Ojciec Zdzisław Gogola, były przełożony krakowskiej prowincji franciszkanów, oraz o. Stanisław Olbrycht, misjonarz z Boliwii i Peru, dzielą się swoimi świadectwami z okazji 35. rocznicy męczeństwa współbraci – błogosławionych Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka.
Kolejne wywiady z serii JESTEM poświęcone męczennikom z Pariacoto przybliżają nam historię powstania franciszkańskiej misji w Peru oraz realiów życia i posługi w tamtejszych warunkach. Ojciec Zdzisław Gogola szczegółowo opisuje moment podjęcia decyzji i wyzwanie, które stanowiło dla prowincji przyjęcie tego trudnego zadania.
Podkreśla, że polscy misjonarze zastali niezwykle wymagające warunki – ubóstwo, brak wody oraz region po trzęsieniu ziemi, który powoli odbudowywał się na nowo. „Świadomość katolicka, chrześcijańska, kościelna była jednak dosyć odległa” – mówi zakonnik. Sami franciszkanie również niczego nie posiadali, przyjechali, żeby „po prostu być” z tubylcami. „Była to prawdziwa misja, spotkanie z zupełnie nową rzeczywistością” – podkreśla.
Współpraca, pokora , oddanie, pomoc oraz ciężka praca przekonały Indian do polskich kapłanów. Szybko zdobyli oni autorytet wśród miejscowych. „Oni zaufali tym misjonarzom, po prostu ich zaakceptowali” – mówi o. Zdzisław.
To wszystko przeszkadzało terrorystom. Twierdzili, że misjonarze swoją działalnością duszpasterską i pomocową usypiają rewolucję ludową. Dlatego podjęto decyzję o zamordowaniu zakonników. „Z nienawiści do Kościoła” – dopowiada kapłan.
Wiadomość o tragicznej śmierci dotarła do przełożonego w momencie radosnego oczekiwania na wizytę papieża Jana Pawła II związaną z beatyfikacją Anieli Salawy. Sprzeczne emocje i niezwykle trudna sytuacja wymagały szybkiego działania i akceptacji nowej rzeczywistości.
„Pan Bóg dał nam bardzo trudny dar, żeby go przyjąć trzeba do tego dojrzewać” – mówi poruszony o. Zdzisław. Wskazuje na ważne przesłanie płynące z postawy męczenników: „Pokazują nam bardzo ważną rzecz, jaką jest wierność powołaniu” – podkreśla o. Gogola. „Te dwie wartości – miłość Boga i bliźniego – to są wartości, dzięki którym stajemy się człowiekiem” – tłumaczy kapłan.
Ojciec Stanisław Olbrycht, który był z męczennikami podczas inauguracji misji w Pariacoto w 1989 roku, wspomina swój przyjazd na miejsce:
„Biorąc pod uwagę kryteria europejskie, było to niemożliwe, żeby tam przeżyć”– mówi o. Olbrycht, jednocześnie zaznaczając, iż misjonarz nie szuka zysku i wygód oraz powinien być gotowy do pracy w każdych warunkach. „Tak ludzie żyli” – dodaje.
Mówiąc o Zbigniewie i Michale, zakonnik podkreśla, że szybko zjednali sobie sympatię mieszkańców, ponieważ żyli skromnie – tak jak oni – i byli blisko nich. Stanowili przeciwieństwo powszechnego postrzegania kapłana jako osoby witanej z honorami i poklaskiem.
O śmierci współbraci dowiedział się przebywając w Boliwii, skąd szybko udało mu się dostać do Peru na ceremonię pogrzebową. Dzięki determinacji o. Stanisława, który zabronił mieszkańcom prania odzieży ofiar w rzece, udało się zachować zakrwawione ubrania męczenników. Ocalone koszule są dziś najcenniejszymi relikwiami.
Misjonarz, który pełnił później funkcję wicepostulatora procesu beatyfikacyjnego, opowiada, jak trudno było poznać szczegóły tragicznych wydarzeń. Świadkowie byli przerażeni faktem, że terroryści wciąż pozostają na wolności. Z tego powodu wiele osób nadal milczy.
„Dobro musi zwyciężyć” – te słowa kierowały zakonnikiem, kiedy podjął decyzję o przyjęciu misji w niebezpiecznych warunkach w Peru tuż po zabójstwie swoich współbraci.
Na zakończenie rozmowy o. Stanisław przybliża szczegóły własnej drogi misyjnej, która rozpoczęła się 47 lat temu. Jako warunek efektywnej pracy misyjnej wskazuje miłość do ludzi, do których zostało się posłanym. Trzeba „żyć dla nich, być motorem, światłem i drogą” – mówi misjonarz.