Jan Paweł II
«O ANIMA». LIST APOSTOLSKI W KTÓRYM CZCIGODNEJ SŁUŻEBNICY BOŻEJ ELŻBIECIE OD TRÓJCY ŚWIĘTEJ PRZYZNAJE SIĘ GODNOŚĆ BŁOGOSŁAWIONYCH
Rzym, 25 listopada 1984 r.
Na wieczną rzeczy pamiątkę. – „O duszo spośród wszystkich stworzeń najpiękniejsza, która pragniesz jedynie poznać miejsce, gdzie przebywa twój Umiłowany, aby Go znaleźć i z Nim się zjednoczyć! Powiedziano ci już, że ty sama jesteś miejscem, gdzie On mieszka, i schronieniem, w którym się ukrywa. Możesz się bardzo radować, wiedząc, że całe twoje dobro i cała twoja nadzieja są tak blisko ciebie, że On mieszka w tobie, a raczej, że nie możesz istnieć bez Niego: oto bowiem – mówi Oblubieniec – królestwo Boże jest w was (Łk 17, 21); a Jego sługa, Apostoł Paweł, dodaje: Wy jesteście świątynią Boga żywego (2 Kor 6, 16)” (św. Jan od Krzyża, Pieśń duchowa, 1, 7). Dusza bowiem, która uczestniczy w naturze Bożej (por. 2 P 1, 4) i żyje w miłości oraz posłuszeństwie wobec Chrystusa, jest rzeczywistością świętą i wzniosłą, w której mieszka Najwyższy, gdzie bez końca rozbrzmiewa pieśń uwielbienia i składana jest ofiara ducha skruszonego i pokornego (por. Iz 57, 15; 66, 2); jest świątynią wybraną przez Osoby Boskie, aby w niej zamieszkały (por. J 14, 23) oraz przybytkiem, w którym objawiają swoją chwałę (por. Lb 14, 10) wypowiadają słowa, których nie można wyrazić.
Tę tajemnicę kontemplowała z wielką i głęboką radością Czcigodna Służebnica Boża Elżbieta od Trójcy Świętej, która całkowicie poddała się działaniu Ducha Świętego i stała się naczyniem wybranym, przenikniętym wonią Chrystusa, była domem, który Ojciec niebieski hojnie napełniał swoją dobrocią i światłem. Przeniknięta słodką obecnością Bożą pisała: „Na ziemi znalazłam niebo, ponieważ niebem jest Bóg, a Bóg jest w mojej duszy”; „Ci Trzej mieszkają we mnie”. Z tej wiary, przeżywanej z jasną świadomością i ewangeliczną prostotą, w jedności z Matką Bożą, zrodziło się jej powołanie do świętego milczenia i do uwielbienia Umiłowanego, do ofiarowania siebie, aby upodobnić się do Jezusa ukrzyżowanego i przyczyniać się do rozszerzania Królestwa Bożego w świecie. Radośnie dopełniając w swoim ciele tego, czego brak udrękom Chrystusa dla Jego Ciała, którym jest Kościół (por. Kol 1, 24), nawet w najcięższych cierpieniach nie przerywała dialogu miłości z Boskim Gościem ani nie załamywała się w niesieniu krzyża razem ze swoim Mistrzem; zwykła była mówić: „Moje szczęście wzrasta wraz z moim cierpieniem”.
Ukształtowana przez tak wzniosłe i święte uczucia, szybko stała się żywym obrazem swego Oblubieńca i jasnym światłem, które nie mogło pozostać ukryte w murach klasztoru, lecz szybko rozeszło się po całym Kościele. Dlatego słusznie można odnieść do niej słowa, które Nasz Poprzednik Aleksander IV wypowiedział o św. Klarze z Asyżu: „Tak zapalona i tak jasna lampa nie mogła być ukryta, lecz musiała świecić i dawać jasne światło w domu Pańskim. I nie mogło być ukryte naczynie pełne tak wielu wonności, aby nie rozlewało zapachu i nie napełniało słodką wonią domu Pańskiego” (Bulla kanonizacyjna św. Klary Clara Claris praeclara, w: Bullarium Romanum, III, 621).
Ta wierna uczennica Chrystusa urodziła się dnia 18 lipca 1880 roku w obozie wojskowym w Avor, niedaleko Bourges, z ojca Josepha François Cateza i matki Marie Émilie Rolland. Dnia 22 tego samego miesiąca przez sakrament chrztu została naznaczona pieczęcią Trójcy Przenajświętszej i otrzymała imiona: Maria, Józefa, Elżbieta. Wkrótce Pan przemówił do niej i pociągnął ją do siebie, aby poślubić ją w swym miłosierdziu i w łaskawości (por. Oz 2, 21); pierwsza spowiedź, a jeszcze bardziej pierwsza Komunia święta wzbudziły w niej gorące pragnienie świętości i dokonały głębokiej przemiany: odtąd we wszystkim była posłuszna działaniu łaski i znajdowała radość w zapominaniu o sobie dla Jezusa i dla innych; nauczyła się także wchodzić w małe niebo swojej duszy, aby upajać się obecnością Boga żywego i zdołała opanować swój żywy i impulsywny charakter.
Idąc za św. Teresą od Jezusa, z dnia na dzień coraz bardziej była pociągana do życia w zjednoczeniu z Tym, który w niej mieszkał i do szukania pokoju i radości w Jego bliskości. Mając czternaście lat i już pragnąc Karmelu, złożyła ślub wieczystej czystości, wiedząc, że może kochać tylko Jego; dlatego mówiła: „Miłością Twoją jestem pociągana, o mój Jezu. Czekam tylko, aż stanę się Twoją oblubienicą. Chcę cierpieć z Tobą, odnaleźć Cię, a potem umrzeć”. Nie było jej jednak dane szybko osiągnąć upragnionego celu, gdyż matka, którą bardzo kochała, nie zgadzała się na to. Słabsza wola mogłaby się załamać, ale tak się nie stało w przypadku Czcigodnej Służebnicy Bożej. Sprzeciw matki, podróże, rozrywki, towarzystwo, elegancja stroju, muzyka — rzeczy, z których chętnie by zrezygnowała — nie tylko nie odciągnęły jej od zamiaru, lecz jeszcze bardziej rozpalały ogień miłości, który płonął w jej sercu: „Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości ani rzeki jej zatopić” (Pnp 8, 7).
Cierpliwie oczekując swojej godziny, szybko postępowała na drodze doskonałości i z zapałem oddawała się nieustannej modlitwie oraz kontemplacji Umiłowanego; łączyła też częste umartwienia i dobrowolne wyrzeczenia z gorliwą troską o zbawienie dusz; dlatego, jak tylko mogła, oddawała się apostolstwu, ucząc katechizmu, pomagając ubogim, modląc się i cierpiąc za nawrócenie grzeszników.
W końcu czas oczekiwania dobiegł końca i dnia 2 sierpnia 1901 roku wstąpiła do Karmelu św. Józefa w Dijon, gdzie przeszła jak płomień i jak kadzidło płonące w ogniu. Dnia 8 grudnia tego samego roku przyjęła habit zakonny i rozpoczęła nowicjat pod roztropnym kierownictwem mistrzyni, matki Germany od Jezusa (1870–1930). Dnia 11 stycznia 1903 roku złożyła profesję zakonną.
Wdzięczna Bogu, że wprowadził ją na pustynię (por. Oz 2, 16), cieszyła się w sercu i zachwycała tymi cudownymi doświadczeniami duchowymi, które ofiarował jej Umiłowany: „Jak dobrze jest na Górze Karmel! — wołała — Wszystko opuściłam, aby na nią wejść, lecz Jezus wyszedł mi na spotkanie; przyjął mnie do swego serca i objął, aby nosić mnie jak dziecko i wprowadzić mnie w zapomnienie o wszystkim, co dla Niego opuściłam”.
Lata życia konsekrowanego przeżyła pogrążona w coraz głębszym doświadczeniu miłości Pana oraz w pokornej i ufnej zgodzie na Jego słowo, które było dla niej światłem i oparciem, umacniającym ją na trudnej drodze doskonałości (por. Ps 23, 4) oraz otwierającym przed nią szerokość, długość, wysokość i głębię miłości Chrystusa (por. Ef 3, 18). Jeśli dane jej było stanąć na górze przed Panem i usłyszeć szmer łagodnego powiewu, o którym mówi prorok Eliasz (por. 1 Krl 19, 11–13), to otrzymała także łaskę, aby żyć tym darem z wielką otwartością serca.
Zachwycała się pięknem stworzenia — ciszą lasów, surowością gór, wiekiem drzew — lecz jeszcze bardziej pociągało ją piękno dusz, które jak kryształy odbijały światło Boże; pełna miłości do bliźniego pragnęła, aby wszyscy odpowiedzieli na powszechne powołanie do świętości. Chciałaby dotrzeć do każdego zakątka ziemi, aby głosić dobroć, którą Bóg pragnie rozlewać w duszach; i rzeczywiście dotknęła całego świata nie ciałem, lecz duchem — modląc się, cierpiąc i ofiarując się, aby wypraszać łaski dla Kościoła, dla kapłanów, dla szerzenia wiary i nawrócenia grzeszników. Czyniła to w sposób wybitny za życia, czyni to i dziś przez swój przykład i pisma, które nam pozostawiła: wydaje się nawet, że jej misja nie ma końca; sama bowiem obiecała: „Moim zadaniem będzie pociągać dusze, pomagając im wyjść z siebie, aby przylgnęły do Boga w prostym i pełnym miłości oddaniu, i wprowadzać je w to wielkie wewnętrzne milczenie, które pozwala Bogu w nich zamieszkać i przemieniać je w siebie”.
Milczenie, kontemplacja i gorliwość apostolska, które pielęgnowała z pogodnym i stałym zapałem, nie oddzielały jej od życia wspólnotowego ani od obowiązków stanu; przeciwnie, bardziej uważnie i wierniej niż inne siostry zachowywała Regułę i śluby, była ofiarna i radosna w pracy, w służbie, w wykonywaniu powierzonych zadań, w posłuszeństwie ukochanym przełożonym i we wspólnocie, gorliwa w uczestnictwie w Eucharystii i Liturgii Godzin.
Ponieważ „droga krzyża jest drogą, którą Bóg przeznacza dla swoich umiłowanych: im bardziej ich kocha, tym więcej doświadczeń im zsyła” (św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości 18, 1), Czcigodna Służebnica Boża żyła całym swoim istnieniem tajemnicą paschalną, pragnąc upodobnić się do swojego Ukrzyżowanego Oblubieńca i współdziałać w dziele odkupienia. Ponieważ nie było jej dane przelać krwi, jak tego pragnęła, dała świadectwo prawdziwej i promieniującej radości w najcięższych chorobach, które od lata 1903 roku stały się jej nieodłącznymi towarzyszkami, przyjmowanymi i upragnionymi. Nawet wtedy nie zgasła jej delikatność wobec wszystkich, nie zniknął jej pogodny uśmiech ani łagodność i dobroć; ukazywała tak wielki pokój i spokój, że trudno było uwierzyć, iż cierpi.
Ostatnie osiem miesięcy spędziła w infirmerii; jej siły fizyczne słabły, lecz siły ducha wzrastały: była szczęśliwa, że spala się w ogniu Bożej miłości, aby stać się chwałą Jego majestatu i ofiarą uwielbienia. Pobożnie odeszła z tego świata o świcie dnia 9 listopada 1906 roku. Wszyscy, którzy ją znali, mówili, że przeszła przez życie jak dziewicza lilia, rozsiewając zapach świętości, bez najmniejszej skazy; była dla wspólnoty przykładem gorliwości życia zakonnego, ofiarowania siebie, głębokiej kontemplacji, nieustannej modlitwy i pełnej miłości adoracji. Aż do końca naśladowała Najświętszą Maryję Pannę, doskonały wzór adoracji daru Bożego i współudziału w męce Chrystusa dla dzieła odkupienia.
Opinia świętości, którą zdobyła za życia, po jej śmierci nieustannie wzrastała; dlatego w latach 1931–1933 w kurii diecezjalnej w Dijon przeprowadzono proces zwyczajny informacyjny, a także cztery procesy rogatoryjne oraz dwa procesy uzupełniające. Dnia 27 stycznia 1944 roku ogłoszono dekret o pismach; następnie papież Jan XXIII, po przeprowadzeniu zwyczajowej dyskusji, zezwolił na wprowadzenie sprawy do Stolicy Apostolskiej dnia 25 października 1961 roku. Po przeprowadzeniu procesów apostolskich w Dijon (1963–1965), w Paryżu (1963–1964) i w Tuluzie (1964), których ważność uznano dnia 5 lipca 1969 roku i 13 marca 1970 roku, rozpatrzono pomyślnie sprawę cnót, najpierw na Kongresie Szczególnym dnia 24 listopada 1981 roku, a następnie na zgromadzeniu kardynałów i biskupów dnia 6 kwietnia 1982 roku, przy udziale relatora sprawy, kardynała Mario Luigi Ciappi; odpowiedni dekret ogłosiliśmy dnia 12 lipca tego samego roku.
Wreszcie, po przeprowadzeniu procesu kanonicznego oraz wymaganych badań lekarzy, teologów i kardynałów dotyczących cudownego uzdrowienia kapłana Jeana-Marie Chanuta, z Zakonu Cystersów Ściślejszej Obserwancji, z gruźlicy nerek, przypisywanego wstawiennictwu Służebnicy Bożej Elżbiety od Trójcy Świętej, dnia 17 lutego 1984 roku ogłosiliśmy, że uzdrowienie to miało charakter cudowny.
Po tym wszystkim wyznaczono dzień uroczystej beatyfikacji.
Dziś więc, w Bazylice św. Piotra w Watykanie, podczas świętych obrzędów wypowiedzieliśmy następującą formułę: „Spełniając prośby naszych braci: Narcís Jubany Arnau, arcybiskupa Barcelony, Jean-Marie Lustigera, arcybiskupa Paryża, Jean Ballanda, biskupa Dijon, jak również licznych innych braci w biskupstwie oraz wielu wiernych, po zasięgnięciu opinii Świętej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, naszą władzą apostolską zezwalamy, aby czcigodni słudzy Boży Józef Manyanet, Daniel Brottier i Elżbieta od Trójcy Świętej odtąd byli nazywani Błogosławionymi, a ich wspomnienie mogło być obchodzone każdego roku w dniu ich narodzin dla nieba: Józefa Manyaneta dnia 17 grudnia, Daniela Brottiera dnia 23 lutego, Elżbiety od Trójcy Świętej dnia 9 listopada, w miejscach i w sposób określony przez prawo. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.
To, co postanowiliśmy w niniejszym Liście, niech zachowa trwałą moc na zawsze, bez względu na wszelkie przeciwne okoliczności.
Dan w Rzymie, u Świętego Piotra, pod Pierścieniem Rybaka, dnia 25 listopada 1984 roku, w siódmym roku naszego pontyfikatu.
AUGUSTINUS Kard. CASAROLI
Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej
Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va
Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana