1983.10.16 – Rzym – Jan Paweł II, Bulla Kanonizacyjna ogłaszająca Błogosławionego Leopolda Mandića z Hercegnovii Świętym Kościoła

 

Jan Paweł II

BULLA KANONIZACYJNA OGŁASZAJĄCA BŁOGOSŁAWIONEGO LEOPOLDA MANDIĆA
Z HERCEGNOVII ŚWIĘTYM KOŚCIOŁA

 Rzym, 16 października 1983 r.

 

 

„Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania. Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5, 18-20).

Te słowa i napomnienia apostoła Pawła można w sposób szczególny odnieść do Leopolda Mandića, który całe swoje życie poświęcił trosce o dobro dusz przez sprawowanie sakramentu pojednania.

Urodził się w mieście Castelnuovo (Hercegnovi), w diecezji Kotor, dnia 12 maja 1866 roku i po należytym obmyciu w źródle chrztu świętego otrzymał imię oraz jakby zapowiedź swojego życia: Bogdan (to znaczy Deodatus) Jan. Jego rodzicami byli Piotr Antoni Mandić i Karola Zarević, Chorwaci z pochodzenia, wyróżniający się nieskazitelnością obyczajów, głęboką wiarą i gorliwością pobożności, którzy zajmowali się handlem morskim. Z tego małżeństwa urodziło się dwanaścioro dzieci, z których Bogdan Jan był jedenastym; wszystkie zostały wychowane w religii chrześcijańskiej. Szczególnie matka zaszczepiła synowi gorliwość modlitwy i miłość.

Uczęszczając do szkół elementarnych z wielką pilnością i dobrymi wynikami, wieczorami udawał się do prywatnej szkoły prowadzonej przez Braci Mniejszych. Codziennie rano towarzyszył ojcu do kościoła i przystępował do Stołu Pańskiego.

Już od najmłodszych lat skierował swoje serce ku chrześcijańskiej doskonałości, dając świadectwo życia pełnego cnót. Będąc jeszcze chłopcem, poświęcił się Najświętszej Maryi Pannie.

W jego sercu, rozpalonym pragnieniem większej doskonałości, dojrzał zamiar całkowitego oddania się Bogu; zamiar ten jego proboszcz pochwalił i wspierał, a następnie pewien członek Towarzystwa Jezusowego doradził mu, aby został kapucynem. Zwykł bowiem uczęszczać do pobliskiego klasztoru kapucynów. Mając piętnaście i pół roku, dnia 16 listopada 1882 roku opuścił Castelnuovo i udał się do Udine, do seminarium kapucyńskiego.

W seminarium w Udine spędził dwa lata, kończąc nauki gimnazjalne. Jego rówieśnicy świadczyli, że był wyjątkowym przykładem karności, pilności w nauce, umiarkowania w działaniu, a przede wszystkim pobożności w kaplicy, gdzie modlił się jak święty.

Dnia 2 maja 1884 roku, mając osiemnaście lat, przywdział habit zakonny, przyjmując imię Leopold, w klasztorze nowicjackim w Bassano del Grappa i dnia 4 maja następnego roku w tym samym klasztorze złożył profesję zakonną prostą, skąd natychmiast został przeniesiony do klasztoru w Padwie; tam, oddając się studiom filozofii, złożył śluby uroczyste dnia 28 października 1888 roku i odtąd zawsze był głęboko przywiązany do stanu zakonnego. Następnie został wysłany do Wenecji, do klasztoru na Giudecca, aby odbyć studia teologiczne; tam przyjął niższe święcenia, a wreszcie dnia 20 września 1890 roku został wyświęcony na kapłana.

Jako wyświęcony kapłan przez siedem lat pozostał w Wenecji, aby dopełnić formacji kapłańskiej, oddając się świętym posługom powierzanym mu przez miejscowego przełożonego. W latach 1897–1909 przebywał w niektórych klasztorach prowincji weneckiej: przez trzy lata jako przełożony domu w klasztorze w Zadarze, gdzie pozostawił znakomitą pamięć cnót zakonnych i kapłańskich. Następnie został przeniesiony do klasztoru nowicjackiego w Bassano del Grappa, gdzie przebywał pięć lat (1900–1905). Przez rok był wikariuszem w klasztorze w Capodistrii (dzisiejszym Koperze) a następnie przez trzy lata w Thiene, oddany słuchaniu spowiedzi.

Jednak prawdziwa jego misja rozpoczęła się w klasztorze w Padwie, dokąd został przeniesiony w 1909 roku i gdzie, z wyjątkiem krótkiego czasu, pozostał aż do śmierci dnia 30 lipca 1942 roku. Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, ponieważ odmówił przyjęcia obywatelstwa włoskiego, w 1916 roku został zesłany do południowych regionów Włoch: najpierw do klasztoru w Acri (w prowincji Cosenza), następnie do Tora (w prowincji Foggia), a wreszcie do Arienzo (w prowincji neapolitańskiej). W roku 1918, po zakończeniu wojny, powrócił do klasztoru w Padwie i tam pozostał aż do śmierci.

Właśnie w tym okresie, to jest w latach 1918–1942, zajaśniała wielkość i świętość Leopolda Mandića. Posłuszny woli przełożonych, zrozumiał, że nie jest wolą Bożą, aby udał się na Wschód do pracy apostolskiej, lecz aby zamknął się w celi przeznaczonej do słuchania spowiedzi i tam spędził całe pozostałe życie. Napisał wówczas te pamiętne słowa: „Każda dusza, która będzie prosić o moją posługę, będzie moim Wschodem”. I rzeczywiście całe swoje życie poświęcił posłudze spowiedzi. Wystarczy przypomnieć, jaki porządek życia zachowywał każdego dnia z niezwykłą stałością.

Około czwartej rano schodził do świątyni, aby przygotować się do sprawowania Mszy świętej. O godzinie piątej odprawiał Mszę świętą z taką pobożnością, iż towarzyszyły jej łzy, które zwilżały nawet płótna ołtarza. Po dziękczynieniu natychmiast udawał się do celi konfesjonału przy kościele i tam pozostawał aż do pory obiadu. Następnie, po krótkim odpoczynku wraz z braćmi, udawał się do swojej celi aż do godziny nieszporów. Po ich zakończeniu ponownie wracał do konfesjonału, aby służyć wiernym przychodzącym do niego aż do pory kolacji, nie zważając ani na surowe zimno podczas zimy, ani na upalne gorąco latem. Niejednokrotnie liczba penitentów była tak wielka, że przełożeni zwalniali go z niektórych obowiązków wspólnych.

Jeśli zaś zdarzało się, że przez krótki czas był wolny od spowiedzi, klęcząc oddawał się modlitwie. Po kolacji i krótkiej rekreacji udawał się do kaplicy w domu zakonnym i tam długo się modlił, czy to klęcząc, czy stojąc, nigdy się nie opierając, aż mniej więcej do północy; wyjaśniał to tym, że powinien modlić się i czynić pokutę za grzeszników, których tego dnia rozgrzeszył. W końcu wracał do swojej celi, aby zażyć krótkiego odpoczynku trwającego cztery lub pięć godzin.

W ciągu dnia nie wychodził z klasztoru, chyba że w celu słuchania spowiedzi w jakimś klasztorze albo odwiedzenia chorych. Nigdy nie pozwolił sobie na odpoczynek wakacyjny.

Jeśli zaś spojrzymy na jego cnoty, był kapłanem najgłębszej pobożności i prawdziwie „człowiekiem Bożym”. Napełniony Duchem Bożym i żyjąc przed obliczem Boga, nigdy nie zbliżał się do bliźniego, nie przynosząc mu wielkiego dobra — zarówno uczonym, jak i prostym, bogatym i ubogim. Można było widzieć niezliczone tłumy, które przez trzydzieści lat przychodziły do niego by odbyć spowiedź sakramentalną, a on zawsze okazywał się gotowy, pogodny i pełen dobroci, gotów znosić wszelkie trudności w służbie innym.

W końcu, choć cierpiał na choroby oczu i żołądka oraz na deformujący artretyzm, który sprawiał mu wielkie bóle przy chodzeniu, nigdy nie zaprzestał świętej posługi.

Żył w tak głębokiej jedności z Bogiem, że słusznie uważano go za człowieka całkowicie Mu oddanego, zanurzonego w Nim, nieustannie z Nim obcującego, mającego umysł zwrócony ku Bogu. To zjednoczenie podtrzymywane było przez nieustanną modlitwę. Nawet podczas spowiedzi zdawał się zawsze skupiony na Bogu.

Był głęboko poddany woli Bożej, zwłaszcza w przeciwnościach i cierpieniach. W trudnościach zachowywał pogodę ducha, znosił z cierpliwością udręki i choroby, które przez całe życie go dotykały i z wielką gorliwością podejmował ciężar pracy.

Zawsze z wielką pilnością i doskonałością zachowywał przykazania Boże i Kościelne, jak również rady ewangeliczne oraz surowe przepisy zakonne. Ponadto nie chciał nawet w najmniejszej rzeczy sprawić Bogu przykrości i wszelkimi siłami troszczył się o czystość sumienia, także w drobnych sprawach.

Z wielką troską i gorliwością starał się rozpalać, pobudzać i podtrzymywać ogień miłości Bożej we wszystkich. Cały swój wysiłek kierował ku temu, aby jak najwięcej ludzi odwrócić od grzechu i przyprowadzić do Pana.

Zresztą najważniejszym zadaniem całego życia Leopolda Mandića było nic innego, jak troska o zbawienie bliźnich. Dlatego dla miłości Boga stał się wszystkim dla wszystkich.

Ponadto wszelkimi sposobami i z całą gorliwością wynagradzał cudze grzechy i starał się prowadzić innych do życia cnotliwego; w rozmowach, nawet najbardziej zwyczajnych, umiejętnie odwracał uwagę od rzeczy ziemskich i przemijających, kierując je ku Bogu.

Nie mniej godna podziwu była jego miłość do ubogich, cierpiących i chorych, zarówno współbraci, jak i innych. Tak wielka była jego miłość do nich, że nie wahał się przyjmować na siebie ich cierpień.

Do heroicznej miłości Boga i bliźniego dołączył cnotę nadziei, którą przekazywał wszystkim, z którymi obcował. Był nazwany mężem roztropności i był bardzo wierny sprawiedliwości, której przestrzegania wymagał od wszystkich, zwłaszcza gdy chodziło o obronę ubogich, słabych i uciśnionych.

Był człowiekiem niezwykłej cierpliwości, stałej pogody ducha i nieskalanej czystości, tak że zdawał się podobny do anioła. Odznaczał się tak wielką pokorą, że uważał się za ostatniego spośród braci i cieszył się nawet z upokorzeń, które czasem go spotykały.

Prosił Boga o łaskę wypełniania swojej posługi aż do śmierci i jego modlitwa została wysłuchana. Choć cierpiał na guz przełyku, który w ostatnich tygodniach nie pozwalał mu przyjmować żadnego pokarmu poza Najświętszą Eucharystią, nie zaprzestał wykonywać swojej pracy z tą samą gorliwością. Jak długo mógł, z wielkim trudem udawał się do kościoła; gdy zabrakło mu sił, przyjmował wiernych w swojej celi. W przeddzień śmierci wysłuchał około pięćdziesięciu spowiedzi. Następnego dnia, to jest 30 lipca 1942 roku, wcześnie rano, gdy przygotowywał się do odprawienia Mszy świętej, został dotknięty udarem. Następnie, po bardzo pobożnym przyjęciu sakramentu namaszczenia chorych i po oddaniu duszy Bogu, gdy wraz z braćmi odmawiał „Salve Regina”, przy słowach „O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo”, wyciągając ręce ku niebu, najspokojniej oddał ducha.

Gdy tylko wieść o jego śmierci się rozeszła, nastąpił ogromny napływ wiernych z miasta Padwy i z innych miejsc, mimo że trwało ciągłe zagrożenie bombardowaniami, jak to bywa w czasie wojny. Pogrzeb nie odbył się w małym kościele kapucynów, lecz w bardzo obszernym kościele Sług Maryi, w obecności władz cywilnych i kościelnych miasta oraz ogromnej rzeszy ludzi. Ciało zostało pochowane na cmentarzu komunalnym w Padwie, dokąd wierni tłumnie przybywali, aż do dnia 19 września 1963 roku, kiedy zostało przeniesione do klasztoru, w którym spędził życie, w pobliże celi konfesjonału, która również stała się celem licznych pielgrzymek z całej Europy i z krajów zamorskich.

Gdy zaś jego sława świętości coraz bardziej się rozszerzała i była potwierdzana także znakami z nieba, w roku 1946 rozpoczęto w Padwie procesy zwyczajne, które zakończono w roku 1952. Następnie przewiezione do Rzymu zostały one dnia 26 marca tegoż roku należycie otwarte. Po wydaniu dnia 2 kwietnia 1954 roku dekretu o pismach, Papież Jan XXIII, Nasz Poprzednik, podpisał dnia 25 maja 1962 roku dekret o wprowadzeniu sprawy. Procesy apostolskie dotyczące cnót i cudów zostały przeprowadzone w Padwie i Wenecji w latach 1963–1966, a o ich ważności wydano dekret dnia 30 listopada 1968 roku.

Dlatego też postulatorzy sprawy, zaraz po ogłoszeniu dnia 1 marca 1974 roku Dekretu o heroiczności cnót Sługi Bożego, wybrali dwa najbardziej znaczące uzdrowienia i przedstawili je do zbadania Świętej Kongregacji do Spraw Świętych, aby temu czcigodnemu Słudze Bożemu przyznano chwałę Błogosławionych.

Po przeprowadzeniu dyskusji nad tymi sprawami Najwyższy Kapłan Paweł VI, Nasz Poprzednik, dnia 12 lutego 1976 roku orzekł, że stwierdzono dwa cuda dokonane przez Boga za wstawiennictwem czcigodnego Sługi Bożego Leopolda z Castelnuovo, mianowicie: natychmiastowe i całkowite uzdrowienie młodej Elsy Raimondi z włóknikowego gruźliczego zapalenia otrzewnej oraz pana Paulo Castelli z bardzo ciężkiej zakrzepicy tętnicy krezkowej górnej z rozległym zawałem jelita cienkiego.

Po dopełnieniu tego wszystkiego dnia 2 maja 1976 roku na placu przed Bazyliką św. Piotra czcigodny Leopold Mandić został przez Najwyższego Kapłana Pawła VI uroczyście zaliczony do grona Błogosławionych. Ponadto po zatwierdzeniu kultu Leopoldowi Mandićowi Najwyższy raczył uwielbić go nowymi cudami. Dlatego sprawa została ponownie podjęta przez postulatorów i przedstawiono uzdrowienie pani Elizabetty Ponzolotto z poembolijnego niedokrwienia lewej kończyny dolnej u chorej z chorobą serca spowodowaną migotaniem zastawki mitralnej; zostało ono należycie zbadane, a Rada Lekarska powołana przez Świętą Kongregację do Spraw Świętych w roku 1983 jednogłośnie stwierdziła, że dokonało się ono w sposób przekraczający siły i prawa natury. Po rozpatrzeniu sprawy na zwyczajnych posiedzeniach tejże Świętej Kongregacji My dnia 9 czerwca 1983 roku ogłosiliśmy, że stwierdzono jeden cud dokonany przez Boga za wstawiennictwem błogosławionego Leopolda Mandića z Hercegnovi, mianowicie natychmiastowe, całkowite i trwałe uzdrowienie Elizabetty Ponzolotto z poembolijnego niedokrwienia, jak wyżej opisano.

Po rozpatrzeniu wszystkich spraw na uroczystym konsystorzu odbytym dnia 27 września 1983 roku postanowiliśmy, że błogosławiony Leopold Mandić z Hercegnovi zostanie publicznie ogłoszony świętym dnia 16 października tegoż roku.

W tym więc wyjątkowym dniu na placu przed Bazyliką Watykańską, wobec kardynałów Świętego Kościoła Rzymskiego, członków Kurii Rzymskiej, licznych prałatów z różnych krajów oraz biskupów zgromadzonych na Synodzie, a także licznego duchowieństwa, osób zakonnych i wiernych, spełniając prośbę Naszego Czcigodnego Brata Pietro, kardynała Świętego Kościoła Rzymskiego Palazziniego, prefekta Świętej Kongregacji do Spraw Świętych, który usilnie prosił, aby błogosławiony Leopold z Hercegnovi został przez Nas wpisany do katalogu świętych, po wezwaniu Ducha Świętego oraz pomocy wszystkich Świętych, jako najwyższy Pasterz Kościoła powszechnego i Zastępca Chrystusa na ziemi, wypowiedzieliśmy te słowa: „Na chwałę Świętej i Niepodzielnej Trójcy, dla wywyższenia wiary katolickiej i wzrostu życia chrześcijańskiego, powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Naszą, po dojrzałym rozważeniu i częstym wzywaniu pomocy Bożej oraz po zasięgnięciu rady licznych Naszych Braci, orzekamy i ogłaszamy, że błogosławiony Leopold Mandić z Hercegnovi jest świętym i wpisujemy go do katalogu świętych, postanawiając, aby w całym Kościele był czczony jako święty z pobożną czcią. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

Po wypowiedzeniu tych słów poleciliśmy sporządzić niniejszy Dekret. Następnie, po złożeniu wraz z obecnymi dziękczynienia Bogu i wygłoszeniu przemówienia o życiu i cnotach nowego Świętego, pouczyliśmy, że skoro należy świadczyć, iż Bóg jest miłością w samej historii rodzaju ludzkiego i całego świata, to ten nowy Święty jasno to głosił zarówno swoimi czynami, jak i przykładem, nawet bez pisanych świadectw, i dlatego jest godny, aby wszyscy świadkowie i głosiciele Ewangelii go naśladowali. Wreszcie jako pierwsi wezwaliśmy jego wstawiennictwa i kontynuowaliśmy święte czynności na jego cześć.

Dlatego też, po bardzo dokładnym przeprowadzeniu wszystkiego, co należało zbadać i rozważyć, ogłaszamy teraz całemu Kościołowi to, co wyżej zostało dokonane, polecając, aby odpisom tych Listów, nawet drukowanym, byle podpisanym ręką notariusza i opatrzonym pieczęcią, przysługiwała taka sama wiara, jaka należałaby się temu Listowi, gdyby został okazany.

Dano w Rzymie, u św. Piotra, dnia szesnastego października roku Pańskiego tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego trzeciego, w szóstym roku Naszego pontyfikatu.

JA, JAN PAWEŁ
Biskup Kościoła Katolickiego

Iosephus Del Ton, protonotariusz apostolski

Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va


Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana

 

 

 

Wpisy powiązane

2005.04.01 – Watykan – Jan Paweł II, Zawierzam Maryi Ojczyznę, Kościół i siebie samego. List do Generała Paulinów z okazji 350. rocznicy cudownej obrony Klasztoru Jasnogórskiego

2005.03.10 – Rzym – Jan Paweł II, Przesłanie do uczestników Kapituły Generalnej Zgromadzenia Księży Marianów

2005.02.14 – Watykan – Jan Paweł II, Pozostała wierna swemu posłannictwu. List do biskupa Coimbry po śmierci S. Łucji dos Santos, OCD.