus określił niegdyś Judasza w sposób negatywny w odniesieniu do swoich Apostołów, mówiąc: „Jeden z was Mnie zdradzi” (Mt 26, 21). Dzisiaj natomiast słyszymy w sensie pozytywnym: Gerhard Hirschfelder — chrześcijanin, kapłan i męczennik — jest jednym z was. W pierwszym rzędzie, w najściślejszym znaczeniu, mogą to powiedzieć mieszkańcy ziemi kłodzkiej i Ślązacy. Nowy Błogosławiony jest krwią z waszej krwi, ziemią z waszej ziemi, ale należy ponadto do nas wszystkich w Niemczech. Jest chlubą naszego narodu, ponieważ nie mamy zbyt wielu młodych wyznawców i męczenników za wiarę tej miary. Także nasi drodzy polscy współbracia chrześcijanie mogą powiedzieć: jest jednym z nas, ponieważ nasza ziemska ojczyzna stała się również ich ziemską ojczyzną. Znakiem tego jest obecność tutaj, w Münster, jego dzisiejszego biskupa, Biskupa Świdnickiego prof. dr. Ignacego Deca, wraz z licznymi kapłanami i wiernymi. Ponieważ ziemia kłodzka, ziemska ojczyzna naszego błogosławionego Gerharda Hirschfeldera, pod względem kościelnym należała aż do 1972 r. do archidiecezji praskiej, jest dzisiaj tutaj pośród nas również obecny obecny Arcybiskup Pragi, dr Dominik Duka, któremu także gratulujemy nowego błogosławionego męczennika jego archidiecezji. W Kościele jesteśmy zawsze najpierw dziećmi Bożymi, siostrami i braćmi Chrystusa, a dopiero potem członkami naszych narodów.
Kiedy Kościół dokonuje kanonizacji lub beatyfikacji, nie przyznaje kościelnej Nagrody Nobla, lecz daje wobec Boga i świata świadectwo, że świętość jest możliwa i że możemy uważać Błogosławionego lub Świętego za jednego z nas. Błogosławiony nie jest bohaterem narodowym, lecz obywatelem świata i nieba należącym do Chrystusa. „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2, 9). Od dzisiaj Gerhard Hirschfelder stoi przed nami, a nawet wśród nas, jako urzędowo uznany przez Kościół świadek tej prawdy.
Jako chrześcijanie liczymy się w Bożej hierarchii wartości. Nie jesteśmy ostatnimi Mohikanami! Nie powinniśmy ulegać kompleksom niższości! Mamy powody do prawdziwej pewności siebie. Nie dlatego, że sami jesteśmy tak dzielnymi ludźmi, lecz dlatego, że wielki okazał się nasz Bóg w ludzkiej słabości naszych Świętych i Błogosławionych. Litania do Wszystkich Świętych jest wielką kartą chwały Kościoła. A my możemy czuć się częścią tego zdumiewającego szeregu przodków. „Świętość jest drogą Kościoła w nowe stulecie” — napisał papież Jan Paweł II w swoim słynnym Liście apostolskim Novo millennio ineunte. Świętość zaś jest możliwa zawsze i wszędzie. Nie zapominajmy, że w oczach Boga to Święci są normalnymi chrześcijanami, a nie ludzie przeciętni.
Beatyfikacja Gerharda Hirschfeldera jawi się jako owoc dwóch poprzednich lat: Roku św. Pawła i Roku Kapłańskiego. Podobnie jak Apostoł Paweł, Gerhard Hirschfelder zapisuje w więzieniu, niejako ze skrępowanymi rękami, lecz z sercem pełnym zapału, świadectwo swojej wiary. Nie użala się przy tym nad sobą, lecz wszystkie jego myśli i pragnienia kierują się ku Chrystusowi i ku postaci kapłana, aby wszędzie mógł być owocnym i przekonującym duszpasterzem. Rozważania Gerharda Hirschfeldera o kapłaństwie na podstawie Listów Apostoła Pawła należą do najpiękniejszych, a zarazem najbardziej praktycznych wskazań dla nas, współczesnych kapłanów, jakie znajdujemy w nawiązaniu do postaci św. Pawła. Nie przywołuje się w nich okoliczności społecznych epoki ani warunków duszpasterstwa kościelnego jako powodów do ograniczenia kapłańskiego zaangażowania, lecz bezpośrednio — można powiedzieć: z samego serca Apostoła Pawła — jego apostolska krew zostaje przetoczona do serc kapłanów. Nam, kapłanom, mogę tylko gorąco polecić jego proste teksty, będące uwagami do Listów św. Pawła oraz jego rozważania Drogi Krzyżowej. Nie ma w nich nic oderwanego od życia, przesadnego, teoretycznego czy sztucznie skonstruowanego. Jest to życie kapłańskie czerpane z życia Pawła, Apostoła Narodów. Wyrywa ono z wszelkiego małodusznego lęku i niewiary i pozwala nam zaczerpnąć z długiego i mocnego oddechu Apostoła Narodów. Jak mówią Ojcowie Kościoła: „Cor Pauli, cor mundi” — „Serce Pawła jest sercem świata”. Tak młody uwięziony kapłan Gerhard Hirschfelder, z sercem pełnym miłości, odnalazł swoje miejsce najpierw w więzieniu, a następnie w obozie koncentracyjnym w Dachau. Wiedział, że ani mury więzienia, ani drut kolczasty nie są w stanie ograniczyć ani uwięzić serca płonącego dla Chrystusa. Dziękujemy Bogu, że go powołał, aby stał przed Nim i — niemal 70 lat po swojej śmierci — służył nam poprzez swoją beatyfikację. Amen.
Joachim kard. Meisner
Arcybiskup Kolonii
Tłumaczenie OKM
Za: www.causesanti.va
Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi