O. Paweł Kubiak OMI z Turkmenistanu: Pan Bóg zaskakuje nas swoimi planami

– Nie mamy wielkich struktur czy dużej liczby kapłanów. Tym bardziej ważne jest, żeby po prostu być z ludźmi, spotykać się z nimi, rozmawiać, słuchać ich i pokazywać swoim życiem, czym jest wiara. (…) Chrześcijaństwo nie może być tylko słowem. Jeżeli możemy komuś pomóc, to chcemy to robić – mówi o. Paweł Kubiak OMI, nowy przełożony misji sui iuris w Turkmenistanie.

Misja sui iuris to szczególny rodzaj terytorium kościelnego na obszarze misyjnym, gdzie struktury Kościoła są jeszcze zbyt słabo rozwinięte, aby utworzyć diecezję, wikariat apostolski czy nawet prefekturę apostolską. Łacińskie sui iuris oznacza dosłownie „własnego prawa”, a w tym kontekście można je rozumieć jako misję samodzielną, niezależną od sąsiednich jednostek kościelnych.

22 sierpnia 2026 r. Leon XIV mianował o. Pawła Janusza Kubiaka OMI przełożonym misji sui iuris w Turkmenistanie. Polski oblat posługuje w tym kraju od 2023 r. Misjonarze oblaci prowadzą misję sui iuris w Turkmenistanie od 1997 roku, a pierwszym jej przełożonym był o. Andrzej Madej OMI.


Antoni Jezierski: Jakie uczucia i emocje towarzyszą Ojcu przed podjęciem nowego wyzwania?

Ojciec Paweł Kubiak OMI: – Przede wszystkim towarzyszy mi radość, ale również poczucie dużej odpowiedzialności. Każde nowe zadanie, szczególnie takie jak posługa przełożonego misji, wiąże się z pewnym niepokojem i pytaniami o to, czy człowiek podoła temu, co zostało mu powierzone.

Patrzę jednak na tę nową misję przede wszystkim przez pryzmat zaufania Bogu. Moja droga kapłańska wielokrotnie pokazywała mi, że Pan Bóg prowadzi człowieka inaczej, niż on sam sobie zaplanuje. Kiedyś chciałem zostać kapelanem więziennym i pracować w Polsce, a tymczasem Pan Bóg zaprowadził mnie najpierw na Ukrainę, później na Kaukaz i Krym, a następnie do Turkmenistanu.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że wola Boża potrafi zaskoczyć i zaprowadzić człowieka w miejsca, o których wcześniej nawet nie pomyślał. Dlatego z ufnością przyjmuję to nowe zadanie. Mam świadomość odpowiedzialności, ale mam też w sobie radość, że mogę dalej służyć Kościołowi i ludziom.

Co po kilku latach spędzonych w Turkmenistanie może Ojciec powiedzieć o tamtejszej wspólnocie wierzących, o młodym Kościele w tym kraju?

– To jest bardzo mała, ale żywa wspólnota. Kościół w Turkmenistanie jest rzeczywiście młody i dopiero buduje swoje struktury. W całym kraju nas, katolików, jest niewielu i dlatego każda osoba, każda rodzina, każdy człowiek, który przychodzi do naszej wspólnoty, jest dla nas bardzo ważny.

W takich warunkach szczególnego znaczenia nabiera obecność i świadectwo życia. Nie mamy wielkich struktur czy dużej liczby kapłanów. Tym bardziej ważne jest, żeby po prostu być z ludźmi, spotykać się z nimi, rozmawiać, słuchać ich i pokazywać swoim życiem, czym jest wiara.

Cieszę się, że ta wspólnota się rozwija. Widzimy osoby, które przygotowują się do przyjęcia sakramentów, uczestniczą w Eucharystii i chcą coraz bardziej poznawać i kochać Chrystusa. To jest Kościół, który potrzebuje czasu, cierpliwości i przede wszystkim stałej, wiernej obecności.

Jak wygląda codzienna praca duszpasterska w Aszchabadzie?

– Nasza codzienność jest bardzo zwyczajna, ale jednocześnie wymagająca. Jest oczywiście modlitwa, Eucharystia, spowiedź, katecheza i przygotowanie ludzi do sakramentów. Dużo czasu poświęcamy również na rozmowy i spotkania z wiernymi.
W Turkmenistanie duszpasterstwo nie może ograniczać się tylko do tego, co dzieje się w kaplicy. Bardzo ważna jest obecność wśród ludzi. Czasami trzeba po prostu usiąść, porozmawiać, wysłuchać czyjegoś problemu. W ten sposób również głosimy Ewangelię.

Drugą bardzo ważną częścią naszej pracy jest pomoc potrzebującym. Dzięki działalności Caritas możemy przekazywać żywność, lekarstwa czy inną pomoc osobom znajdującym się w trudnej sytuacji. Przygotowaliśmy również miejsce, gdzie osoby w kryzysie bezdomności mogą się wykąpać i wyprać ubrania.

Dla mnie bardzo ważne jest właśnie to połączenie: głoszenie Dobrej Nowiny i konkretna pomoc człowiekowi. Chrześcijaństwo nie może być tylko słowem. Jeżeli możemy komuś pomóc, to chcemy to robić.

Czy ma Ojciec już jakieś plany, konkretne cele, które będą wiązały się z nowym zadaniem?

– Na pewno przede mną jest przede wszystkim duża odpowiedzialność za całą misję. Jako przełożony będę musiał troszczyć się o jej funkcjonowanie, o naszych wiernych, będę musiał koordynować pracę współbraci.

Nie chciałbym jednak patrzeć na tę posługę wyłącznie przez pryzmat nowych projektów czy wielkich planów. Najważniejsze jest dla mnie, żeby kontynuować to, co już zostało rozpoczęte przez oblatów, którzy pracowali tutaj prawie przez 30 lat. Chcę stopniowo rozwijać młody Kościół w Turkmenistanie.

Chcemy nadal prowadzić duszpasterstwo, przygotowywać ludzi do sakramentów, rozwijać wspólnotę i pomagać potrzebującym. Ważna będzie również dalsza działalność Caritas.

I przede wszystkim trzeba pamiętać, że nie jestem tam sam. Będę pracował razem ze współbraćmi. To jest misja całego Kościoła i wspólna odpowiedzialność. Chcemy po prostu być obecni, służyć ludziom i robić to, do czego Pan Bóg nas posyła.

Rozmawiał Antoni Jezierski

Za: www.oblaci.pl

Wpisy powiązane

Papież łączy się z uczestnikami uroczystości na Jasnej Górze

Biskup Kawa: Ukraina potrzebuje duchowego odrodzenia i wyzwolenia z niewoli grzechu

Wikariusz Arabii Południowej: wojna nigdy nie daje rozwiązania