Na nowo rozgorzał spór o jazdy zaprzęgów konnych z turystami do Morskiego Oka. Organizacje związane z obroną zwierząt chcą całkowicie je zakazać. Głos w sporze zabrał dominikanin o. Paweł Pawlikowski, który pochodzi z Małego Cichego, podhalańskiej miejscowości
O. Paweł Pawlikowski jest pierwszym dominikaninem, który pochodzi z parafii w Małem Cichem. Swój głos w sprawie sporu wokół konnego transportu nad Morskiego Oko zakonnik wyraził we wpisie w jednym z portali społecznościowym. „Jestem z pradziada góralem pochodzącym z Małego Cichego. W mojej rodzinnie od pokoleń są obecne konie. Tata uczył mnie jak dobrze o nie dbać i pielęgnować. Dziwiło mnie czasem, że mój tato tak wcześnie staje rano aby konie mogły spokojnie zjeść przed planowanym wyjazdem. Następnie konie są myte i czesane oraz udekorowane. To troska nie tylko o zwierzę, ale także o tradycję i sposób góralskiego życia” – pisze zakonnik.
„Gdy konie wracają z pracy, otrzymują bardzo dużo owsa, siana, sieczki by były odżywione i zdrowe. Regularnie też są badane przez weterynarza. Koń w rodzinie jest tak samo szanowany jak wielu opiekuje się psami, kotami czy innymi zwierzętami domowymi” – zaznacza o. Paweł.
Jego zdaniem konie muszą się wybiegać, zmęczyć, by miały dobrą kondycję fizyczną i psychiczną. „Koń, który stoi w stajni, będzie słabnąć z dnia na dzień. Nikogo przecież nie dziwi biegający po polanie pies, któremu właściciel rzuca piłkę, nikogo też nie dziwi widok biegających po parku ludzi, ani biegających po boisku dzieci. Poprzez ten wysiłek fizyczny nie dzieje im się żadna krzywda, a wręcz przeciwnie, nabierają sił. Człowieka siły nie można porównać z siłą konia” – podkreśla dominikanin. Wspomina jeszcze o jednej ważnej rzeczy. „Utrzymanie konia, który nie pracuje i nie zarabia, jest nie do uniesienia dla wielu właścicieli. Oznacza to, że konie będą sprzedawane, głównie na rzeź” – uważa o. Paweł.
O transporcie konnym nad Morskie Oka jest bardzo głośno za sprawą przedstawicieli Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ), którzy spotkali się w ostatnią środę 19 sierpnia z przedstawicielami władz powiatu tatrzańskiego i Tatrzańskiego Parku Narodowego. Domagali się całkowitego zakazu transportu konnego nad Morskiego Oko. Ich wizyta w siedzibie starostwa zakończyła się skandalem. Padły oskarżenia wobec władz starostwa, a przedstawiciele DIOZ zadeklarowali nawet, że sami będą starać się o prowadzenie transportu nad Morskiego Oka ekologicznymi pojazdami.
Starostwo wydało w sprawie spotkania specjalne oświadczenie. „Z głębokim ubolewaniem stwierdzamy, że zapowiadana przez organizacje prozwierzęce merytoryczna dyskusja na temat przyszłości transportu na szlaku do Morskiego Oka została przez drugą stronę całkowicie zastąpiona medialnym widowiskiem, opartym na inwektywach, manipulacjach i próbach zastraszania urzędników państwowych. Język debaty publicznej zaprezentowany przez liderów DIOZ oraz ich zwolenników w mediach społecznościowych przekroczył wszelkie dopuszczalne granice przyzwoitości, kultury oraz norm prawnych” – piszą władze starostwa.
„Pragniemy z całą stanowczością podkreślić, że wszelkie działania i decyzje podejmowane przez Starostę Tatrzańskiego są w pełni zgodne z obowiązującym w Rzeczypospolitej Polskiej prawem oraz mieszczą się w granicach jego ustawowych kompetencji jako reprezentanta władzy samorządowej. Priorytetem władz powiatu jest i zawsze będzie dbałość o dobrostan zwierząt, bezpieczeństwo publiczne oraz interes lokalnej społeczności” – brzmi kolejny fragment oświadczenia, które podpisała Helena Buńda, sekretarz powiatu tatrzańskiego.