“Francesco” – oczami aktorów i twórców

Rozmowa o. Marka Dopieralskiego OFMConv z klasztoru franciszkanów w Kwidzynie z aktorami i twórcami musicalu "Francesco", przedstawiającego historię nawrócenia św. Franciszka z Asyżu.

o. Marek Dopieralski:

Znajdujemy się przed katedrą w
Kwidzynie, gdzie do 1992 roku pracowali franciszkanie. Dzisiaj, 5 maja
będzie tu wystawiony musical "Francesco". Rozmawiam z aktorami w czasie
próby generalnej.


Krzysztof Żabka:
Gram Martina, brata Klary. Ta postać występuje tylko w pierwszym akcie,
ponieważ ludzie Martinowi nagadali, że Franciszek i Klara robią nie
wiadomo co… A oni robili wiadomo co… I stąd to nieporozumienie.
Jako brat wstawia się za siostrą, a ona się Bogu oddała… I na tym
polega moja rólka właściwie.

o.M.D.: To trochę niewdzięczna rola, historyczna… A jakie
wrażenia, jeśli chodzi grę, doświadczenia z Francesco? Po raz pierwszy
poza teatrem…

K.Ż.: Trzeba się zmagać z techniką, a poza tym ze wszystkim sobie poradzimy. Zabija nas pogłos, ale to normalne.

o.M.D.: Jakie to odczucie zagrać we "Francesco" dla aktora,
który gra różne role w teatrze muzycznym? Czy są jakieś implikacje,
przenikanie wzajemne postaci, którą się gra z samym sobą?

K.Ż.: Tutaj na pewno muzyka nas prowadzi, przynajmniej spaja
się z całością. Po kilku razach w zasłuchaniu się w tej muzyce,
historia Franciszka stanowi dla nas całość. Ta sceneria to ciekawe
doświadczenie. Nie da się uzyskać gdzie indziej czegoś takiego, jak
tutaj.

o.M.D.: Jest to ewidentnie zespolenie średniowiecznego stroju
ze średniowieczną budowlą, czego się nie da zrobić w teatrze
muzycznym…

K.Ż.: Dokładnie tak. Nawet zaczerpnąłem w internecie informacje na temat katedry, kiedy powstawała.

o.M.D.: Bardzo dziękuję. Zdaje się, że idzie ktoś w stroju kardynalskim…

***************************

Tomasz Fogiel
(Teatr Muzyczny w Gdyni): We "Francesco" gram kardynała Hugolino dei
Conti. To jest nasz kolejny występ w murach świątyni. Zagraliśmy już w
Jastarni, zagraliśmy również w Gdyni, ale to był musical "Jesus Christ
Super Star". Natomiast po raz pierwszy Francesco trafił tutaj do murów
kościelnych. Wrażenia oczywiście są cudowne.

Wszystko to, te mury i w ogóle cała scena, bardzo potęguje wymowę
tego musicalu. Zupełnie inaczej czujemy się, wychodząc tutaj "na
scenę". Jest to jakby mocniejsze. Inne warunki, brak normalnej sceny –
to z kolei powoduje pewne trudności techniczne, z którymi się musimy
zmagać. Przyzwyczajeni jesteśmy do pewnych standardów w teatrze, czyli
do nagłośnienia, odsłuchu, dyrygenta, który jest przed nami, a nie z
boku. To są techniczne rzeczy, które teraz podczas próby staramy się
usunąć, złagodzić pewne niedogodności, które pojawiają się w tych
warunkach.

o.M.D.: Jak to jest być kardynałem na scenie?

T.F.: Powiem szczerze, że zawsze w jakiś sposób role, które
gram, przenikają do człowieka, do jego umysłu, świadomości. No i przez
ten moment człowiek funkcjonuje jak kardynał. Po prostu ma jak gdyby
poczucie misji do spełnienia. Zachowana jest hierarchia, która jest
tutaj stworzona, bo występuje również papież. Czyli te rzeczy, te
relacje pomiędzy postaciami są dosyć wyraźne i na scenie dostosowujemy
się do tego. Organicznie jak gdyby…

***************************

Eliza Kujawska (asystent choreografa): W spektaklu jestem mieszczanką, trędowatą… i zakonnicą oczywiście.

o.M.D.: Trędowaci to ukochani przez św. Franciszka. To
chorzy, którzy niejako wywołali u niego nawrócenie. Jakie są wrażenie,
bo po raz pierwszy jesteście poza teatrem…

E.K.: Obsada jest troszkę okrojona, jest na pewno inaczej.
Jest dużo mniejsza scena, są mniejsze możliwości, ale myślę, że efekt
będzie ten sam. To znaczy na pewno widownia wzruszy się tak samo, jak w
teatrze, bo historia jest piękna, aktorzy świetnie wchodzą w te role.

o.M.D.: Franciszek ma coś do powiedzenia współczesnemu światu?

E.K.: Tak, na pewno! Ja dałabym go jako przykład dobrego
człowieka, po prostu. Bo on ma w sobie dobroć, miłość do świata.
Pokazuje, jak można inaczej kochać, wierząc w Boga i poświęcając się
Bogu jednocześnie.

o.M.D.: Gdzie jeszcze będziecie z musicalem "Francesco"?

E.K.: Na pewno będziemy w Malborku. Z tego co wiem, jest to
potwierdzone, a zresztą nie chcę zapeszać, bo jeszcze nie wiadomo…
Jako ciekawostkę dodam, że dziewczyna, która gra Klarę, poczęła dziecko
w trakcie pracy nad tym spektaklem. I syn nazywa się właśnie Franciszek.

o.M.D.: Czyli implikacja, przenikanie do życia cały czas trwa…

E.K.: Dużo ludzi związało się z tym spektaklem, bo on jest
piękny. Poza tym rzadko się zdarza, że wszyscy autorzy żyją – i tekstu,
i muzyki i libretta. Oni wszyscy i pan Kościelniak, który robił ten
spektakl, jako reżyser, oni wszyscy żyją. To rzadko się zdarza w
spektaklach.

Zazwyczaj libretto pisał ktoś, kto już nie żyje, a tutaj myśmy
obcowali z tym wszystkim na co dzień. Oni byli w Asyżu, opowiadali nam
o swoich przeżyciach, jak tworzyli tę muzykę, jak tworzyli teksty, jak
poznawali całą tę historię od początku do końca. No i to było
ekscytujące, dlatego ten spektakl jest tak wyjątkowy dla nas ludzi,
którzy go grają.

                     

***************************

Grażyna Drejska: W spektaklu gram mamę Franciszka.

o.M.D.: Po raz pierwszy poza teatrem?

G.D.: Akurat z "Francesco" tak, chociaż mieliśmy już
zetknięcie z graniem w kościele, jak graliśmy sztukę, drugą część
"Kolędy Nocki" Ernesta Bryla, "Przejście przez morze". Graliśmy u
franciszkanów w Gdyni. Konieczny napisał muzykę. W ogóle granie w
takiej scenerii i w takiej akustyce jest wyjątkowe, niepowtarzalne.

W teatrze są inne warunki, tu jest zupełnie inaczej. W ogóle sam
musical, sam spektakl "Francesco" jest wyjątkowy. W czasie realizacji
pan Kościelniak, reżyser spektaklu, zaraził nas taką energią, tak
wyjątkowo się pracowało, że mamy ogromny sentyment do tego
przedstawienia. Jest ono dla nas wyjątkowe. Niesie za sobą piękne
treści, przynajmniej dla mnie.

o.M.D.: Jak to jest być mamą Franciszka?

G.D.: Akurat mam tutaj niewielkie zadanie.

o.M.D.: Trzeba było trochę poznać tę postać?

G.D.: Nie musiałam sięgać do literatury. Reżyser opowiedział,
jaka to była kobieta. Tutaj nie ma szans, aby osobno poprowadzić wątek
matki czy rodziny Francesco, jest to tylko zaznaczone. Bo sama osoba
Franciszka jest tu najważniejsza. Jego relacje z Beatricze, z Klarą.

o.M.D.: Sam średniowieczny strój, przebranie się za kobietę z
tamtych czasów, już samo to pewnie dostarcza emocji. Tym bardziej w
średniowiecznym stroju w średniowiecznej katedrze…

G.D.: Moje skupienie akurat w tym przedstawieniu jest
troszeczkę inne. Trudno to wyrazić słowami. Taka mama jestem po prostu
– pełna miłości, czująca tragedię tego dziecka, czego nie odczuwa
ojciec. Jest konflikt właśnie między nią a mężem, ojcem Francesca.

***************************

Renia Gosławska: We "Francesco" gram Pacyfikę, czyli siostrę Klary.

o.M.D.: Trudno jest wcielić się w tę średniowieczną postać, w przeniesieniu na współczesność?

R.G.: To jest postać, która przechodzi przełamania. Nie chce,
żeby jej siostra uciekała do zakonu, boi się o nią. Ale w końcu gdzieś
tam w niej takie przełamanie następuje i postanawia razem z nią wstąpić
do zakonu. Poddaje się ścince włosów i przy niej trwa. Myślę, że nie
tylko dlatego, że jest jej siostrą, ale także dlatego, że czuje tak
samo jak ona.

o.M.D.: Po raz pierwszy w murach świątyni?

R.G.: Byliśmy w Bydgoszczy z "Francesco", ale to był teatr.
Niesamowite jest po raz pierwszy zagrać w murach kościoła. Cała
historia, która się dzieje, jest jakby świecką opowieścią. Tak naprawdę
opowieść "Francesco" jest opowieścią o miłości. Ona może dotknąć
wszystkich ludzi, niewierzących i wierzących. Niesamowitą aurę daje
kościół, to że niektóre teksty świetnie napisane przez pana
Kołakowskiego, w tych murach nabierają promieni i jeszcze większy jest
duch spektaklu. Aczkolwiek ten spektakl również w teatrze wywołuje w
wielu ludziach i wielu aktorach aurę dobra i miłości. Natomiast jeśli
byłyby wyjazdy do kościołów, to tylko się cieszyć. Coś wspaniałego!

***************************

Magdalena Smuk:
Gram Agnieszkę, kuzynkę Kiary. Najprawdopodobniej była nawet bliższą
jej niż Pacyfika. W spektaklu jestem przyjaciółką Pacyfiki. Taką
hulaszczą dziewuszką, która w końcu trafia do zakonu, bo też chyba
czuje, że tam jest jej miejsce. Prowadzi życie swobodne: imprezki,
alkohol, chłopaki… Nawet są takie sceny, gdzie Agnieszka się trochę
udziela…

o.M.D.: Jak się gra takie rolę w porównaniu z innymi sztukami w teatrze?

M.S.: Byliśmy na początku przerażeni, kiedy dostaliśmy
materiały muzyczne – że to takie smętne, dołujące, smutne. Kto to na to
przyjdzie? Ale z czasem, kiedy trafił do nas reżyser Wojtek
Kościelniak, który powiedział nam, dlaczego to jest śpiewane, kiedy
usłyszeliśmy aranże muzyczne – bo na początku widzieliśmy to tylko od
strony wokalnej – nie było to dla nas ciekawe, wydawało się bardzo
monotonne, ponieważ nie ma tam zbyt wielu chórów, rozpisanych na wiele
głosów, które lubimy. Kiedy przyszedł Wojtek i roztoczył łunę tej
miłości, zaraził nią nas.

To była pierwsza produkcja w tym teatrze, kiedy nie było żadnych
sporów, kłótni, nikt nie miał pretensji o to, że przychodzi na cztery
godziny prób i siedzi mimo wszystko w garderobie, ponieważ nie jest
wzywany na scenę. Wszyscy nagle zjednoczyliśmy się… Jest taka piękna
scena drogi krzyżowej, w której pół zespołu bierze udział. Drugie pół
siedziało za każdym razem na próbach w kulisach, by się pomodlić. Było
to niesamowite wrażenie… Do tej pory myślę, że choć wiele zagraliśmy
tych spektakli, to nadal ta atmosfera jest na próbach.

***************************

Marek Kaliszuk: Gram Angelo Tankreda, to jeden z braci Francesco, który się do niego przyłączył. Były rycerz.

o. M.D.: Stwierdził, że zamienia miecz na modlitwę…

M.K.: Na tyle Francesco zachwycił go swoją wizją i swoimi opowieściami, że stwierdza, iż wyzbywa się miecza i wstępuje do zakonu.

o.M.D.: Jakie wrażenia z miejsca grania sztuki?

M.K.: Po pierwsze, to kościół. Po drugie, kilka rzeczy będzie
wyglądało inaczej niż w teatrze, bo nie dało się tego przenieść ze
względów technicznych. Jeżeli chodzi o atmosferę, myślę, że
rzeczywiście będzie to coś wyjątkowego… Tak naprawdę okaże się to
dopiero, kiedy rozpocznie się spektakl i będą widzowie. Ta akustyka,
mury…

***************************

Tomasz Więcek:
W spektaklu gram Bernardo, przyjaciela Francesco. To bogaty
mieszczanin. On pierwszy idzie za Francesco, który mówi mu: Chłopie
zostaw wszystko, oddaj ludziom – i dawaj ze mną! Idziemy w świat! I tak
zrobił. Podobno był naprawdę bardzo bogatym człowiekiem, majętnym
młodzieńcem i cały majątek rzeczywiście oddał ludziom i poszedł za
Francesco. Tak naprawdę nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem w życiu,
stąd trudno znaleźć w sobie odniesienia do tej postaci. Ale jakoś
poskładaliśmy to razem….

o.M.D.: Pierwsza próba z tym projektem poza teatrem, jakie wrażenia?

T.W.: Jest przedziwnie, jest mistycznie. Właśnie rozmawiałem
z kolegą, że nawet pomimo tego, iż to jest próba tylko, coś próbujemy,
kombinujemy na razie – wiadomo, nic tak na stówę nie gramy – a jest
tak, że atmosfera katedry, kościoła robi coś takiego, że nawet ta próba
jest zupełnie czymś innym niż zazwyczaj.

Już na próbie jest mocno emocjonalnie, ale ja oczekuję, jeżeli można
tak powiedzieć, czegoś wyjątkowego. Bo to będzie na pewno zupełnie inne
przeżycie niż w teatrze. Przede wszystkim przyjdą ludzie, którzy
zazwyczaj przychodzą się modlić w tym miejscu. To nie będzie teatr, w
którym aranżujemy pewną przestrzeń, tylko ta przestrzeń już jest.

o.M.D.: Przeniesienie średniowiecznego Franciszka w "dzisiaj"?

T.W.: Dokładnie tak i życzę im tego, żeby przeżyli wspaniałe
chwile dzisiaj wieczorem. Na pewno będzie to dla nich rzecz wyjątkowa,
tak mi się wydaje. Nam jest bardzo miło, że możemy z tym gdziekolwiek
pojechać i szerszej publiczności to pokazać. Spektakl jest rzeczywiście
dość trudny do przeniesienia poza teatr. Potrzebne są duże pieniądze,
by z tym pojechać.

o.M.D.: Tym bardziej cieszymy się, że jesteście w Kwidzynie.

T.W.: Bywaliśmy tutaj obok, w tetrze w Kwidzynie, ale z innymi sztukami.

o.M.D.: Myślę, że dzięki tej rozmowie poznają was właściciele zamków oraz włodarze miast, z myślą aby was zaprosić…

T.W.: Do Malborka teraz jedziemy.

o.M.D.: To niezdobyta nigdy twierdza. Życzę, byście zdobyli serca mieszkańców i widzów.

T.W.: Zatkniemy tam na górze sztandar.

***************************

Rafał Ostrowski:
Gram brata Rufina. To bardzo piękna postać, o ile wiem, blisko związana
z samym św. Franciszkiem. Ten brat Rufin to był osobnik, który miał
przyjemność egzorcyzmować samego Francesca, uczestniczyć w jego
egzorcyzmach, w wypędzaniu z niego złego ducha i złych myśli. Polegało
to na tym, że używał języka dość "kwiecistego" i podobno – tak mówią
teksty źródłowe, za reżyserem – używał do tego języka dość mocnego.
Dzisiaj też niejedne uszy by się zawinęły, takimi ostrymi słowami
wypędzał złego ducha…

o. M.D.: Jak się gra sztuki o postaci świętej, ale odległej historycznie?

R.O.: To jest bardzo trudne. Sam spektakl, samo uchwycenie
postaci Franciszka nawet w trzy i pół godzinnym spektaklu, to jest
niemożliwość. Dajemy tylko ogólny bardzo ogląd samego człowieka, samego
bohatera, kogoś absolutnie wyjątkowego. Św. Franciszek jest kimś
bardzo, bardzo wyjątkowym w Kościele. Siłą rzeczy jesteśmy zmuszeni do
pewnych skrótów, do operowania myślą skondensowaną. Widz raczej wie,
kim był św. Franciszek, więc to jest ułatwienie.

o. M.D.: Jest to zatem pewna interpretacja jego życia?

R.O.: Tak, ale oparta w sposób maksymalny na tekstach
źródłowych. To wszystko było konsultowane z ludźmi, którzy mają wiedzę
teologiczną i wiedzę historyczną, jeśli chodzi o Kościół.

o. M.D.: Czy spektakl zachęci do zgłębiania postaci świętego?

R.O.: Mam nadzieję, że zachęci do tego zarówno spektakl, jak i przepiękna muzyka.

o. M.D.: Tym bardziej, że mamy w tym roku 800 lat od zatwierdzenia reguły zakonu.

R.O.: No proszę, nawet nie wiedziałem, że to w tym roku. To
jest wspaniała rocznica. Zachęcam wszystkich do odwiedzenia teatru
muzycznego i do zobaczenia musicalu.

o. M.D.: Może czytelnicy franciszkanie.pl zaproszą was i do Krakowa?

R.O.: Bardzo chętnie, jeśli tylko znajdą się na to środki.
Jest to potężna produkcja musicalowa. Przyjechaliśmy w trzy autobusy,
dwa tiry zwoziły sprzęt, nagłośnienie i scenę.

***************************

Łukasz Dziedzic: Gram Francesco.

o. M.D.: Rozmawiamy już po spektaklu. Jak się gra wielkiego świętego w musicalowej wersji?

Ł.D.: Mam od samego początku duży sentyment do tej roli,
dlatego że jest ona bardzo trudna i wymagająca wachlarza wszystkich
właściwie znanych człowiekowi emocji, od płaczu po szał. Nawet po
niedołęstwo umysłowe, pewien brak kontaktu ze światem zewnętrznym
Francesca – do otwartej, szczerej radości, którą święty miał na co
dzień, i którą staraliśmy się razem z reżyserem od samego początku
wyciągnąć. Jednak przy tylu zmartwieniach, jakie ludzie mają dzisiaj,
ciężko jest tak po prostu wyjść i uśmiechnąć się do drugiego człowieka.
Trzeba było nauczyć się tej radości wewnętrznej, którą on miał.

o. M.D.: Czy to jest rola, w której ktokolwiek mógłby pana zastąpić? W dużym zespole można niektóre role zastępować…

Ł.D.: Gramy we dwójkę, ja jestem właściwie drugą obsadą. W
pierwszej obsadzie gra Michał Kocurek, który dzisiaj niestety nie mógł
do nas przyjechać. Ale mam nadzieję, że państwo nie są zawiedzeni.
Dałem z siebie naprawdę wszystko!

o. M.D.: Wręcz przeciwnie, pytam tylko o kulisy. Jako
franciszkanie chcemy promować tego typu działalność, promować to, co
się stało tutaj w Kwidzynie. Jest to dla nas wielkie wyróżnienie, że
nasze miasto jest pierwszym miejscem waszej gry poza teatrem.

Ł.D.: Nowe doświadczenie, z tą przestrzenią, z tą akustyką…
Bardzo pozytywnie wszystko odebraliśmy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z
odbioru, niesamowite jest to, że przez dwie i pół godziny w kościele
nikt się praktycznie nie poruszył, nie odezwał, panowała cisza i
skupienie. Piękne przeżycie…

***************************

o.M.D.: Rozmawiam z Bogdanem Gasikiem, skrzypkiem w teatrze Muzycznym.

B.G.: Oprócz gry staram się organizować eksport naszych
produkcji, by wykonywać je w miejscach historycznych i sakralnych. Jak
na razie udało nam się.

o. M.D.: Właśnie gdzie następne projekty?

B.G.: 25 lipca – Bytów, 31 lipca – Jastarnia. Zapraszamy!

 

***************************

o. M.D.: Jest przy mnie Marek Wawryniuk, dyrektor Centrum Kultury w Kwidzynie. Skąd pomysł na "Francesco" w Kwidzynie?

M.W.: Przyszedł z Teatru Muzycznego, który do nas się zwrócił, żeby wystawić w kwidzyńskiej katedrze ten spektakl.

o. M.D.: Można tylko pogratulować otwartości miasta.

M.W.: Dziękuję bardzo.

o. M.D.: Logistycznie to trudne przedsięwzięcie w porównaniu do innych?

M.W.: Jest to największe przedsięwzięcie, które robimy w
katedrze, bo jednak trzy samochody sprzętu, plus budowa sceny. To
kłopot – na pewno.

o. M.D.: Czy można pogratulować Kwidzynowi, że pierwszym spektaklem poza teatrem muzycznym jest "Francesco"?

M.W.: Zdecydowanie. Jest to pierwszy "Francesco" poza
teatrem. Mam nadzieję, że nie jest to ostatnie wydarzenie w kompleksie
katedralno-zamkowym.

o. M.D.: Czyli pomysł na wykorzystanie artystyczne tego kompleksu cały czas jest?

M.W.: Ci, którzy zobaczą tę sztukę i mieli okazję widzieć ją
w teatrze muzycznym, będą mogli porównać, w której przestrzeni będzie
ciekawsza.

o. M.D.: Myślę, że zaowocuje przeniesieniem średniowiecza do średniowiecznych murów.

M.W.: Dokładnie to samo miałem na myśli.

***************************

o.M.D.: Marcin Korwin, dyrektor Teatru Muzycznego w Gdyni. Jest pan wielką postacią współczesnej kultury…

M.K.: Przesada, jak zawsze…

o.M.D.: I jeszcze skromność do tego… Parę słów na temat tego projektu.

M.K.: To duże ryzyko, ponieważ dopiero teraz, w czasie
spektaklu poznamy warunki akustyczne. Nie da się tak spróbować, że
wprowadzimy widownię i każemy jej przyjść żeby zobaczyła gotowy
produkt… Więc jest to duże ryzyko.

o.M.D.: Tym bardziej, że jest to po raz pierwszy poza murami teatru…

M.K.: My mamy już takie doświadczenie. Graliśmy
przedstawienie "Jesus Christ Super Star" w kościołach. Wyszło
fantastycznie, bardzo się ludziom podobało. Ale każdy kościół ma trochę
inną akustykę i może być pewien problem.

o.M.D.: Ten jest trudny?

M.K.: On jest trudny, gdyż we "Francesco" jest trochę inny
rodzaj muzyki. Tam była muzyka rockowa, która jest – powiem szczerze –
trochę prostsza. Ona jest bardzo piękna, ale dużo prostsza. Tutaj jest
jednak duży skład orkiestrowy, inaczej to brzmi. Ale wszystko przed
nami. Trzeba tak dużo próbować, aż się dojdzie do doskonałości. Zdaje
się, ze o to nam powinno w życiu chodzić…

o.M.D.: Jakie spostrzeżenie jako dyrektora, będącego
jednocześnie managerem i patrzącego trochę komercyjnie na wiele rzeczy,
które muszą utrzymać w jakiś sposób teatr? Jakie spostrzeżenia o
"Francesco" na tle innych innych przedstawień?

M.K.: Mamy obowiązki wobec kultury i traktujemy je bardzo
poważnie. Po pierwsze, jest to polski produkt, bo jest autorów polskich
i mamy obowiązek, który zresztą nie jest takim obowiązkiem, który
ciąży. To raczej jest przyjemność, jeśli udaje się zrobić jakieś
przedstawienie bardzo dobre. Uważam, że "Francesco" jest świetnym
przedstawieniem, więc jest tylko dobrze. Menager nie oznacza faceta,
który myśli tylko o zarabianiu, zwłaszcza że teatr jest dotowany. Więc
my nie wszystko musimy zarobić, jakkolwiek oczywiście ma to znacznie.

W wypadku przedstawienia "Francesco" w Kwidzynie w katedrze, to jest
składka… My na tym, jako teatr, nie zarabiamy nic. Natomiast muszę
opłacić ludzi i to opłaca Kwidzyn, a wszystkie koszty techniczne i
transportowe – wszystko to co nas kosztuje – fakt, że przenosimy się
poza teatr, pokrywa marszałek województwa pomorskiego. I chwała mu za
to. Kilka takich projektów zgłosiliśmy, zostały zaakceptowane i bardzo
się z tego cieszymy.

Mamy poczucie obowiązku wobec społeczeństwa ziemi pomorskiej. Wiem,
że brzmi to tak jakoś… Ludzie nie przyzwyczajają się do takich
sloganów, ale ja taki obowiązek czuję, ponieważ wiem, że wielu ludzi z
Kwidzyna przyjeżdża do nas. Ale nie wszyscy mogą, to jest kosztowne, to
jest odległość, trzeba poświęcić cały dzień, wraca się w nocy. W
związku z tym dla nas wyjazd tutaj jest też pewnym rodzajem służby
ludziom. Mamy zresztą zamiar wystawić tu przedstawienie na dziedzińcu
zamku. Chcielibyśmy wykorzystać pięknie zrobione podejście pod zamek i
być może tu też coś zagramy. W Kwidzynie jesteśmy ze spektaklami dość
często jak na teatr, który rzadko wyjeżdża. Ten jest – mogę powiedzieć
– kolejnym, z czego bardzo się cieszę.

o.M.D.: Można powiedzieć, że jest to powrót do średniowiecznych trubadurów…

M.K.: Coś w tym jest. Zresztą myślę, że powinniśmy się
pokusić o zrobienie takiego spektaklu, który byłby ukłonem w stronę
średniowiecza czy odrodzenia – i na przykład w zamkach na Ziemi
Pomorskiej pewne rzeczy robić. Czy to się nam uda? Zobaczymy!

***************************

o.M.D.: Przede mną burmistrz Kwidzyna Andrzej Krzysztofiak.

A.K.: Dokładnie nie znałem życiorysu św. Franciszka. Po
pierwsze, to świetna lekcja historii, pokazująca jak życie potrafi być
piękne i okrutne. Potrafi być i dobre i złe! Takie życie jest, i św.
Franciszek to pokazał. Lata młodości – chmurne, durne, dojrzałość,
potem niemalże jego świętość za życia, to tak historycznie. A
artystycznie wielkie wrażenie, bo otoczenie tej średniowiecznej
katedry, świetna muzyka, wspaniała gra aktorów, piękne głosy chóru.
Więc to wszystko tak ładnie skomponowane dało znakomity obraz i chyba
to, że kilkaset osób, które oglądało ten spektakl, stało i kilka minut,
nie szczędząc tchu, wyrażało wdzięczność brawami, świadczy o tym, że
ten spektakl, ta postać zrobiły na nas wrażenie. Na mnie zrobiły
ogromne.

o.M.D.: Czy to jest nowy rozdział w historii artystycznych wydarzeń w katedrze?

A.K.: W katedrze mieliśmy już wydarzenia artystyczne.
Pamiętam, że były chóry zaprzyjaźnionych miast, z Ukrainy i z Celle, z
Niemiec. Śpiewał Grzegorz Turnau, śpiewali nasi kwidzynianie, młodzi
artyści. Były koncerty organowe syna mojego przyjaciela. Dzięki
otwartości proboszczów, poprzednika ks. Wojciecha Kruka i obecnie ks.
Ignacego Najmowicza, ta katedra jest otwarta nie tylko na potrzeby
religii, ale również na sztukę. Tutaj było połączenie religii i
artyzmu, więc było wszystko.

o.M.D.: Dziękuję za rozmowy

Rozmawiał o. Marek Dopieralski OFMConv

Aktorzy i twórcy musicalu "Francesco" oraz zdjęcia ze spetkalu
wystawionym w katedrze w Kwidzynie, 5 maja br. / fot.: Mirosław
Wiśniewski, Aleksander Łubiński.

Za: www.franciszkanie.pl.

Wpisy powiązane

Niepokalanów: XXX Międzynarodowy Katolicki Festiwal Filmów i Multimediów

Piknik kapucyński w Stalowej Woli

Dziękczynienie za pontyfikat u franciszkanów w Krakowie