Polskie obchody Uroczystości 800-lecia rocznicy śmierci Św. Franciszka z Asyżu

Warszawa: 800-lecie śmierci św. Franciszka. „Prostota zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie”

W parafii św. Antoniego z Padwy odbyły się uroczystości w 800. rocznicę śmierci św. Franciszka z Asyżu. Abp Adrian Galbas przewodniczył Mszy Świętej. Po niej odbyło się nabożeństwo “Transitus”, upamiętniające śmierć św. Franciszka,

Na początku liturgii głos zabrał o. Lech Dorobczyński, proboszcz parafii św. Antoniego z Padwy, który podziękował licznie zgromadzonym wiernym za obecność na uroczystościach. Nawiązując do postaci św. Franciszka, nazwał “niebywałym to, że Święty potrafi nam pokazać, że śmierć nie jest czymś strasznym skoro nazywał ją swoją siostrą, skoro ją tak bardzo udomowił”. – Widział za nią kochające ramiona Ojca. A śmierć jest tylko po to, żeby wziąć nas za ręce i przeprowadzić w te kochające ramiona Ojca – mówił franciszkanin.

Transitus, czyli przejście do życia w Bogu

Homilię wygłosił metropolita warszawski abp Adrian Galbas, który podkreślił że osiemsetna rocznica “transitus św. Franciszka to coś więcej niż wspomnienie jego śmierci”. – Łacińskie transitus znaczy przecież „przejście”, przejście z życia doczesnego do życia w Bogu – mówił.

Abp Galbas przypomniał ostatnie chwile życia św. Franciszka. Był on wówczas bardzo chory, niemal niewidomy i wyniszczony cierpieniem. Świadomy nadchodzącej śmierci poprosił współbraci, żeby zanieśli go do Porcjunkuli, do kościółka Matki Bożej Anielskiej. – Chciał umrzeć tam, gdzie narodziło się jego ewangeliczne powołanie i pierwsza wspólnota braci – mówił metropolita warszawski

W drodze św. Franciszek miał też poprosił współbraci, aby obrócili go twarzą ku Asyżowi. – Błogosławił miasto, w którym się urodził i w którym rozpoczęło się jego nawrócenie – kontynuował metropolita warszawski. 

Abp Galbas przypomniał, że Franciszek nazywał śmierć “siostrą”. – Nie chodzi tu o jakiś „funeralizm”, o zachwyt nad śmiercią. Franciszek kochał życie doczesne, ale ponieważ był przekonany, przekonaniem wiary, że wszystko pochodzi od Ojca, również śmierć sama, przyjmuje ją z szacunkiem i godnością – mówił. 

Św. Franciszek miał poprosić braci, aby podczas jego konania śpiewać radosne pieśni, a później – by położono go nagiego na gołej ziemi. Według relacji Tomasza z Celano chciał również, aby przeczytano mu trzynasty rozdział Ewangelii św. Jana, który rozpoczynał się od słów: “Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca… (J 13,1)”.

– To chyba najważniejszy klucz do całego Transitus. Śmierć Franciszka zostaje odczytana poprzez Paschę Chrystusa. Nie jest końcem, ale przejściem do Ojca – podkreślił abp Galbas. 

Metropolita warszawski stwierdził, że swoim “przejściem” Franciszek wygłosił ostatnie kazanie. – Bez ambony, bez słów, z braćmi obok siebie, z Ewangelią, z pieśnią na ustach, z ciałem na gołej ziemi, bez własności, bez pretensji do życia, z wiarą w sercu i z imieniem Boga na ustach – mówił. 

Św. Franciszek zmarł wieczorem 3 października 1226 roku w Porcjunkuli, w kościółku Matki Bożej Anielskiej. Ciało św. Franciszka pochowano w kościele San Giorgio, a później przeniesiono do wybudowanej bazyliki św. Franciszka.  

Prostota św. Franciszka

Abp Galbas powiedział, że z postacią św. Franciszka kojarzy mu się jedna szczególna cecha – prostota. Jak podkreślił, prostota nie oznacza prostactwa, naiwności czy braku wiedzy, ale zdolność odróżnienia tego, co najważniejsze, od tego, co drugorzędne.  – Człowiek prosty nie jest człowiekiem, który niewiele rozumie. Przeciwnie: rozumie, to, co jest najważniejsze, potrafi odróżnić korę od rdzenia– mówił. 

Jak zaznaczył, Franciszek stopniowo odkrywał, że potrzebuje coraz mniej, aż doszedł do przekonania, że potrzebuje tylko jednego – życia zgodnego z Ewangelią. – Franciszek przez całe swoje życie, coraz bardziej i bardziej, chciał dostać się do rdzenia. I w końcu odkrył, że rdzeń jest niezwykle prosty: Bóg jest. Bóg mnie kocha. Chrystus umarł za mnie. Ewangelia jest prawdą. Jestem Jego. Reszta jest korą– mówił. 

Metropolita warszawski podkreślił, że Franciszek nie chciał komplikować Ewangelii. Jego pierwszym pytaniem wobec słów Chrystusa nie było: „Jak to Słowo zinterpretować?”, ale: „Jak to Słowo wykonać?”. – To jest ewangeliczna prostota. Słowo Boga stało się w jego życiu czynem – mówił metropolita warszawski. 

Jak podkreślił, przeciwieństwem prostoty nie jest inteligencja, ale “podwójność, gdy co innego myślę, co innego mówię, co innego pokazuję, a co innego naprawdę chcę”. – Człowiek prosty nie musi stale pilnować swojego wizerunku. Nie potrzebuje wielu twarzy. Jest przed ludźmi i przed Bogiem tym, kim po prostu jest – mówił.

Abp Galbas zwrócił również uwagę na związek prostoty z pokorą i ubóstwem. – Pokora mówi: nie muszę być wielki, ubóstwo mówi: nie muszę wiele posiadać, prostota mówi: nie muszę niczego udawać – zaznaczył.

Wymienił również konkretne sposoby, aby stawać się człowiekiem prostoty – pierwszym z nich jest “życie w prawdzie przed Bogiem”. – Na modlitwie nie trzeba Bogu niczego udowadniać. Wystarczy powiedzieć Mu po prostu: jestem zmęczony, jestem zazdrosny, jestem przestraszony; chcę być zauważony; cieszę się; kocham; nie potrafię kochać. Prostota zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie – mówił. 

Metropolita warszawski zachęcił, by uczyć się od św. Franciszka prostoty, odróżniania „kory od rdzenia” oraz rezygnowania z tego, co niepotrzebne. – A kiedy przyjdzie nasz własny „transitus”, nasze przejście, niech po odpadnięciu całej kory zostanie tylko rdzeń. Obyśmy umieli wtedy powiedzieć, nie cytując już nikogo, ale tak od siebie samych: „Pan moim dziedzictwem” (Ps 16,5). I niech wtedy wszystko stanie się już całkowicie proste – podsumował.

Po zakończeniu Mszy Świętej, z udziałem abp. Adriana Galbasa, odbyło się nabożeństwo Transitus, upamiętniające śmierć św. Franciszka z Asyżu, który zmarł w nocy 3 października 1226 roku. Franciszkanie na całym świecie spotykają się na tym nabożeństwie w wigilię uroczystości św. Franciszka.

Pełna treść homilii abp. Adriana Galbasa:

Kora i rdzeń, czyli jak być pełnym prostoty

(homilia wygłoszona z okazji wspomnienia Transitus św. Franciszka, Warszawa, 03 sierpnia 2026 r.)

Moi kochani Bracia i Siostry,

bardzo się cieszę, że jestem dziś z wami. To piękny wieczór i bardzo ważny nie tylko dla Rodziny Franciszkańskiej, ale dla całego Kościoła. Przeżywamy bowiem osiemsetną rocznicę Transitus św. Franciszka. To coś więcej niż wspomnienie jego śmierci. Łacińskie transitus znaczy przecież „przejście”, przejście z życia doczesnego do życia w Bogu. U Franciszka stało się to wieczorem, 3 października 1226 roku. Osiem wieków temu.

Franciszek był już bardzo chory, prawie niewidomy, wyniszczony chorobami i cierpieniem, a od otrzymania stygmatów w Alwerni minęły dwa lata. Przebywał przez pewien czas w pałacu biskupim w Asyżu, a gdy zrozumiał, że śmierć jest blisko, poprosił braci, żeby zanieśli go do Porcjunkuli, do kościółka Matki Bożej Anielskiej. Chciał umrzeć tam, gdzie narodziło się jego ewangeliczne powołanie i pierwsza wspólnota braci. Chciał „oddać ducha” w miejscu, w którym otrzymał „ducha łaski”. W drodze do Porcjunkuli miał jeszcze poprosić braci, aby zatrzymali się i obrócili go twarzą ku Asyżowi. Błogosławił miasto, w którym się urodził i w którym rozpoczęło się jego nawrócenie.

Tego wieczoru Franciszek naocznie spotkał swoją siostrę, o której mówił już dużo wcześniej. Ta siostra to śmierć. Siostra jego cielesna.

„Pochwalony bądź, Panie, przez naszą siostrę, śmierć cielesną,
Której żaden człowiek żywy ująć nie może;
Biada tym, co konają w grzechach śmiertelnych;
Błogosławieni, którzy znajdą się w Twej najświętszej woli,
Bowiem śmierć druga zła im nie uczyni”.

Nie chodzi tu o jakiś „funeralizm”, o zachwyt nad śmiercią. Franciszek kochał życie doczesne, ale ponieważ był przekonany, przekonaniem wiary, że wszystko pochodzi od Ojca, również śmierć sama, przyjmuje ją z szacunkiem i godnością. Podobno prosił braci, aby przy jego konaniu śpiewali radosne pieśni, choć oni sami z trudem powstrzymywali łzy. Potem poprosił także, aby położono go nagiego na gołej ziemi. Kiedyś nagi przyszedł na świat, potem przed biskupem Asyżu oddał ojcu nawet swoje ubranie i wybrał Boga jako jedynego Ojca, teraz umiera niczego już nie posiadając. Franciszek całe życie uczył się wypuszczać rzeczy z rąk, aby w chwili śmierci wypuścić z rąk samo życie.

Prosił także, żeby przeczytano mu trzynasty rozdział Ewangelii św. Jana. Tomasz z Celano przekazuje, że czytanie rozpoczynało się od słów: „Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca…” (J 13,1). To chyba najważniejszy klucz do całego Transitus. Śmierć Franciszka zostaje odczytana poprzez Paschę Chrystusa. Nie jest końcem, ale przejściem do Ojca.

Według relacji Tomasza z Celano Franciszek modlił się również Psalmem 142: „Głośno wołam do Pana, głośno błagam Pana” (Ps 142,2). I tak wieczorem, jak teraz, w sobotę jak teraz, 3 października jak teraz, tyle, że w 1226 roku, osiemset lat temu, przeszedł. Tym przejściem wygłosił swoje ostatnie kazanie. Bez ambony, bez słów, z braćmi obok siebie, z Ewangelią, z pieśnią na ustach, z ciałem na gołej ziemi, bez własności, bez pretensji do życia, z wiarą w sercu i z imieniem Boga na ustach.

Następnego dnia jego ciało przeniesiono do Asyżu, po drodze zatrzymując się przy San Damiano, aby Klara i Siostry mogły się z nim pożegnać. Następnie pochowano go w kościele San Giorgio, a później jego ciało przeniesiono do wybudowanej bazyliki św. Franciszka.

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25), słyszeliśmy te słowa Pana przed chwilą.

Bracia i Siostry,

chciałbym, abyśmy w ten wieczór rozważyli krótko jedną cnotę, z którą bardzo kojarzy mi się św. Franciszek i która ujawniała się w całym jego życiu i w chwili przejścia. Gdyby obudzono mnie w środku nocy i zapytano, z czym kojarzę Franciszka, odpowiedziałbym: z prostotą. Tak, Franciszek to człowiek prostoty. Dlatego jego śmierć, jak całe życie była transitus, przejściem.

Słownik języka polskiego powie nam, że prostota to „ogół cech charakterystycznych dla kogoś skromnego, szczerego” i dalej, że to: „właściwość czegoś nieskomplikowanego, łatwego do zrozumienia i wykonania”.

Prostota nie oznacza więc prostactwa, a także naiwności, braku wykształcenia, inteligencji czy rozeznania. Człowiek prosty nie jest człowiekiem, który niewiele rozumie. Przeciwnie: rozumie, to, co jest najważniejsze, potrafi odróżnić korę od rdzenia.

Tak popatrzmy na Franciszka. Całe jego życie było drogą od kory do rdzenia, od zewnętrza do wnętrza. Prostota to dojście do rdzenia. Można przeżyć długie życie, zajmując się przede wszystkim korą. Tym, co o mnie myślą, tym jak wyglądam, tym jaką mam pozycje, ile znaczę, czy zostałem zauważony, czy mnie doceniono, dlaczego tamten ma więcej, dlaczego jego bardziej szanują, dlaczego mnie tak potraktowano? To wszystko jest kora. Można nawet życie religijne przeżyć tylko na poziomie kory.

A Franciszek przez całe swoje życie, coraz bardziej i bardziej, chciał dostać się do rdzenia. I w końcu odkrył, że rdzeń jest niezwykle prosty: Bóg jest. Bóg mnie kocha. Chrystus umarł za mnie. Ewangelia jest prawdą. Jestem Jego. Reszta jest korą.

Dlatego dzisiejszy Psalm brzmi jak modlitwa Franciszka: „Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, to On mój los zabezpiecza” (Ps 16, 5). To jest prostota. Człowiek przestaje mieć tysiąc zabezpieczeń, ponieważ odkrył jedno: to, że Pan jest jego zabezpieczeniem, jego dziedzictwem, pięknym i pewnym.

Franciszek nie urodził się jako człowiek pełen prostoty. Przeciwnie: chciał być kimś wielkim według kryteriów tamtego świata. Marzył o rycerstwie, o sławie, o uznaniu. Lubił piękne stroje, zabawy i towarzystwo. Miał wiele pragnień. A potem Pan Bóg zaczął jego życie upraszczać. Nie udała się wyprawa rycerska, przyszła choroba, pojawili się trędowaci. Potem było San Damiano, potem konflikt z ojcem, potem oddanie pieniędzy, potem oddanie ubrania. I Franciszek, który chciał mieć wiele, zaczął odkrywać, że potrzebuje bardzo niewiele, a w końcu, że potrzebuje tylko jednego.

Tak, Bracia i Siostry,

prostota kosztuje! Ona powstaje nie tyle z dodawania, co z odejmowania. Człowiek, prowadzony przez Ducha Świętego stopniowo pojmuje, że coś, co uważał za konieczne, wcale takie nie jest. „Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25), mówi Pan.

Człowiek, któremu daleko do prostoty jest pełen siebie, swojej wiedzy, swoich racji, swoich planów. Człowiek żyjący duchem prostoty, pozbywa się tego co zbędne, by pozostać przy tym co konieczne.

Lekcję tego dostałem lata temu, gdy wybierałem się pieszo do Santiago de Compostela. W jednym z pierwszych schronisk natknąłem się na skrzynię, nad którą widniał napis: „zabierz to, co konieczne, zostaw, to, co zbędne”. To była mądra rada dla objuczonych pielgrzymów, którzy zostali zachęceni, by dokonać przeglądu zawartości swoich plecaków i zdecydować, czy rzeczywiście wszystko, co w nich jest, jest konieczne. Jeśli tak, podejmują ryzyko, że nie dojdą do celu, gdyż ich kręgosłup tego nie wytrzyma. Ja też musiałem co nieco wtedy zostawić. Sama pielgrzymka nauczyła mnie jednak czegoś więcej; że także z serca muszę wyjąć parę spraw, które są tam niepotrzebne, że potrzebuję uprościć wiele swoich relacji i wiele swoich reakcji. Obciążony bowiem tym wszystkim, wszystkimi ciężarami, które dźwigam, będę w swojej życiowej pielgrzymce złamany i załamany i nie ukończę jej z radością.

Tak zrobił Franciszek. Niósł to, co konieczne, dlatego tak bardzo kochał Ewangelię, tę księgę prostoty. Nie chciał Ewangelii komplikować. Kiedy słyszał słowo Chrystusa, jego pierwszym pytaniem nie było: „Jak to Słowo zinterpretować?”, lecz: „Jak to Słowo wykonać?”. To jest ewangeliczna prostota. Słowo Boga stało się w jego życiu czynem.

Prostota scala człowieka. Łacińskie słowo „simplex”, wskazuje na coś, co nie jest podwójne, rozdwojone. Dlatego przeciwieństwem prostoty nie jest inteligencja, lecz podwójność, gdy co innego myślę, co innego mówię, co innego pokazuję, a co innego naprawdę chcę. Człowiek prosty nie musi stale pilnować swojego wizerunku. Nie potrzebuje wielu twarzy. Jest przed ludźmi i przed Bogiem tym, kim po prostu jest.

Dlatego prostota jest ta bliska pokory i ubóstwa. Pokora mówi: nie muszę być wielki, ubóstwo mówi: nie muszę wiele posiadać, prostota mówi: nie muszę niczego udawać. U Franciszka te trzy wartości spotkały się i pokochały. „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ga 6,14), mówi nam dzisiaj św. Paweł. To także jest prostota. Paweł nie chlubi się osiągnięciami, sukcesami, pozycją i tym, co ludzie o nim powiedzą. Chlubi się krzyżem Chrystusa, czyli nie sobą. Tak samo było u Franciszka. Pod koniec życia fizycznie wręcz zjednoczył się z Ukrzyżowanym, nosił na sobie znamiona Jezusa. Dlatego słowa Pawła: „Ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa” (por. Ga 6,17), brzmią jak opis samego Biedaczyny z Asyżu. Stygmaty Franciszka były przedostatnim znakiem jego prostoty. Ostatnim była śmierć. Transitus.

Bracia i Siostry,

jak w codzienności stawać się człowiekiem pełnym prostoty? Już to chyba powiedziałem, ale podsumujmy.

Przede wszystkim poprzez życie w prawdzie przed Bogiem. Na modlitwie nie trzeba Bogu niczego udowadniać. Wystarczy powiedzieć Mu po prostu: jestem zmęczony, jestem zazdrosny, jestem przestraszony; chcę być zauważony; cieszę się; kocham; nie potrafię kochać. Prostota zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie.

Druga pomoc to upraszczanie pragnień. Człowiek skomplikowany chce jednocześnie uznania, bezpieczeństwa, sukcesu, dobrego wizerunku i kontroli nad wszystkim. Człowiek prosty ma te sprawy poustawiane wedle tego, która jest pierwsza, a która ostatnia. I to jest porządek stały, nie zmienia się on w zależności od sytuacji, czy nastroju. Franciszek stopniowo dochodził do tego, że miał już tylko jedno pragnienie: żyć według Ewangelii. Im bardziej mamy takie jedno pragnienie, które uporządkuje wszystkie pozostałe, tym bardziej stajemy się prostsi.

Trzeci krok ku prostocie, to mówić to, co się naprawdę myśli, i robić to, co się mówi. Oczywiście z miłością i roztropnością. Jezus mówi: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie” (Mt 5,37). Prostota bardzo mocno wiąże się ze zgodnością serca, słowa i czynu.

Ważna jest też zgoda na to, że nie muszę w życiu wszystkiego kontrolować. Wiele wewnętrznego bałaganu rodzi się bowiem z lęku: co będzie, co powiedzą, jak to zostanie odebrane, czy nie stracę pozycji? Człowiek prosty robi to, co dzisiaj jest dobre, a resztę zostawia Bogu. „Dosyć ma dzień swojej biedy” (Mt 6,34).

Przyda się też wdzięczność. Człowiek prosty umie się ucieszyć małą rzeczą: drugim człowiekiem, posiłkiem, słońcem, odpoczynkiem, pięknem stworzenia. Franciszek potrafił mówić: brat słońce, siostra woda, brat ogień. Nie potrzebował posiadać świata, żeby się nim zachwycać. Nie musiał być właścicielem świata, żeby z niego korzystać.

I w końcu, last but not least, potrzebna jest pokora. Nie chodzi o myślenie o sobie źle. Chodzi o zgodę na prawdę o sobie. Mam dary — dziękuję. Mam słabości — przyjmuję i pracuję nad nimi. Popełniłem błąd — przepraszam. Nie wiem — mówię „nie wiem”. Potrzebuję pomocy — proszę. To jest niezwykle wyzwalające.

A czego unikać?

Próżności, czyli patrzenia na siebie oczami innych. „Jak wypadłem? Co o mnie pomyślą? Czy mnie docenią?”. Po drugie: porównywania się: on ma więcej, ona jest bardziej ceniona, jego słuchają, mnie pominięto. Porównywanie się bardzo i natychmiast komplikuje serce. Po trzecie, o czym już wspomniałem, lepiej unikać nadmiernego gromadzenia wszystkiego. Można gromadzić stanowiska, kontakty, wpływy, zabezpieczenia, informacje, pochwały. Człowiek prosty potrafi powiedzieć: „to mi nie jest potrzebne”. I po czwarte, a to niebezpieczeństwo jest najbardziej subtelne, należy unikać chęci uchodzenia za człowieka prostego. Prostota, która zaczyna siebie podziwiać, natychmiast przestaje być prostotą.

Bracia i Siostry,

przez całe życie obrastamy korą: funkcjami, tytułami, opiniami innych, sukcesami, porażkami, rzeczami, które posiadamy, obrazem siebie, który stworzyliśmy. To wszystko może mieć swoje znaczenie. Ale to nie jest rdzeń. Całe życie zdejmujemy albo dokładamy korę. Franciszek zdejmował ją tak długo, aż został sam rdzeń: człowiek, Ewangelia i Bóg.

Jest jak ów Szymon, o którym słyszeliśmy w pierwszym czytaniu (por. Syr 50, 1.3-7). Tamten człowiek żył na przełomie III i II wieku przed Chrystusem. Troszczył się o miasto i świątynię. To jeden z najpiękniejszych obrazów człowieka, który się modli i przez to jest blisko Boga. Autor tej Księgi niemal nie znajduje słów, żeby opisać to piękno. Szymon jest „jak gwiazda zaranna pośród chmur, jak księżyc w pełni, jak słońce świecące nad świątynią Najwyższego, jak tęcza wspaniale jaśniejąca w chmurach” (por. Syr 50,6-7). To niezwykłe porównania: gwiazda, księżyc, słońce, tęcza. Wszystko co jaśnieje. Tak widocznie jaśniał ten człowiek.

Ale przecież Syrach nie zachwyca się jedynie jego wyglądem zewnętrznym. Zachwyca się człowiekiem, w życiu którego odbija się chwała Boga. Szymon jest piękny, ponieważ stoi przed Bogiem, służy Mu i całe jego życie jest skierowane ku Niemu. Życie pełne prostoty. To jest Franciszek!

Módlmy się więc w ten piękny wieczór: Święty Franciszku, naucz nas prostoty. Naucz nas odróżniać korę od rdzenia. Naucz nas usuwać to, co niepotrzebne. Naucz nas nie udawać. Naucz nas nie komplikować Ewangelii. Naucz nas mieć jedno serce, jedno pragnienie i jeden skarb. A kiedy przyjdzie nasz własny „transitus”, nasze przejście, niech po odpadnięciu całej kory zostanie tylko rdzeń. Obyśmy umieli wtedy powiedzieć, nie cytując już nikogo, ale tak od siebie samych: „Pan moim dziedzictwem” (Ps 16,5). I niech wtedy wszystko stanie się już całkowicie proste. Amen.

+ Adrian J. Galbas SAC

Za: www.archwwa.pl


Kard. Grzegorz Ryś we wspomnienie błogosławionej śmierci św. Franciszka: podejście do pieniądza i władzy to miara naszego podobieństwa do Pana

– Franciszek ma bardzo jasną wizję Chrystusa, który nie przyszedł, żeby dominować i żeby Mu służono, ale żeby służyć. Podejście do pieniądza i podejście do władzy to są dwie bardzo konkretne miary naszego podobieństwa lub niepodobieństwa do Pana – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas Mszy św. w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej Księżnej Wieliczki w Wieliczce, odprawionej w wieczór wspomnienia błogosławionej śmierci św. Franciszka.

Na początku liturgii proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu w Wieliczce, o. Mariusz Tabor OFM zaznaczył, że spotkanie ma szczególny charakter w związku z obchodami 800. rocznicy śmierci św. Franciszka. – Jego życie, choć minęło od niego osiem wieków, wciąż potrafi niepokoić, inspirować i przypominać nam o tym, co w Ewangelii najprostsze, a zarazem najtrudniejsze: o miłości do Boga i człowieka, o pokoju, braterstwie, pokorze i radości płynącej z życia Ewangelią – mówił.

Przypomniał, że św. Franciszek nazywał śmierć „siostrą”, dlatego jubileusz nie jest jedynie wspomnieniem jego odejścia, ale przede wszystkim okazją do wdzięczności za życie, którego owoce wciąż trwają. O. Mariusz Tabor OFM zwrócił uwagę na licznie zgromadzoną rodzinę franciszkańską. – Choć nasze habity na co dzień się różnią, Ojciec Franciszek pozostaje ten sam, a franciszkańska rodzina jest jedna – podkreślił.

Proboszcz powitał kard. Grzegorza Rysia, prowincjałów i członków rodziny franciszkańskiej, kleryków, siostry zakonne i osoby życia konsekrowanego, kapłanów diecezjalnych, a także parafian, pielgrzymów, przyjaciół klasztoru i czcicieli św. Franciszka. – Niech ta uroczystość nie będzie tylko pięknym wspomnieniem człowieka, który żył 800 lat temu. Niech będzie dla nas zaproszeniem, abyśmy na nowo odkryli to, czym Franciszek zachwycił świat: prostotą Ewangelii, radością wiary, miłością do Chrystusa i drugiego człowieka oraz pragnieniem, by być narzędziem Bożego pokoju – mówił o. Mariusz Tabor OFM.

W homilii metropolita krakowski zwrócił uwagę, że liturgia mówi nie tylko przez słowo, ale także przez znak. Pierwsze czytanie prowadziło do San Damiano i wezwania do odbudowy Kościoła, drugie – na La Vernę, gdzie św. Franciszek otrzymał stygmaty, a Ewangelia ukazywała słowo będące syntezą jego życia: „mniejszy”, a nawet „najmniejszy”. – My dzisiaj nie jesteśmy tu, żeby wspominać jego życie. Jesteśmy, żeby dać się prześwietlić znakiem jego śmierci – zaznaczył kardynał.

Przypomniał, że św. Franciszek chciał umrzeć przy Porcjunkuli i właśnie tam kazał się zanieść. Wskazał na znaki związane z jego śmiercią, które razem tworzą lekcję. Pierwszym z nich była nagość Franciszka, który kazał położyć się na ziemi bez ubrania i pochować się w pożyczonym habicie.

Kard. Grzegorz Ryś podkreślił, że najważniejsze pytanie o ubóstwo nie dotyczy tego, ile człowiek posiada. – Nie chodzi o to, ile masz. Chodzi o to, czyje to jest – mówił. Zauważył, że człowiek łatwo przywiązuje się do tego, na co pracował, uznając to za wyłącznie swoją własność. – Franciszek mówi, że to nie jest twoje. Trzeba by patrzeć dookoła siebie, żeby zobaczyć tych wszystkich ludzi, którzy mają prawo do tego, co ja mam w kieszeni. To jest bardzo ważne pytanie o to, na ile jestem przywiązany do tego, co posiadam i na ile, daj Boże, mam w sobie tę umiejętność dzielenia się wszystkim tym, co posiadam – mówił metropolita krakowski.

Zaznaczył, że Bóg stworzył świat dla wszystkich i każdy człowiek ma do niego prawo. – Nie jest normalną rzeczą w świecie, że są w nim ci, którzy nie mają najbardziej elementarnych środków do życia – podkreślił.

Zwrócił też uwagę, że w czasach św. Franciszka własność przekładała się bezpośrednio na władzę. Rezygnacja z własności była więc również wyrazem stosunku Franciszka do sprawowania władzy. – Dobrze jest sobie uświadomić, z czego jest mi łatwiej zrezygnować: z pieniędzy czy z władzy? – pytał kardynał. Przypomniał, że dotyczy to każdego rodzaju władzy.

– Zobacz, jak Ty władzę sprawujesz. Zobacz, czy na pewno w sposób właściwy i moralny, czy nie nadużywasz władzy – mówił metropolita krakowski. Zaznaczył jednocześnie, że ani pieniądze, ani władza nie są same w sobie złe. – Zło bierze się z człowieka, który nie potrafi ani jednym, ani drugim sensownie zarządzać – zauważył.

Kardynał wskazał następnie na dwa teksty związane z odchodzeniem św. Franciszka. Pierwszym była „Pieśń słoneczna”, którą święty śpiewał także w czasie, gdy zbliżała się jego śmierć. –  Kiedy był u biskupa w Asyżu, cały czas śpiewał tę pieśń: „Błogosławiony bądź, Panie mój” – i za wszystkie stworzenia po kolei. Tak głośno, że ludzie się dziwili – przypomniał kard. Grzegorz Ryś.

Zaznaczył, że Franciszek wychwalał Boga za całe stworzenie, za jego piękno i dobro, choć w tym czasie był już niewidomy. – Nie widział słońca, nie widział wody, nie widział wiatru, nie widział ognia, nie widział ziemi, a potrafił mówić o tym, jak są cudowne, piękne i wspaniałe. Całe to piękno miał w sobie – mówił.

Metropolita krakowski podkreślił, że właśnie takie spojrzenie pozwala zrozumieć chrześcijańskie ubóstwo. – Tylko taki człowiek może być po Bożemu ubogi, który zna piękno stworzenia i dobro wszystkiego, co materialne. Jeśli ktoś odrzuca świat materialny, bo uważa go za coś złego, to nie ma to nic wspólnego z chrześcijańskim ubóstwem – zaznaczył. – Nagi Franciszek ma w głowie pochwałę wszystkiego, co stworzone. Wszystko wychwala, ale niczego z tego nie chce zawłaszczać dla siebie – dodał.

Drugim tekstem towarzyszącym śmierci św. Franciszka był początek trzynastego rozdziału Ewangelii św. Jana, opisujący Jezusa obmywającego uczniom nogi. – To jest obraz władzy, który Franciszek miał przed oczami, umierając. Pana, który chciał być niewolnikiem i całkowicie odwrócił porządek w świecie – mówił metropolita krakowski.

Kard. Grzegorz Ryś zwrócił następnie uwagę, że nagość Franciszka była także znakiem walki. Przypomniał wcześniejszy moment z jego życia, gdy rozebrał się przed domem biskupim i oddał ubranie ojcu. – Zmaga się nagi z nagim. To znaczy Franciszek z szatanem. Szatan jest nagi, nie ma nic, jest duchem, nie ma nic. A człowiek, dokąd nie jest nagi, jest bardzo łatwy do pokonania. To są zapasy człowieka z szatanem – mówił kardynał i podkreślił, że ten znak nie jest łatwy, ale bardzo wymagający.

Przypomniał, że Franciszek i jego bracia, mówiąc o ubóstwie Chrystusa, wskazywali, że było ono Jego świadomym wyborem. – Franciszek ma bardzo jasną wizję Chrystusa, który nie przyszedł, żeby dominować i żeby Mu służono, ale żeby służyć – mówił kardynał. – Podejście do pieniądza i podejście do władzy to są dwie bardzo konkretne miary naszego podobieństwa lub niepodobieństwa do Pana. Taki jest znak tego wieczoru. Może nie jest łatwy, ale jest bardzo konkretny – dodał.

Metropolita krakowski zachęcił zebranych, by nie uciekali przed wymaganiem, jakie stawia przed nimi przykład św. Franciszka. – Zmierzmy się z nim uczciwie, widząc człowieka, któremu to zmaganie wyszło na absolutną świętość. Było możliwe w jego życiu. Jest możliwe w naszym – zakończył.

Na zakończenie Mszy św. głos zabrał minister prowincjalny Prowincji Matki Bożej Anielskiej Zakonu Braci Mniejszych, o. Krzysztof Bobak OFM. Podziękował wszystkim uczestnikom uroczystości, a także osobom zaangażowanym w jej przygotowanie. Szczególne słowa wdzięczności skierował do o. Mariusza Tabora OFM, wspólnoty klasztornej, parafian i chóru. – Eminencjo, Księże Kardynale, osobiście z serca dziękuję za podjęcie inicjatywy obchodów jubileuszu św. Franciszka w Archidiecezji Krakowskiej. To jest twoja inicjatywa, a my, bracia mniejsi, dopracowaliśmy ją tak, żeby jak najpiękniej wyglądała. Mam nadzieję, że rzeczywiście jest to na chwałę Pana Boga – mówił o. Krzysztof Bobak OFM.

Do podziękowań dołączył o. Mariusz Tabor OFM, który zwrócił uwagę na ogrom pracy włożonej w przygotowanie uroczystości. Ze wzruszeniem dziękował parafianom, przyjaciołom klasztoru, członkom wspólnot, wolontariuszom oraz wszystkim, którzy pomagali w kościele, klasztorze i ogrodzie. – Każdy, kto dołożył choćby najmniejszą cegiełkę do przygotowania tych dni, niech przyjmie te słowa osobiście. To jest również Wasze święto i owoc Waszej pracy – podkreślił.

Po Eucharystii uczestnicy przeszli procesyjnie do Kaplicy Porcjunkuli w ogrodzie klasztornym, gdzie odbyło się nabożeństwo Transitus, upamiętniające błogosławioną śmierć św. Franciszka.

Wydarzenie było częścią 3 kroków jubileuszowych – diecezjalnych obchodów Roku św. Franciszka. Trzecią i ostatnią stacją będzie krakowska Bazylika św. Franciszka z Asyżu. Tam, w niedzielę, 4 października uroczystej Mszy św. o godz. 16.30 przewodniczył będzie metropolita krakowski, kard. Grzegorz Ryś.

Za: www.diecezja.pl


Abp Marek Jędraszewski w Kalwarii Zebrzydowskiej: Bóg Pokoju będzie z nami, jeśli będziemy czynić dobro

Będzie z nami Bóg pokoju, jeśli nasze myśli i nasze czyny będą przeniknięte jednym tylko pragnieniem: czynieniem dobra każdemu drugiemu – mówił abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. sprawowanej w uroczystość św. Franciszka z Asyżu w Sanktuarium Pasyjno-Maryjnym w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Na początku Mszy św. pielgrzymów przywitał o. Cyprian Moryc OFM, kustosz Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Zwrócił uwagę, że uroczystość św. Franciszka jest w tym roku przeżywana w szczególnym kontekście 800-lecia jego śmierci. Przypomniał również, że dzień wcześniej w sanktuarium sprawowano nabożeństwo Transitus, upamiętniające przejście św. Franciszka z ziemi do nieba, a uroczysta suma stanowi centralne wydarzenie jubileuszowych obchodów.

O. Cyprian Moryc OFM przywitał abp. Marka Jędraszewskiego, dziękując mu za przyjęcie zaproszenia. Powitał także kawalerów i damy Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie, wspólnoty maryjne oraz pielgrzymów, którzy przybyli do Kalwarii Zebrzydowskiej indywidualnie i w grupach.

W homilii arcybiskup przypomniał słowa Jezusa o ludziach prostego serca, którzy otwierają się na prawdę o Bożym Królestwie. Zwrócił uwagę, że Franciszek, pochodzący z bogatego domu kupieckiego, marzył o chwale rycerskiej. Przełomem stały się niewola i więzienie, po których zaczął szukać swojej drogi.

Metropolita krakowski senior przypomniał wydarzenie w San Damiano, gdzie Franciszek, modląc się przed krzyżem, usłyszał słowa Chrystusa: „Franciszku, odbuduj mi mój kościół, bo się ma ku ruinie”. Początkowo rozumiał je jako wezwanie do odbudowania zniszczonej świątyni, z czasem jednak odkrył, że chodzi o coś więcej. – Zrozumiał, że Panu Jezusowi chodzi o coś daleko więcej, niż tylko o odbudowanie materialnej świątyni. Trzeba zatroszczyć się o Boży Lud, o Kościół, który wtedy, na przełomie XII i XIII wieku, przeżywał ogromny kryzys duchowy – przypomniał abp Marek Jędraszewski.

Zaznaczył, że odnowa Kościoła, której podjął św. Franciszek wraz z braćmi, polegała na życiu na wzór Chrystusa i zapatrzeniu się w Jego miłość do świata i człowieka. Przypomniał także słowa Biedaczyny z Asyżu, który zapytany, dlaczego płacze, odpowiedział: „Bo miłość nie jest kochana”. – Miłość Chrystusa do nas nie spotyka się z odpowiednią miłością człowieka do Niego. Spotyka się częstokroć ze wzgardą, obojętnością, niezrozumieniem, lekceważeniem – wyjaśnił arcybiskup.

Wskazał, że święty żył dwiema wielkimi prawdami: tajemnicą Wcielenia oraz śmierci Chrystusa na krzyżu, a z jego pokorą łączyły się ubóstwo i posłuszeństwo. Abp Marek Jędraszewski przypomniał, że dla św. Franciszka czystość była „najpiękniejszym świadectwem wierności Bogu”, a ubóstwo miało prowadzić do całkowitej wolności od rzeczy materialnych. Przywołał także scenę, w której Franciszek oddał ojcu swoje szaty, wyrzekając się wszystkiego, co posiadał. – To wszystko: pokora, czystość, posłuszeństwo i ubóstwo były przeniknięte modlitwą. Bo on był rzeczywiście człowiekiem niezwykłej modlitwy – zaznaczył metropolita krakowski senior.

Arcybiskup zwrócił także uwagę na modlitwę św. Franciszka. Przytoczył świadectwo Tomasza z Celano, który opisywał, że święty szukał samotnych miejsc, w których mógł jednoczyć się z Bogiem, a na modlitwie „rozmawiał jak z przyjacielem, cieszył się z Oblubieńcem”. – Stał się nie tylko tym, który się modli. Stał się samą modlitwą – skomentował abp Marek Jędraszewski, podkreślając, że jest to niezwykłe określenie w odniesieniu do człowieka.

Metropolita krakowski senior przypomniał, że uroczystość św. Franciszka w 2026 roku przypada dokładnie 800 lat po jego śmierci. Wieczorem 3 października 1226 roku, mając 45 lat, Franciszek kończył swoją ziemską drogę. Przywołał przekazane przez Tomasza z Celanoświadectwo jednego z braci, któremu ukazał się święty w chwale i zwrócił uwagę na podobieństwo ostatnich chwil św. Franciszka do śmierci Chrystusa. Tak jak Jezus „do końca umiłował swoich”, tak Franciszek „do końca umiłował swoich braci i synów, których ukochał od początku”, a w obliczu śmierci przywołał braci, zachęcał ich do miłości, pocieszał i błogosławił. Chciał odejść z tego świata przy Porcjunkuli, u Matki Bożej Anielskiej i tam kazał się przenieść.

Abp Marek Jędraszewski przypomniał również, że szaty Chrystusa żołnierze rozdzielili między siebie, a u kresu życia Franciszek kazał położyć się nagi na gołej ziemi, aby umrzeć bez żadnej własności. Gdy jeden z braci podał mu tunikę, spodnie i kaptur, zaznaczył, że jedynie mu je pożycza. „Święty uradował się całym sercem, ponieważ widział, że dotrzymał wierności Pani Ubóstwa aż do końca” – cytowałmetropolita krakowski senior.

Przywołał też ostatnie słowa Chrystusa i Franciszka skierowane do braci: „Ja, co do mnie należało, zrobiłem. A co do was należy, niech nauczy was Chrystus”. Jak zaznaczył abp Marek Jędraszewski, święty odchodził wolny i wyzbyty wszystkiego, wielbiąc Chrystusa.

Na zakończenie arcybiskup odniósł się do franciszkańskiego zawołania „Pax et bonum” – „Pokój i dobro”. Przywołując słowa św. Pawła z Listu do Filipian, zachęcał, aby myśli i czyny chrześcijan były skierowane ku temu, co prawdziwe, sprawiedliwe, czyste i dobre. – Będzie z nami Bóg pokoju, jeśli nasze myśli i nasze czyny będą przeniknięte jednym tylko pragnieniem: czynieniem dobra każdemu drugiemu – mówił.

Na zakończenie Mszy św. o. Cyprian Moryc OFM podziękował abp. Markowi Jędraszewskiemu za przewodniczenie Eucharystii i wygłoszoną homilię. Zwrócił uwagę, że metropolita krakowski senior ukazał w niej wnikliwy i precyzyjny portret św. Franciszka, przypominając o cnotach, które pozostają aktualnym zadaniem dla chrześcijan: ubóstwie, pokorze, czystości i posłuszeństwie.

– To jest zadanie nas wszystkich, żeby doskonalić się w miłości, coraz bardziej ją odkrywać i pozwolić Duchowi Świętemu, żeby nas rozpalał miłością – mówił kustosz sanktuarium. Podkreślił także znaczenie uwielbienia Boga, wskazując, że św. Franciszek całe swoje życie uczynił oddawaniem Mu chwały.

Za: www.diecezja.pl


Leżajsk: bp Muskus przewodniczył uroczystościom z okazji 800. rocznicy śmierci św. Franciszka

Najważniejsze nie jest to, ile wiemy i jak wiele znaczymy, ale czy potrafimy się umniejszać, tzn. zrobić trochę więcej miejsca dla Boga i dla drugiego człowieka – mówił bp Damian Muskus OFM w sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku. W bazylice ojców bernardynów przewodniczył uroczystościom w 800. rocznicę śmierci św. Franciszka.

W wigilię uroczystości św. Franciszka z Asyżu bp Muskus przewodniczył Mszy św. i nabożeństwu Transitus upamiętniającym moment odejścia Biedaczyny z tego świata. Jest ono odprawiane co roku w przeddzień liturgicznego wspomnienia asyskiego świętego przez franciszkanów na całym świecie.

– Chrześcijanin nie jest człowiekiem, który już wszystko zrozumiał. Jest człowiekiem, który pozostaje uczniem – mówił w homilii i dodał, że pragnienie takiego życia odkrył w sobie św. Franciszek. – Nie po to, by wiedzieć więcej od innych. Nie po to, by zdobyć znaczenie. Nie po to, by stać się kimś wielkim. Przeciwnie. Franciszek odkrył, że aby przyjąć Boga, trzeba zrobić w sobie miejsce. Dlatego zapragnął być „mniejszym” – wyjaśniał duchowny.

Jak podkreślał, umniejszenie nie jest pogardą dla siebie, ale zgodą na to, że człowiek „nie musi być pierwszy, najważniejszy i najbardziej zauważony”. – Paradoksalnie można stać się mniejszym, a jednocześnie zrobić więcej miejsca: dla Boga i dla drugiego człowieka – stwierdził krakowski biskup pomocniczy.

Według niego, istotą pokory jest umiejętność słuchania, przyznania do niewiedzy, uwolnieniem od ciągłego myślenia o sobie samym. – Czasem największym ciężarem, jaki nosimy, jesteśmy my sami, kiedy zbyt mocno próbujemy wszystko urządzić wokół siebie, przekonani, że robimy to najlepiej – zauważył bp Muskus.

Jego zdaniem, kiedy człowiek przestaje być skupiony na sobie, zaczyna inaczej patrzeć na to, co posiada. Ubóstwo św. Franciszka nie polega na liczeniu „ile mam”, ale na umiejętności przyjmowania i niezawłaszczania daru dla siebie. –  Świat stworzony nie należy do nas. Ludzie, których kochamy, również nie są naszą własnością. Nawet życie jest darem. Możemy je przyjąć, możemy się nim cieszyć, możemy za nie dziękować, ale nie możemy uczynić z niego swojej własności i mieć nad nim pełnej kontroli – mówił biskup franciszkanin.

Dodał, że z ubóstwa wynika wolność. – Kiedy człowiek kurczowo coś trzyma, jego ręce są zajęte. Można trzymać przedmioty, można mieć w garści plany, można trzymać się swoich racji, można posiadać wyobrażenia, jak powinno wyglądać życie. Tymczasem ręce, które już coś trzymają, nie mogą przyjąć nowego daru. Żeby coś przyjąć, trzeba mieć wolne ręce – zaznaczył.

Problem posiadania, jego zdaniem, nie dotyczy tylko rzeczy, ale również ludzi, których kochamy. – Można kochać i jednocześnie nie zawłaszczać. Można być blisko i pozwolić drugiemu być sobą. To trudne, bo miłość łatwo pomylić z potrzebą zatrzymania drugiego człowieka przy sobie. Tymczasem prawdziwa miłość nie polega na tym, żeby drugiego człowieka mieć, ale żeby pozwolić mu być – przekonywał bp Muskus.

Są to wartości, których św. Franciszek uczył się od Chrystusa. – Nie zatrzymał się na przekonaniu, że już wszystko odkrył. Ciągle wracał do Ewangelii i pytał, jak żyć nią naprawdę. Jego wielkość nie polegała na tym, że stał się kimś wielkim w oczach świata. Polegała na tym, że zgodził się być małym wobec majestatu Boga – zauważył. 800. rocznica śmierci św. Franciszka z Asyżu jest więc okazją, by do niego powrócić,  bo „jego życie pokazuje, co może się wydarzyć, kiedy człowiek naprawdę pozwoli, żeby Ewangelia go przemieniła”.

Św. Franciszek zmarł 3 października 1226 roku o zachodzie słońca przy Porcjunkuli – malutkim kościółku Matki Bożej Anielskiej niedaleko Asyżu. Przed odejściem poprosił braci, aby zdjęli z niego odzienie. Pragnął umrzeć, leżąc nago na gołej ziemi – w geście całkowitego ubóstwa i pełnego naśladowania Chrystusa. Gdy ułożono go na ziemi, skrzyżował dłonie, ukazując stygmaty, które od września 1224 roku zachowywał w ukryciu. Odchodził ze słowami Psalmu 141 na ustach, wysłuchawszy wcześniej czytania opisu Męki Pańskiej z Ewangelii wg św. Jana.

md/KAI


Franciszkanie Gniezno: 800-lecie śmierci św. Franciszka z Asyżu

– Prawdziwe braterstwo oznacza przyjęcie drugiego człowieka takim, jakim on jest, z jego odrębnością i innością, na wzór relacji Jezusa z uczniami – mówił o. Robert Leżohupski OFMConv podczas Mszy św. sprawowanej w sobotni wieczór 3 października w gnieźnieńskim kościele franciszkanów. Wspólnota franciszkańska wraz z wiernymi upamiętniła 800-lecie przejście św. Franciszka do wieczności podczas nabożeństwa Transitus, które odbyło się po Eucharystii.

Przypominając w homilii początki zakonu kaznodzieja podkreślił, że jego korzenie tkwią w radykalnym pójściu drogą Chrystusa Sługi – ubogiego i ukrzyżowanego, który uniżył samego siebie aż do śmierci. W kontrze do współczesnych trendów konsumpcjonizmu, hedonizmu i indywidualizmu, duchowość franciszkańska proponuje styl życia oparty na oddaniu siebie, bezinteresownej miłości oraz pokornej służby drugim.

– To ewangeliczne braterstwo na wzór Chrystusa sprawia, że możemy wyjść z tego wirusa fałszywego spojrzenia na drugiego człowieka do spojrzenia czystego, które nie chce nigdy zawłaszczać. Do spojrzenia, które jest pełne miłości – mówił o. Robert Leżohupski dopowiadając, że autentyczne ewangeliczne braterstwo nie jest nigdy oparte na ludzkich upodobaniach czy interesach, ale jest darem wzajemności i przyjęcia drugiego człowieka w jego odrębności.

Wskazując na historyczne realia czasów Biedaczyny z Asyżu franciszkanin nakreślił tło epoki naznaczonej kryzysami, zepsuciem obyczajów oraz obecnością ruchów odrzucających lub wypaczających naukę Kościoła. W takim właśnie czasie św. Franciszek i jego współbracia wybrali drogę reformy od środka – przez pokorną służbę, posłuszeństwo Ewangelii oraz nierozerwalną jedność z Kościołem. Odwołując się do rocznicy ogłoszenia odpustu Porcjunkuli przez papieża Honoriusza III w sierpniu 1216 roku, kaznodzieja przypomniał, że Bóg pragnie „posłać do nieba” wszystkich ludzi przez dar przebaczenia i komunii.

Duchowość franciszkańska – jak zaznaczył dalej w homilii – odrzuca światową logikę konsumpcjonizmu, hedonizmu i indywidualizmu, stawiając na postawę bycia „mniejszymi”. Oznacza to rezygnację z pychy i karierowiczostwa na rzecz radykalnego oddania się bliźnim w pokornej służbie. Ten rodzaj wspólnoty rodzi nadzieję, której nikt nie jest w stanie odebrać, a sakramenty i słowo Boże stanowią fundament jedności wiernych tworzących Kościół. – My dzisiaj również stajemy do walki o świętość Kościoła – stwierdził kaznodzieja.

Po Eucharystii uczestnicy liturgii wzięli udział w nabożeństwie Transitus, upamiętniającym śmierć św. Franciszka z Asyżu. W nocy z 3 na 4 października 1226 r. św. Franciszek z Asyżu przeszedł z tego życia do życia wiecznego – odchodził do Pana na ziemi przy kapliczce Porcjunkuli.

W czasie nabożeństwa „Transitus” franciszkanie i wierni, trzymając w dłoniach zapalone świece, przypominali sobie ostatnie chwile życia św. Franciszka i dziękowali za tego niezwykłego świętego, który do końca ukochał Boga i wszystkie stworzenia, a nawet śmierć, którą nazywał swoją siostrą.

Na zakończenie obecni otrzymali błogosławieństwo relikwiami św. Franciszka oraz mogli je adorować przez ucałowanie.

bgk/KAI


Bp Nykiel wprowadził relikwie św. Franciszka do kościoła w Paradyżu

– Największy kryzys Kościoła zaczyna się wtedy, kiedy człowiek przestaje żyć Bogiem – powiedział bp Krzysztof Nykiel, który w niedzielę celebrował Mszę świętą w Sanktuarium Chrystusa Cierniem Koronowanego i Krwi Zbawiciela w Wielkiej Woli-Paradyżu. Tego dnia wprowadził do miejscowej świątyni relikwie św. Franciszka z Asyżu z racji obchodzonej dzisiaj 800. rocznicy jego przejścia z tego życia do wiecznego. 

W homilii regens Penitencjarii Apostolskiej mówił, że Kościół zostanie odbudowany tylko wtedy, kiedy człowiek na nowo spotka żywego Chrystusa. – Kiedy zacznie się modlić nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że chce być z Bogiem. Kiedy Eucharystia przestanie być obowiązkiem, a stanie się pragnieniem i spotkaniem. Kiedy spowiedź przestanie być okazjonalną formalnością, a stanie się prawdziwym powrotem do Ojca. Kiedy chrześcijanin nie będzie tylko “praktykującym katolikiem”, ale stanie się człowiekiem autentycznie przemienionym przez Chrystusa. Tego właśnie potrzebuje współczesny Kościół – powiedział bp Nykiel.

Ks. Jarosław Zieliński z Apostolskiej Penitencjarii w Watykanie odczytał dekret pod którym podpisał się o. Raimundo Valdo Nogueira OFMCon, postulator generalny Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. – Wszystkim, którzy niniejsze pismo odczytywać będą, wiarygodnie zaświadczamy i stwierdzamy, iż mocą naszego urzędu z autentycznych relikwii pobraliśmy świętą cząstkę ciała świętego Franciszka z Asyżu, którą to cząstkę złożyliśmy w metalowej kapsule okrągłego kształtu, należycie zamkniętej, sznurem jedwabnym barwy czerwonej przewiązanej, tudzież pieczęcią naszą opatrzonej – napisał o. Nogueira.

Na koniec liturgii głos zabrał ks. Piotr Supierz, proboszcz parafii i kustosz miejscowego sanktuarium. – Przez ciebie księże biskupie, dzisiaj Chrystus też do nas przemówił: odbudujcie mój Kościół. Uwiadomiłeś nam, że mamy zadbać o świętość duszy, naszych dzieci, rodzin i małżeństw. Relikwie będą nam przypominały, że mamy odbudować Kościół w naszych sercach – powiedział ks. Supierz.

W uroczystości udział wzięli m.in. wicestarosta opoczyński Maria Barbara Chomicz i Artur Bagieński członek Zarządu Województwa Łódzkiego.

rm/KAI


Bp Małyga: św. Franciszek pokazuje drogę rozbrojenia świata

Św. Franciszek z Asyżu, który wybierał prostotę, pokorę i pokój zamiast siły, może być dla współczesnych chrześcijan przewodnikiem w budowaniu świata opartego na komunii – mówił bp Maciej Małyga podczas uroczystej Mszy św. w parafii pw. św. Alberta Wielkiego we Wrocławiu.

Eucharystia była częścią wizytacji parafii i modlitwą w 800. rocznicę śmierci świętego z Asyżu.

Biskup pomocniczy archidiecezji wrocławskiej w homilii nawiązał do słów Jezusa: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz”. Zwrócił uwagę, że Chrystus nie proponuje człowiekowi kolejnego ciężaru, ale zaprasza do zamiany tego, który już niesie.

– Pan Jezus zaprasza do tego, żeby zamienić ciężar. Ten duży ciężar porzucić, a wziąć na siebie coś, co daje ukojenie – mówił bp Małyga.

Zdaniem hierarchy współczesny człowiek również nosi wiele „jarzm”: oczekiwania otoczenia, presję pracy i szkoły, a także wymagania, które sam na siebie nakłada. Odpowiedzią Chrystusa jest życie Ewangelią, choć oznacza ono m.in. rezygnację z przemocy i odpłacania złem za zło.

W tym kontekście bp Małyga przywołał postać św. Franciszka, którego 800. rocznica śmierci przypada w tym roku. Święty z Asyżu świadomie wybierał prostotę, ubóstwo i pokorę. U schyłku życia poprosił, by położono go nagiego na ziemi.

Franciszkańska droga nie ograniczała się jednak do osobistego stylu życia. Biskup przypomniał spotkanie Franciszka z sułtanem Egiptu w 1219 r. Święty przekroczył wówczas linię frontu i udał się do obozu strony przeciwnej, szukając drogi dialogu i pokoju zamiast wojny.

– To jest pytanie do nas, do naszych rodzin, do naszych warunków, do świata: w którą stronę pójść? I jak tego dokonać? – pytał bp Małyga.

Hierarcha posłużył się obrazem „rozbrojenia świata”. Zauważył, że człowiek często próbuje zabezpieczyć się przed zagrożeniem, odpowiadając przemocą na przemoc i agresją na agresję. Tymczasem chrześcijańska droga prowadzi do budowania relacji, w których pierwszeństwo ma pokój.

– Chyba że zaczniemy budować świat, który się rozbroi. Budować świat rozbrojony – mówił.

Przypomniał także słowa papieża Leona XIV dotyczące konieczności twórczego działania na rzecz pokoju. Podkreślił, że choć pojedynczy człowiek nie ma wpływu na decyzje światowych przywódców, może przemieniać swoje najbliższe otoczenie.

– Nasze siły wkładajmy właśnie w budowanie komunii – zachęcał bp Małyga, wskazując na rodziny, parafie, wspólnoty i miejsca pracy.

Na zakończenie homilii przywołał tradycję średniowiecznego Asyżu. Wieczorami na wzgórzach miasta rozlegały się sygnały trąb i śpiew strażników oraz żołnierzy odpowiedzialnych za jego bezpieczeństwo. Ich zadaniem była obrona miasta, ale wieczorny śpiew nie był wezwaniem do walki, lecz znakiem kończącego się dnia.

W 800. rocznicę śmierci św. Franciszka obraz ten – zauważył bp Małyga – przypomina, że człowiek może posiadać siłę i być gotowy do obrony, a jednocześnie wybierać pokój.

mraj/KAI
 

Bp Put w 800-lecie śmierci św. Franciszka: Pokazał Kościołowi, jak Ewangelią żyć

„Św. Franciszek z Asyżu pokazał Kościołowi, jak Ewangelią żyć” – mówił bp Adrian Put podczas obchodów 800-lecia śmierci św. Franciszka u gorzowskich kapucynów. W sobotę, 3 października, była uroczysta Eucharystia i nabożeństwo Transitus, a na niedzielę zaplanowano akatyst ku czci założyciela kapucynów.

Biedaczyna z Asyżu, jak zauważył biskup, tak przyjął Ewangelię, że wydał jej owoce. – Św. Franciszek z Asyżu pokazał Kościołowi, jak Ewangelią żyć – podkreślił bp Put. – Zresztą kiedy pytano o regułę i jakieś zasady założonej przez niego wspólnoty, powiedział, że jest nią Ewangelia Jezusa Chrystusa – dodał.

Biskup zaapelował, aby jubileusz 800-lecia śmierci św. Franciszka nie został tylko na etapie przeżycia religijnego. – Św. Franciszek uczy nas bardzo mocno, że każde spotkanie z Bogiem musi rodzić w moim życiu jakąś odpowiedź. Nie mogę przychodzić do tego kościoła tylko po to, aby coś przeżyć. Jeśli nie przyjmę Ewangelii, jeśli ona nie będzie wydawała owoców w moim życiu, to ciężko mówić, abym naśladował św. Franciszka – mówił kaznodzieja. – Być naśladowcą św. Franciszka, być jego uczniem, to znaczy, to co powiedział: przyjąć Ewangelię, jako regułę życia. Żyć nią i wydawać jej owoce przez co innych pociągać do Boga – dodał.

Na zakończenie zachęcił zgromadzonych kapłanów i świeckich do konkretnego świadectwa. – Na pewno wiecie, ale warto to przypomnieć, że zwyczaj odmawiania modlitwy Anioł Pański wziął się od św. Franciszka. To nie tylko szopki na Boże Narodzenie, ale i modlitwa Anioł Pański w południe – mówił biskup. – A wtedy, kiedy chrześcijanie zwracają się w stronę Boga, aby dziękować za dar wcielenia biją dzwony. Dzisiaj nam ten kierunek się odwrócił, z jednej strony, denerwujemy się, kiedy ktoś zabrania nam używać dzwonów, a z drugiej dzwony biją coraz rzadziej. Może z tej dzisiejszej uroczystości niech nam to zostanie: niech w całym Gorzowie i naszej diecezji rzeczywiście o godz. 12 biją dzwony, nawet te, które dzisiaj milczą. Niech biją dzwony w tym mieście, ale żeby to nie był teatr, zacznijmy się modlić modlitwą Anioł Pański – dodał.

Po Mszy św. odbyło się nabożeństwo Transitus, a przed Eucharystią biskup poświęcił Aulę św. Franciszka. – W naszym klasztorze po ponad pół roku udało się wyremontować piękną salę poświęconą św. Franciszkowi, która będzie służyła nie tylko naszym parafianom, ale całemu miastu – wyjaśnia o. Waldemar Grubka OCMCap. – Dziękujemy wszystkim, którzy nam pomogli bo to był duży wkład finansowy. Za cegiełki św. Franciszka, które ludzie nam ofiarowali, mogliśmy zrealizować ten cel. Dzisiaj cieszymy się pięknym pomieszczeniem i że w ten sposób uczciliśmy ten piękną postać św. Franciszka – dodaje.

W niedzielę, 4 października, na wszystkich Mszach św. będzie głoszone okolicznościowe kazanie o św. Franciszku, a wieczorem zaplanowano Akatyst ku czci św. Franciszka w wykonaniu zespołu Gloria.

kk/KAI

Bp Lityński w 800 – lecie śmierci św. Franciszka: Kościół odbudowują ci, którzy odbudowują wspólnotę

„Biedaczyna z Asyżu zrozumiał ważną prawdę: kościoła nie odbudowuje się za pieniądze. Kościół odbudowują ci, którzy odbudowują wspólnotę!” – mówił bp Tadeusz Lityński, który przewodniczył Mszy św. w klasztorze Braci Mniejszych-Franciszkanów z prowincji św. Franciszka z Asyżu we Wschowie. Tego dnia odbyły się uroczystości związane z 800-leciem śmierci Ojca Serafickiego.

Na wstępie kazania biskup przypomniał, że jako chrześcijanie jesteśmy zaproszeni do pójścia drogą życia codziennego w bliskości Chrystusa i kierując się Jego Ewangelią, a liczni święci i błogosławieni są przykładem, że można żyć Ewangelią i nie być tylko metrykalnym chrześcijaninem. – Dzisiaj, w 800. rocznicę śmierci św. Franciszka gromadzimy się w tej wschowskiej świątyni, aby podziękować Bogu za czytelny przykład naśladowania naszego Pana przez św. Franciszka i jego następców, którzy także tutaj we Wschowie, w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej realizują swoje powołanie. Dzisiaj dziękuję ojcom franciszkanom, braciom i siostrom Trzeciego Zakonu za wasze życie wpisane w charyzmat  św. Franciszka – mówił biskup.

W dalszej części biskup przypomniał, że św. Franciszek zasłynął odbudowaniem trzech kościołów: San Damiano, niewielkiego kościoła św. Piotra i Porcjunkuli. – Franciszek lubił się w nich modlić, ponieważ w ruinach miał doskonałe warunki do ciszy i kontemplacji. Pierwszy był kościół San Damiano – zostawił tam pieniądze swojego ojca na odbudowę, ale po czasie musiał je odebrać i zwrócić ojcu. Biedaczyna z Asyżu zrozumiał wówczas ważną prawdę: kościoła nie odbudowuje się za pieniądze. Kościół odbudowują ci, którzy odbudowują wspólnotę!”  – mówił biskup.

To jest dziś najważniejsze pytanie: jak budujemy wspólnotę między sobą, nasze relacje? – To w Porcjunkuli usłyszał słowa, które Jezus kieruje i do nas: „Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”! To jest zadanie, które Bóg ciągle nam powierza mówiąc: „Idź, napraw mój dom, który jak widzisz, cały idzie w ruinę”. Bóg w was wierzy, siostry i bracia, wierzy w nas, jako wspólnotę. Wie, jak wiele ruin nie tyle materialnych, co duchowych, ludzkich możemy podnieść mocą Jego miłości! – podkreślił kaznodzieja.

Na zakończenie odwołał się również do słów Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. – Bóg nie zapragnął nas jako nieskazitelnych herosów, ale jako maluczkich. Dlaczego? Abyśmy odkryli, że w naszym życiu wszystko jest łaską! To jest najważniejsze i najpiękniejsze doświadczenie, z jakim możemy wkraczać w nasze życie! Tak, jestem zbyt słaby, słaba, ale nie idę sam, sama! Idzie ze mną Bóg, który potrafi moje słabości przekuwać w swoje czyny! Potrafi mnie uzdolnić swoją łaską do większych cudów! Dlatego św. Franciszek nazywał siebie i swoich braci – braćmi mniejszymi – mówił biskup i kontynuował: – Franciszek całe życie był przecież diakonem, ciągle pielęgnował w sobie tę postawę służby, choć wielu z zewnątrz mówiło, że należy mu się więcej. To bycie maluczkim, do którego zaprasza nas dzisiejsza Ewangelia nie ma nas przerażać, lecz zachwycać! Dla Franciszka uznanie własnej małości nie było upokorzeniem. Wiedział, że im bardziej człowiek staje się „mały”, tym więcej miejsca zostawia na wielkość Boga! Bóg kocha maluczkich, bo wówczas najbardziej możemy w swoim życiu odkryć potęgę Jego łaski! Takiej postawy św. Franciszka życzę wszystkim, aby jeszcze bardziej ujawniała się w naszym życiu potęga Bożej łaski.

Tuż po Eucharystii i nabożeństwie Transitus odbył się koncert w ramach Festiwalu Muzyki.

To nie koniec świętowania Roku Świętego Franciszka. Na niedzielę 4 października zaplanowano uroczystą Mszę św. odpustową, której będzie przewodniczył ks. Adam Adamski ze Zgromadzenia Księży Filipinów. Tego dnia odbędzie się również koncert zespołu „Gang Marcela” na scenie plenerowej wschowskiego Rynku.

Początki tutejszej fundacji franciszkańskiej sięgają 1457 roku. To właśnie wtedy – jak czytamy na stronie internetowej sanktuarium – „mieszczanie i magistrat królewskiego miasta Wschowy ofiarowali bernardynom teren pod budowę kościoła i klasztoru. W 1462 roku z ofiar mieszczan i okolicznej szlachty zbudowano kościół i klasztor pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu i św. Bernardyna ze Sieny”.

W świątyni znajduje się łaskami słynący Obraz Matki Bożej Pocieszenia. Kościół św. Józefa we Wschowie został 19 marca 2018 roku podniesiony do rangi sanktuarium. Natomiast dwa lata później watykańska Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów specjalnym dekretem potwierdziła wybór Matki Bożej ze Wschowy jako patronki tego miasta. Natomiast uroczysta koronacja wizerunku miała miejsce w 2021 roku.

Gwardianem wschowskich franciszkanów jest o. Robert Nikel OFM, a proboszczem tutejszej parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP i kustoszem Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia – patronki miasta Wschowy jest o. Liberat Sobkowiak OFM.

kk/KA
Kobylin (diecezja kaliska): główne obchody diecezjalne Transitus
 

– Wspominając św. Franciszka chciejmy pokornie prosić o to, żeby i nam nie brakło odwagi w autentycznym, prawdziwym, szczerym, mocnym podjęciu wiary – mówił biskup kaliski Damian Bryl, który przewodniczył Mszy św. w Sanktuarium Matki Bożej przy Żłóbku w Kobylinie. Po Eucharystii przy obrazie św. Franciszka odbyło się nabożeństwo Transitus.

Witając biskupa, kapłanów i wiernych o. Masseo Senczek OFM przypomniał, że w minionych latach obchodzono różne franciszkańskie jubileusze, m.in. 800 lat od zatwierdzenia reguły Zakonu Braci Mniejszych, 800 lat od wybudowania pierwszego żłóbka, 800 lat od Pieśni Słonecznej, 800 lat od stygmatów św. Franciszka, a w tym roku w całym Kościele przeżywany jest Rok Jubileuszowy – 800 lat od momentu śmierci św. Franciszka. – Dokładnie 800 lat temu, 3 października 1226 r., Franciszek odszedł z tej ziemi do Domu Ojca. Dzisiaj w całym świecie przeżywamy ten wyjątkowy czas. W naszej ojczyźnie wielu księży biskupów razem z braćmi uczestniczy w tych wydarzeniach. Cieszymy się, że w naszej diecezji ten wyjątkowy wieczór przeżywamy razem z naszym ks. biskupem Damianem – powiedział kustosz Sanktuarium Matki Bożej przy Żłóbku w Kobylinie.

W homilii celebrans podkreślił, że wspomnienie śmierci św. Franciszka jest okazją nie tylko do wdzięczności za jego życie i dziedzictwo, ale także do spojrzenia na sposób, w jaki przeżywał swoją wiarę. – Przez cały rok dziękujemy dobremu Bogu za osobę św. Franciszka i za to wszystko, co wniósł w życie Kościoła, wniósł i wnosi, bo przecież jego dziedzictwo trwa, bo przecież tych, którzy idą jego drogą w Kościele nie brakuje – stwierdził biskup kaliski.

Wskazał na radykalizm wiary św. Franciszka, zaznaczając, że jego oddanie Chrystusowi nie pozostawało na poziomie deklaracji czy emocji, ale wyrażało się w konkretnym sposobie życia. – Gdy myślimy o Franciszku, przede wszystkim chcemy Panu Bogu dziękować za jego totalność, za jego całkowitość, za jego radykalność, w której oddał się Jezusowi – mówił kaznodzieja.

Akcentował, że taka wiara oznaczała gotowość do podejmowania wymagających decyzji. – Wiara Franciszka to wiara bardzo radykalna. To wiara, która przekłada się na konkret. To nie jest jakieś poczucie, to nie jest jakieś tylko poruszenie serca, ale to są konkretne decyzje. Jezus był dla niego w centrum. Dla Niego był gotów wszystko zostawić, wszędzie pójść, wszystkiego się podjąć. Mocno się Jezusa trzymał – celebrans.

Odniósł się do ostatnich chwil życia św. Franciszka. Przypomniał, że święty był wówczas bardzo chory, cierpiał i miał świadomość zbliżającej się śmierci. – Franciszek, świadomy tego, co się z nim dzieje, mocno ufał, że Ten, któremu oddał swoje życie, który jest większy niż śmierć, przeprowadzi go przez tę tajemnicę – powiedział hierarcha.

W tym kontekście biskup wyjaśniał znaczenie słowa Transitus, określającego przejście św. Franciszka z życia ziemskiego do wieczności. – Franciszek przechodzi, bo ufa, bo wierzy, że Ten, któremu oddał życie, jest większy niż śmierć, jest większy niż grzech, niż nieprawość, że On jest zwycięzcą, że do Niego należy ostatnie słowo, dlatego idzie” – mówił kaznodzieja.

Biskup przywołując testament św. Franciszka zwrócił uwagę na jego prostotę i konkret. Zaznaczył, że święty pisał o życiu według Ewangelii, o pracy, ubóstwie i posłuszeństwie. Dodał, że w testamencie św. Franciszek przypominał także, że jego sposób życia nie był jego własnym projektem, ale odpowiedzią na to, co objawił mu Bóg.

Zaznaczył, że wspomnienie św. Franciszka jest jednocześnie wezwaniem skierowanym do współczesnych chrześcijan. – Módlmy się dzisiaj, żeby także w życiu każdego i każdej z nas Chrystus był zawsze uwielbiony, Chrystus był w centrum, żeby nikt ani nic nie było dla nas ważniejsze niż Jezus Chrystus, tak jak było to u Franciszka – przekonywał bp Bryl.

Po Mszy św. biskup, kapłani i wierni uczestniczyli w nabożeństwie Transitus. Nabożeństwo zakończono uczczeniem relikwii św. Franciszka.

ek/KAI

Wpisy powiązane

Tysiące pielgrzymów na jubileuszu 180-lecia objawienia w La Salette i 30-lecia koronacji figury Płaczącej Pani

Biskup na XXVI Dzień Papieski: Jan Paweł II wciąż inspiruje do bycia uczniami-misjonarzami

Oświęcim: Kościół św. Maksymiliana Męczennika ustanowiony sanktuarium