1975.02.16 – Warszawa – Walka o człowieka. Kazanie na uroczystość poświęcenia ołtarza ku czci bł. Maksymiliana w kościele Reformatów w Warszawie

 
Kard. Stefan Wyszyński, Prymas Polski

WALKA O CZŁOWIEKA. KAZANIE NA UROCZYSTOŚĆ POŚWIĘCENIA OŁTARZA KU CZCI
BŁ. MAKSYMILIANA W KOŚCIELE REFORMATÓW W WARSZAWIE

Warszawa, kościół Św. Antoniego, 16 lutego 1975 r.

 

Nasza wspólnota parafialna, dążąca do Ojca niebieskiego pod patronatem św. Antoniego z Padwy, w łączności z rodzinami franciszkańskimi, z archidiecezją i całym Kościołem powszechnym, gromadzi się dziś przed podobizną bł. Maksymiliana Marii Kolbego.

Gdy stajemy przed człowiekiem wyniesionym na ołtarze, możemy zadawać sobie pytanie: „Kimże jest człowiek (o Boże), że go tak wynosisz, albo syn człowieczy, że serce swoje do niego przykładasz?” (por. Hi 7,17). Na ten bowiem temat współcześni ludzie mają wiele wątpliwości.

W ostatnich tygodniach jedno z pism, zastanawiając się nad problemem człowieka, pozwoliło sobie zamieścić wypowiedzi różnych myślicieli, filozofów, reformatorów, twórców współczesnej kultury humanistycznej. Ale gdy przeglądamy te teksty, które za chwilę przytoczę, bliższe nam wydają się myśli podane przez Kościół Chrystusowy w liturgii słowa.

Walka o człowieka i jego godność w liturgii słowa

Liturgia słowa na niedzielę pierwszą Czterdziestnicy ujawnia walkę o człowieka i jego godność. Walka ta toczy się od początku. Mówi popularnie dziejopis Księgi Rodzaju, że od chwili, gdy Bóg ukształtował – a jak dobitniej wyraża się tłumacz współczesny – „ulepił” człowieka pierwszego, powstał problem: kim właściwie jest człowiek i dokąd jest on skierowany? Jakie jest jego przeznaczenie i jakie powinno być dążenie?

Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje nam obraz stworzenia człowieka i jego pierwsze doświadczenia (por. Rdz 2,7-9;3,1-7). Wiedział on, kto go ukształtował, kto dał mu przykazanie i zakaz, kto poddał go próbie. Tę próbę człowiek przegrał. Trudno jest odpowiedzieć dlaczego. Może dlatego, że owoc z drzewa zakazanego był zbyt ponętny i smaczny, a więc działał na zmysł smaku. A może otwierał – przynajmniej według pokusy stręczyciela – horyzonty myślowe, aby człowiek poznał wszelkie zło i dobro.

Kontemplacja naszej matki Ewy pod drzewem odsłania wszystkie właściwości, jakie działają na człowieka. Owoc jest piękny, nadaje się do spożycia. Może jest drogą do poznania całej prawdy? Ewa tylko skosztowała owoc, zjadł go Adam. Takie rozróżnienie wprowadza tłumacz Pisma: kobieta skosztowała i dała mężowi, a on zjadł. Jak wiemy, taki zwyczaj utrwalił się do dziś dnia – kobieta próbuje, a mężczyzna zjada.

Dlatego później jest mowa o winie nie dwojga, ale jednego. Uwydatnia to św. Paweł w Liście do Rzymian: Jeden człowiek dopuścił się grzechu, ale jego wina spadła na wszystkich. Trzeba było ratować człowieka.

I oto dalszy etap walki. W raju szatan toczył walkę o człowieka przeciwko człowiekowi. W opisie św. Pawła Chrystus toczy walkę o człowieka – dla człowieka. Wina była wielka, ale dar łaski przewyższył winę. Ten dar łaski – zbawienie człowieka z następstw jego nieposłuszeństwa – udziela się obficie przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa, wszystkim ludziom. Taka jest główna myśl św. Pawła.

Konkluzją niejako, co człowiek ma dalej czynić, jest znamienne zdarzenie z życia Chrystusa. Gdy przebył swoje doświadczenie wielkopostne, spędzając czterdzieści dni i czterdzieści nocy na modlitwie, gdy przygotował się do zadania przekazania Dobrej Nowiny, nauki przyniesionej od Ojca, podszedł do Niego kusiciel (por. Mt 4,1-11). Duch Boży przenosił Chrystusa na różne miejsca, ale tam zawsze jakimś sposobem znalazł się szatan. Prawdopodobnie dobrze wiedział, kim jest Chrystus. Z innych bowiem opisów ewangelicznych wiemy, że szatani znali Boga Wcielonego, choć osłaniał się ludzkim ciałem. Szatan kusiciel wiedział więc, do kogo podchodzi, ale kusił podobnie jak wąż kusił Ewę w raju. Pierwsza pokusa jest jak najbardziej prymitywna: „Spraw, aby te kamienie stały się chlebem, aby było co jeść”. Odpowiada na nią Chrystus krótko i zwięźle: „Nie samym chlebem żyje człowiek” (Mt 4,4).

Nastąpiło przezwyciężenie celowości spożywczej człowieka, to co dzisiaj nazywa się ekonomią konsumpcyjną i konsumpcyjnym sensem życia. Człowiek został przez Chrystusa obroniony przed filozofią, ekonomią i kulturą spożywczą.

Pokusa druga – Duch przeniósł Chrystusa na szczyt świątyni, lecz i tam znalazł się kusiciel: „Rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą” (Mt 4,6). To jest pokusa natury bardziej duchowej, która uderza w ambicje ludzkie. Stara się je rozbudzić i na nich zagrać. Chrystus i przeciwko tej przerośniętej ludzkiej ambicji uzbraja nas i broni, dając odpowiedź: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Mt 4,7). Jak gdyby chciał przez to dać do zrozumienia, że szatan wie, Kim jest kuszony. I człowiek ma obowiązek wiedzieć, kim jest, gdy jest kuszony, aby nie poddać się podstępnemu duchowi, który już Ewie w raju ukazywał owoc otwierający szerokie możliwości dla umysłu ludzkiego, nadający się do poznania wszystkiego co dobre i złe. Został więc człowiek przez Chrystusa obroniony i przed tą pokusą.

Chrystus znajduje się mocą Ducha na wysokiej górze. A wtedy szatan, który nie daje za wygraną, raz jeszcze się zjawia. Ukazuje Mu chwałę tego świata, wszystkie królestwa: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4,9). Pokusa bardzo popularna. Człowiek tak często jest kuszony, aby czcił szatana. Współcześnie w prasie zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej czyta się wiele artykułów o odradzaniu się satanizmu. Na sceny teatralne wchodzą również tematy satanistyczne.

W tym wypadku Chrystus odpowiada zdecydowanie, jak gdyby przecinał dalsze możliwości kuszenia człowieka: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 4,10). Tak wysoka jest godność człowieka, że ani szatanowi, ani władzy, ani też dobrom ekonomicznym kłaniać się nie będzie. Nasze kolana ukształtowane przez Stwórcę, jeśli przed kim mają się zginać, to tylko przed Bogiem. Po raz trzeci obronił więc Chrystus człowieka. Obronił go przed pokusą ekonomii, przed pokusą pychy i wyniosłości, przed pokusą satanizmu. Obronił jego wysoką godność, która ma być skierowana ku Bogu samemu.

Walka o człowieka toczy się nadal

Tak oto wygląda ten problem w dzisiejszej liturgii słowa. Jednakże musimy sobie zdawać sprawę, że walka o człowieka toczy się nadal. Rozgrywa się ona na tle przeżyć współczesnych, na odcinku zdobycia sobie człowieka, jego myśli, woli, serca i podporządkowania go prawom ekonomii, wpływom władzy i niewiary.

Dobrze więc, że człowiek współczesny stawia sobie pytanie: kim właściwie jestem?

Jak już wspomniałem, w pewnym tygodniku warszawskim 2 lutego br. pod pytaniem naczelnym: „Kim jest człowiek?” – podano kilka odpowiedzi ludzi przodujących w kulturze im współczesnej. Oto odpowiedź wielkiego myśliciela renesansowego, Pico della Mirandola. Mówi on tak o człowieku: „Ty nie podlegasz żadnym więzom. W zależności od własnej woli, w której ręce cię oddałem, możesz sam siebie kształtować”. Taki pogląd nazwalibyśmy współcześnie personalizmem.

Głośny Kartezjusz na pytanie, kim jest człowiek, odpowiada: „Człowiek jest substancją, której istotę stanowi myślenie”. Nikt nie oczekuje innej odpowiedzi od niego.

Trzecia odpowiedź – Pascala: „Wartość prawdziwa człowieka nie leży w rozumie, lecz w sercu, a wartość serca jest niezależna od wartości rozumu”.

Bliższy współczesnej mentalności, jakkolwiek już nieco przewartościowany myśliciel, to Jan Jakub Rousseau: „Czymże jest człowiek w przyrodzie? Nicością wobec nieskończoności, wszystkim wobec nicości. Pośrodkiem między wszystkim a niczym”.

I wreszcie jeszcze jedna próba odpowiedzi, Karola Marksa: „Człowiek to świat człowieka”. Nic więcej.

Można by snuć myśli na temat tych prób, ale zdaje się nam, że każda z nich jest tylko cząstkowa, niepełna. Prawdą jest – jak mówi Mirandola – że człowiek nie podlega żadnym więzom. Ale człowiek też wie, że jeżeli pozrywa wszystkie więzy, wtedy biada mu. Dlatego musi sam dobrowolnie, przez wychowanie, a może samowychowanie, czy przez bolesne niekiedy doświadczenia, poddać się przynajmniej jednej więzi: „Będziesz miłował Pana Boga twego … Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Mt 22,37.39). Trudno więc powiedzieć o człowieku, że jest tylko substancją, której istotę stanowi myślenie. Szlachetna to właściwość. Kusił nią szatan Ewę. „Owoc nadaje się do zrozumienia wszystkiego, co dobre i złe”, ale to nie jest wszystko w ludzkim świecie.

Może najbardziej sympatyczna jest odpowiedź Pascala, wielkiego przecież myśliciela: „Wartość człowieka nie leży w rozumie, lecz w sercu, a wartość serca jest niezależna od wartości rozumu”. Z doświadczenia codziennego wiemy, że między rozumem, wolą a sercem toczona jest nieustanna walka. Rozum dyktuje nam mnóstwo zbawczych rzeczy, a serce ma możność wybierać jeszcze inną drogę. Św. Paweł w swoim wspaniałym hymnie pochwalnym na cześć miłości mówi: „A ja jeszcze wyższą drogę wam pokażę” (1 Kor 12,31). „Ponad to wszystko większa jest miłość” (1 Kor 13,13).

Jednak człowiek to nie tylko serce, lecz także rozum i wola. To dopiero pełnia człowieczeństwa. Człowiek żyje dla siebie, lecz przede wszystkim dla Boga; o tyle zwycięski jest dla siebie, o ile uznający Boga; tym wspanialszy w obliczu Boga, im bardziej jest gotów zgiąć przed Nim swoje kolano.

Może nas nęcić wypowiedź wielkiego myśliciela Rousseau, który stawia człowieka na krawędzi między nieskończonością a nicością: wobec nieskończoności człowiek nicością, wobec nicości – wszystkim. Nie moglibyśmy się w pełni zgodzić, aby człowiek w jakiejkolwiek sytuacji był nicością, bo nawet wobec nieskończoności jest dzieckiem Bożym. Ale oczywiście, gdy wpadnie w skrajny pesymizm i stwierdzi tylko nicość, wtedy unosi się nad nią jako król stworzenia.

Najmniej może nam powiedzieć o człowieku określenie tautologiczne: „Człowiek to świat człowieka” – jak gdyby on sam nie istniał w otoce materialnej, materialistycznej, którą stwierdza wokół siebie.

Wszystko to są jednakże próby odpowiedzi na pytanie: kim jest człowiek? Zależnie od tej odpowiedzi kształtują się losy człowieka współczesnego. Ratunkiem przed absolutnym liberalizmem Mirandoli, przed zracjonalizowaniem Kartezjusza, przed sentymentalizmem Pascala, przed zatraceniem równowagi między nicością a nieskończonością Rousseau, ma być pesymizm Marksa, który utożsamia człowieka z materią, z jego światem, jak gdyby nie był on ponad światem i nie był stworzony do wyższych rzeczy. Możemy więc powiedzieć: walka o człowieka trwa.

Lecz kim właściwie jest człowiek? Kościół, ukazując nam w okresie Wielkiego Postu, przed sądem Piłata, Chrystusa ubiczowanego i sponiewieranego, odpowie słowami najeźdźcy: „Ecce Homo” – „Oto Człowiek”. Choć sponiewierany, zbity, skopany – jak bł. Maksymilian Kolbe w Oświęcimiu – a jednak człowiek.

Kościół za przykładem Chrystusa toczy bój o wysoką godność człowieka. Chrystus dał nam przykład. Gorszyli się ongiś faryzeusze i doktorowie zakonni, oskarżali Go, że się Bogiem czyni. To był też przedmiot oskarżenia Chrystusa przed władcą rzymskim, Piłatem: Znalazł się taki człowiek w Izraelu, który śmie nazwać siebie Bogiem. Chrystus, uprzedzając te zarzuty, odpowiada: „Wy się gorszycie, gdy Ja nazywam siebie Bożym Synem. A przecież o was jest powiedziane w Piśmie: «Bogami jesteście». A Pismo kłamać nie może. Jakże więc wy gorszycie się tym, że Ja nazwałem się Synem Bożym?” (por. J 10,34-36).

Chrystus prowadzi wytrwale swoją walkę o człowieka dla uratowania go przed ekonomizmem konsumpcyjnym, bezdusznym racjonalizmem, samoułudą uwielbienia oraz degradacją człowieka, rzucającego się na kolana przed szatanem i całym jego pomiotem.

A zarazem nieustannie przypomina człowiekowi – „Wyście przyjaciele moi” (J 15,14). Chrystus Pan nie uznaje sytuacji beznadziejnej. Nawet do sprzedawczyka, który zahandlował sobie Bogiem Człowiekiem i sprzedał Go za trzydzieści srebrników, mówi: „Przyjacielu”. Chociaż przegrał w opinii publicznej, choć poddał się skrajnej rozpaczy – wiemy jak skończył – a jednak trzeba mu przypomnieć, że nie cały się kończy. Człowiek może być sponiewierany, jak sponiewierano naszych braci w obozach koncentracyjnych, jak sponiewierano tylu ludzi w dumnym wieku XX, chcąc ich wszystkich zetrzeć na proch. Tak zrobiono z ojcem Maksymilianem Marią. Ale nie łatwo tego dokonać.

Kiedyś do szaleńca naszych czasów przyszedł jego wykonawca i zapytał: „Co dalej robić? Zniszczyliśmy już i spaliliśmy dwa miliony Polaków i około trzech milionów Żydów”. Szaleniec odpowiedział: „A jednak trudno jest zniszczyć trzydziestomilionowy naród”. Taki plan nosił w sobie.

Jakże trudno jest zniszczyć człowieka, który jest powołany przez Boga, aby był Jego przyjacielem: „Wyście przyjaciele moi”. Dlatego też Kościół budzi w nas nieustannie zdrowe ambicje. Gdy po zakończonym okresie większej swobody towarzyskiej, zwanej karnawałem, poczuliśmy się winni, Kościół stawia nas w obliczu Chrystusa i ukazuje Jego wielką miłość.

W starodawnej pieśni wielkopostnej śpiewamy: „Niesłychana to jest dobroć, za kogo na krzyżu umrzeć; któż to może dziś wykonać, za kogo swą duszę dać? Sam to Pan Jezus wykonał, bo nas wiernie umiłował” („Krzyżu święty”).

Jak widzimy, nie tylko sam tego dokonał, ale przykładem swoim zachęcił człowieka, rodzinę ludzką, poszczególne ludy i narody, aby taką właśnie szły drogą.

Nie zestarzał się ten przykład. Odnowił go na naszych oczach Jezus Chrystus swoimi mocami w duszy ojca Maksymiliana Marii Kolbego, jak gdyby przewidując, że nadchodzi okres wielkiej pogardy dla człowieka, poniewierania go przez system produkcji i nadprodukcji, przez system „kultury” bez moralności chrześcijańskiej, bez zrozumienia, kim jest człowiek.

Poniewiera się go dziś i na scenie teatralnej. Przysłał mi ktoś wycinki z gazet, które dotyczą zdarzenia, jakie miało miejsce w jednym z teatrów poznańskich. Wystawiano tam sztukę sceniczną, w której ustawiano artystów w drastycznych sytuacjach. Jedna z osób na widowni nie mogła tego wytrzymać i – jak podano w prasie – wstała, rzuciła krzesło na scenę i zaprotestowała. Otrzymała wielkie brawa, chociaż powiedziała całej widowni: „Siedzicie tutaj jak stado baranów i patrzycie na to wszystko w milczeniu?” – Nawet „Polityka” umieściła pochwałę tej kobiety, bo „chociaż konserwatystka, miała odwagę stanąć w krytycznej postawie przeciwko samowoli autorów i wykonawców dzieła, które bezcześci człowieka”.

W naszej stolicy w jednym z teatrów idzie sztuka autora, do którego napisałem list, zwracając mu uwagę po wydrukowaniu jego utworu w piśmie „Dialog”, jaką korzyść naród będzie miał z takiego utworu i jego prezentacji. Zwłaszcza, że przedstawienie było zapowiedziane w jednym z teatrów krakowskich. Nie wiem, czy je tam wystawiono. Autor oczywiście nie odpowiedział ani słowem. Jesteśmy przyzwyczajeni, że pewnej kategorii ludzi nie uważa się za ludzi godnych odpowiedzi na list, dlatego nie dziwię się temu i nie gorszę.

Ale jednak to dzieło jest prezentowane na terenie stolicy i do tej pory nie słyszałem i nie czytałem w żadnej z gazet, tygodników czy periodyków warszawskich jakiejś oceny, wypowiedzi, że nie wolno bezcześcić człowieka, nie wolno go poniewierać. Takie poniewieranie człowieka na scenie, jakie ma miejsce w tej właśnie sztuce, jest bodaj jeszcze gorsze, aniżeli to, którego doznał nasz naród, niszczony w obozach koncentracyjnych i jakie przeżył na sobie ojciec Maksymilian Maria. Jest to bowiem sponiewieranie żywego człowieka na oczach ludzi, którzy za parę groszy mają prawo być świadkami znieważania na scenie artysty czy artystki.

W takiej sytuacji trzeba powiedzieć współczesnemu człowiekowi, że musi zdecydowanie i jasno odpowiadać, jak Chrystus kusicielowi: „Nie samym Chlebem żyje człowiek”, „Nie będziesz kusił Pana Boga twego”, „Idź precz, szatanie, albowiem Panu Bogu twemu kłaniać się będziesz i Jemu samemu służyć będziesz”.

Głos Synodu w obronie podstawowych praw człowieka

Najmilsi! W ubiegłym miesiącu zakończyłem w kościele Świętego Krzyża cykl konferencji o Synodzie Biskupów w Rzymie. Tam również toczyła się walka o człowieka. Mówiliśmy o ewangelizacji w świecie współczesnym. Ale rozważając sytuację współczesnego człowieka doszliśmy do wniosku, że trzeba stanąć w obronie podstawowych praw osoby ludzkiej przed pogwałceniem ich i przed ateizacją polityczną, jaka w różnych krajach i państwach ma miejsce. A powiedział Synod, że nie ma kraju, który byłby wolny od zarzutu gwałcenia podstawowych praw człowieka. Pozwólcie, że odczytam tylko niektóre uchwały Synodu Biskupów w Rzymie, wskazującego czego trzeba bronić, by uratować godność człowieka.

Naprzód – prawa do życia. „Jest to prawo podstawowe i niezbywalne. Dziś podlega ono poważnemu gwałceniu: sterylizacja, przerywanie ciąży, eutanazja, rozpowszechnione stosowanie tortur, gwałt zadawany niewinnym, plaga wojen, ludobójstwa, masowe kampanie przeciwko życiu. Wyścig zbrojeń jest dla świata kosztownym szaleństwem, wytwarza bowiem narzędzia zdolne spowodować jeszcze poważniejsze zniszczenie życia”.

Następnie – prawo do zaspokojenia głodu. „Prawo to jest ściśle związane z prawem do życia. Miliony ludzi są dziś zagrożone śmiercią głodową. Państwa i narody powinny podjąć wspólną akcję solidarności podczas zbliżającej się konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie wyżywienia. Wzywamy narody do głębokiej zmiany ich nastawienia wobec ofiar głodu; wzywamy je, aby uznały nakazy sprawiedliwości i pojednania oraz aby bezzwłocznie znalazły środki nakarmienia tych, którym brak żywności”.

Jest tam jeszcze mowa o sprawach społeczno-gospodarczych, aby uchronić człowieka od „bezrobocia, dyskryminacji w zatrudnieniu, od zaniżania poziomu konsumpcji środków utrzymania. Wszystko to wymaga reformy, jeżeli chcemy by pojednanie było możliwe”.

Zacytuję jeszcze niektóre sformułowania Synodu na temat praw politycznych i kulturalnych człowieka współczesnego. Ma on prawo „do korzystania z informacji, prawo głosu, prawo wolności prasy, prawo do odmiennego zdania. Ludzie mają prawo do wykształcenia i do określenia kryteriów wychowania swych dzieci. Nikt – ani jednostka, ani grupa – nie powinien obawiać się pozbawienia wolności, uwięzienia, tortur z pobudek politycznych czy ideologicznych. Wszystkim członkom społeczeństwa – w tym również pracującym imigrantom – powinna być zagwarantowana prawna ochrona praw osobistych, społecznych, kulturalnych i politycznych”. Zwłaszcza obrona ludzi cierpiących na skutek niesprawiedliwości sądów. Synod domaga się ogłoszenia jakiejś „miłosiernej i słusznej amnestii dla więźniów i wygnańców politycznych”.

I ostatnie – prawo do wolności religijnej. „Wolności tej odmawia się dzisiaj lub się ją ogranicza w różnych systemach politycznych, które przeszkadzają kultowi, wychowaniu religijnemu i posłudze o charakterze społecznym. Wzywamy wszystkie rządy, aby uznały prawo do wolności religijnej słowem i zabezpieczyły ją faktycznie, usuwając wszystkie formy dyskryminacji, zapewniając wszystkim obronę ich przekonań i pełnię praw obywatelskich, w przeciwnym razie wierzących sprowadza się do rangi obywateli drugiej klasy”.

A więc widzimy, najmilsi, że walka w obronie człowieka toczy się. Jak ongiś na Litostrotos Piłat ukazywał Chrystusa rzeszom i mówił: „Oto Człowiek”; jak my przed chwilą poświęcając obraz naszego rodaka, bł. Maksymiliana Marii, mówimy: „Oto człowiek”; tak i w obliczu wielkiego kuszenia ekonomicznego, racjonalistycznego czy ateistycznego, mamy odpowiedź: „Oto człowiek”. W naszym życiu osobistym, rodzinnym i narodowym, w wielkim trudzie codziennym zdobywania chleba i odnowy ładu w naszej Ojczyźnie, zawsze o tym trzeba pamiętać. „Oto człowiek” – ten, który rządzi i ten, który pracuje; ten, który sprawuje władzę i ten, który jest zależny i podwładny w wielu dziedzinach skomplikowanego współczesnego życia.

Toczy się nadal walka o człowieka, o jego prawa i wysoką godność. W tej walce, jak widzimy, za przykładem Chrystusa kuszonego przez szatana, bierze udział Kościół. Lecz i on jest kuszony przez współczesnych szatanów, którzy mu doradzają poddanie się ekonomizmowi, produkcjonizmowi, bezbarwnemu socjologizmowi na miejsce teologii i satanizmowi na miejsce wiary w Boga Żywego.

Ofiarą tej walki padają ludzie. I będą padać, jak padł bł. Maksymilian Maria. Ale jedni padają, a dla drugich ich śmierć jest ratunkiem. Ciągle to sobie przypominamy dzisiaj, powołując się na przykład naszego rodaka, który umiał oddać życie swoje za brata, aby nas wszystkich ostrzec przed poniewierką braci. Czy to będzie twój mąż, żona czy dzieci, czy to będą pracownicy różnych stopni w systemie gospodarki i produkcji, czy w systemie administracji i sprawowania władzy – wszędzie trzeba stawać w obronie człowieka, broniąc go nie tylko ze względu na nas, ile dla niego samego.

Tak bronił człowieka bł. Maksymilian Maria w Oświęcimiu. Nie dla siebie go bronił, lecz dla niego samego. I Kościół broni was, dzieci Boże, nie dla siebie, nie dla umacniania swej władzy, lecz dla Chrystusa, dla Ojca niebieskiego, który was ukształtował od początku i który odnosi się do was z wielką czcią i miłością. Bo Bóg jest miłością: „Nie masz większej miłości nad tę, gdy ktoś życie swoje daje za braci” (J 15,13).

Za przykładem Chrystusa i Jego Matki, za przykładem wielkiego czciciela i rycerza Niepokalanej, niech i w nas będzie wola obrony człowieka, każdego, bez wyjątku. To dopiero jest prawdziwe chrześcijaństwo, które pomimo przeciwnych opinii tak wiele ma do powiedzenia współczesnemu człowiekowi.

W straszliwym kryzysie powszechnego zwątpienia jedynie Kościół, który ma odwagę powiedzieć: „Wierzę w Boga Ojca, Stworzyciela nieba i ziemi, wierzę w Boga Człowieka” – ma moc uratowania współczesnego człowieka.

Ale wy, dzieci Boże, przez swój wewnętrzny związek, przez żywą wiarę, gorącą miłość i głęboką nadzieję, możecie walnie się do tego przyczynić. Niech wam patronuje nasz rodak, człowiek, który chodził po Warszawie, którego słusznie możemy nazwać patronem stolicy. Niech on będzie dla was światłem prowadzącym do Chrystusa, który mówi wszystkim: „Wyście przyjaciele moi”.

Tekst autoryzowany. Zbiory Instytutu Prymasowskiego

Wpisy powiązane

1981.05.01 – Warszawa – List do o. Stanisława Podgórskiego CSsR, przewodniczącego KWPZM

1981.03.06 – Warszawa – Franciszkanizm dzisiaj. Przemówienie z okazji jubileuszu 800-lecia urodzin św. Franciszka z Asyżu

1981.01.08 – Warszawa – List do zakonnych rekolekcjonistów i misjonarzy ludowych, zebranych na dorocznym kursie